fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przestępczość

Śmierć "Cygana". Co groziło bokserowi

Dawid Kostecki został znaleziony martwy 2 sierpnia
Reporter, Marek Lasyk
Niebezpieczna sytuacja: świadek i oskarżony w jednym areszcie – czy sąd popełnił błąd w sprawie „Cygana"?

Praski sąd z pełną świadomością umieścił Dawida Kosteckiego w areszcie na Białołęce, wiedząc, że przebywa tam również mężczyzna oskarżony o rozbój, w którego procesie bokser miał być świadkiem prokuratury – ustaliła „Rzeczpospolita".

Prokuratura, która bada czy Kosteckiego mógł ktoś nakłonić do samobójstwa, powinna sprawdzić i tę kwestię.

Był inny areszt

Dawid Kostecki odbywał pięcioletni wyrok w zakładzie w Rzeszowie (do końca kary zostały mu dwa lata). 18 czerwca trafił do aresztu śledczego Warszawa-Białołęka – tu ulokował go sąd. Bokser miał być świadkiem prokuratury w procesie przeciwko Tomaszowi G. Chodziło o rozbój, za co grozi do dziesięciu lat.

Problem w tym, że – jak ustaliła „Rzeczpospolita" – w tym samym areszcie siedział również Tomasz G. Sąd rejonowy, który polecił przewieźć Kosteckiego na Białołękę, miał pełną wiedzę, że będzie on przebywać w tym samym miejscu, co oskarżony. Skąd to wiadomo? Decydując o ulokowaniu tu boksera, sąd przekazał zalecenie dla aresztu, by mężczyzn izolować od siebie. Więziennicy je wykonali. – Osadzeni byli w innych blokach, nie mieli kontaktu – twierdzi nasze źródło.

Czy jednak oskarżonego i świadka należało umieszczać w tej samej jednostce, skoro w Warszawie jest areszt na Służewcu? Czy ten fakt mógł mieć wpływ lub związek z rzekomym samobójstwem boksera?

– Nakaz przetransportowania Dawida Kosteckiego do Aresztu Śledczego w Białołęce wydał Sąd Rejonowy dla Warszawy-Pragi-Północ. Służba Więzienna jest w tym przypadku organem wykonawczym – mówi mjr Elżbieta Krakowska, rzeczniczka Służby Więziennej. I dodaje: „Sąd posiada wiedzę, w której jednostce penitencjarnej przebywają osadzeni pozostający do jego dyspozycji".

Sędzia Marcin Kołakowski, rzecznik Sądu Okręgowego Warszawa-Praga, odpowiada: „Na temat miejsca pobytu zarówno oskarżonego, jak i świadka, nie udzielamy informacji" – odpisał nam rzecznik i podkreślił, że kwestię osadzania w jednostkach penitencjarnych reguluje rozporządzenie ministra sprawiedliwości z 13 stycznia 2004 r. Rzecznik sądu dodaje, że z rozporządzenia wynika, iż „osadzonego wzywanego z innych jednostek penitencjarnych do udziału w czynnościach procesowych kieruje się do aresztu śledczego położonego najbliżej siedziby organu wzywającego", i że „ izolowanie od siebie osób powiązanych następuje na podstawie pisemnej informacji organu dysponującego, zawierającej w