fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

David Harris: Lekcja, którą warto powtarzać

AFP
Czy w dniu, kiedy świat obchodzi 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej, którą rozpoczął atak sił niemieckich na Polskę, historia jest wciąż istotna? - zastanawia się dyrektor American Jewish Committee.

Czy historia ma znaczenie w odniesieniu do współczesności? Czy może pisane jest jej odejść wraz z pokoleniem żołnierzy, świadków i ocalałych? Sądzę, że II wojna światowa – kluczowy okres we współczesnej historii – niesie ze sobą pięć uniwersalnych lekcji.

Po pierwsze, brak wyobraźni może być katastrofalny w skutkach. To właśnie przydarzyło się wielu zachodnim przywódcom w okresie pomiędzy dojściem Adolfa Hitlera do władzy w 1933 r. a 1939 r. Za niewybaczalne należy uznać, iż nie doceniali tego, czym w swej istocie była Trzecia Rzesza. Ignorowali sygnały ostrzegawcze, utrzymywali samych siebie w przekonaniu, że nazistowski reżim obierze umiarkowany kurs, prowadzili politykę, jak gdyby nic.

Przeczytaj też: Ponoć koniec sierpnia 1939 był niezwykle piękny

Cordell Hull, sekretarz stanu USA, mówił już w kwietniu 1933: „można uznać, że złe traktowanie Żydów w Niemczech zostało praktycznie wyeliminowane”. David Lloyd George, były już wtedy brytyjski premier, zauważył w 1936 r., że „Niemcy nie pragną zaatakować jakiegokolwiek kraju w Europie…” Z kolei George Fielding Eliot, amerykański ekspert ds. wojskowości, twierdził w maju 1939, że „szanse Niemiec na szybki atak i obezwładnienie Polski nie są duże”. Sposób, w jaki niektórzy przywódcy wypowiadają się dziś na temat Iranu czy Rosji, skłania do refleksji nad tym, czy kluczowa dla nas lekcja historii XX w. została przyswojona.

Polacy, godny przykład

Po drugie, polityka ustępstw nie działa w przypadku agresorów. Winston Churchill wspominał: „Pewnego dnia prezydent Roosevelt powiedział mi, że otwarcie prosi o sugestie, jak ta wojna powinna być nazwana. Natychmiast odpowiedziałem: »Niepotrzebna Wojna«. Nigdy nie mieliśmy konfliktu łatwiejszego do zażegnania niż ten, który obrócił w proch wszystko, co pozostało ze świata po poprzednim starciu”. Za każdym razem, gdy Wielka Brytania i Francja odwracały wzrok, kiedy Hitler naruszał warunki traktatu wersalskiego zawartego w 1919 r., przesłanie tej taktyki było aż nadto jasne. Nie mamy zamiaru walczyć. Możesz robić, co ci się podoba. A potem nastąpił ostateczny akt ustępstwa – podpisany w 1938 r. układ monachijski – i pamiętne słowa premiera Chamberlaina: „mimo surowości i bezwzględności, jaką dostrzegłem w twarzy [Hitlera], miałem wrażenie, że stał przede mną człowiek, na którego raz danym słowie można polegać”. Jakże wielkim złudzeniom uległ Chamberlain – i jakże ogromną cenę trzeba było za to zapłacić. Czy możliwe, byśmy znów ulegli złudzeniom na tak ogromną skalę? Obawiam się, że tak.

Po trzecie, nigdy nie powinniśmy ufać totalitarnym reżimom. Hitler był rzekomo antykomunistą. Agresywnie występował przeciwko bolszewikom w latach 20. i 30. XX wieku – to oni byli na szczycie listy jego wrogów. Ten stan utrzymywał się aż do sierpnia 1939 r., kiedy to nazistowskie Niemcy i Związek Radziecki podpisały pakt Ribbentrop-Mołotow i oba kraje stały się nagle partnerami. Wszelkie żywione uprzednio wzajemne urazy i niechęć zniknęły z dnia na dzień. Żadna ze stron nie mogła w pełni zaufać drugiej, ale przez dwa lata pakt był respektowany. To wystarczyło, by mogły wydarzyć się dwie rzeczy. 17 września 1939 r. Armia Czerwona zaatakowała Polskę od wschodu, zadając jej cios w plecy. Najbardziej haniebnym działaniem była niewątpliwie przeprowadzona przez Sowietów w 1940 r. masakra tysięcy Polaków w Katyniu, za co odpowiedzialnością próbowano kłamliwie obarczyć niemieckich nazistów.

Sytuacja odwróciła się 22 czerwca 1941 r., choć Moskwa – teraz po stronie aliantów – wciąż przymierzała się do ostatecznej okupacji i dominacji nad Polską. Nastąpiło to jeszcze przed końcem wojny – wskutek konferencji jałtańskiej, podczas której zaprzepaszczono szansę na suwerenność i niepodległość dla Polski. Totalitaryzm pozostaje jednak totalitaryzmem, niezależnie, czy jest prawicowy, czy lewicowy.

Po czwarte, opór jest możliwy. Żaden kraj nie był lepszym tego dowodem niż Polska. Pomimo brutalnej okupacji polskie podziemie wykazało się wytrwałością, odwagą i determinacją. Stanowiło godny naśladowania przykład dla Europy. Kulminacją oporu był rok 1944 i powstanie warszawskie. Gdy Armia Krajowa podjęła walkę z nazistami, Sowieci biernie się temu przyglądali.

W przeciwieństwie do Francji, Norwegii i innych okupowanych krajów w Polsce nie było kolaborantów w rodzaju marszałka Pétaina czy Vidkuna Quislinga. W całym kraju wielu Polaków angażowało się w ruch oporu. Tysiące brało udział w działaniach wojennych, od bitwy o Anglię po bitwę o Monte Cassino. Ten sam obecny w Polakach duch pomógł kilkadziesiąt lat później obalić komunizm i zapoczątkować nową erę polityki po zimnej wojnie.

Po piąte, dehumanizacja narodu może doprowadzić do jego wyniszczenia. Antysemityzm nie narodził się w Europie w 1933 r. wraz z dojściem Hitlera do władzy. Istniał przez wieki i przyjmował różne formy – od gett do inkwizycji, od wysiedleń do wymuszonej konwersji. Był obecny wszędzie, gdzie zamieszkiwali Żydzi, także w Polsce.

Jednak wraz z zatwierdzeniem planu „ostatecznego rozwiązania” w styczniu 1942 r. Trzecia Rzesza przeniosła antysemityzm na zupełnie inny poziom. Celem miało być zgładzenie dziewięciu milionów europejskich Żydów. Nikt nie ma większej świadomości tego faktu niż Polska, na której okupowanym terytorium nazistowskie Niemcy stworzyły obozy pracy przymusowej i obozy zagłady: Auschwitz-Birkenau, Bełżec, Chełmno, Majdanek, Sobibór, Treblinka i inne miejsca. W obozach tych zamordowano miliony Żydów, a setki tysięcy zmarło z powodu chorób i głodu w gettach. Zbyt wiele osób na całym świecie odwróciło wzrok od tej bezprecedensowej zbrodni przeciwko ludzkości.

Pielęgnować ducha

Lekcja, o której trzeba zawsze pamiętać, uczy, że należy traktować poważnie słowa kierowane pod adresem całego narodu lub całej grupy i mieć świadomość, do czego słowa te mogą prowadzić. Przypomina ona również o zawartym w żydowskiej tradycji przesłaniu, „kto ratuje jedno życie – ratuje cały świat”. Prawie siedem tysięcy Polaków uhonorowanych przez Jad Waszem, izraelski Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holokaustu, ratowało Żydów, ryzykując życie. Wielu innych, z różnych powodów, odwracało wzrok. Dziś, gdy nienawiść znów staje się coraz częstszym zjawiskiem zarówno w Europie, jak i w USA, postawa Jana Karskiego, Witolda Pileckiego, Ireny Sendler, rodziny Ulmów czy członków Żegoty, przypomina o tym, że nosimy w sobie siłę ducha zdolną do obrony najwyższych wartości.

Tak – historia tego, co wydarzyło się 80 lat temu, wciąż ma ogromne znaczenie.

Autor jest dyrektorem wykonawczym American Jewish Committee. Był dwukrotnie nagradzany przez polskie władze za swoje wysiłki na rzecz przyjęcia Polski do NATO oraz działalność na rzecz relacji polsko-żydowskich

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA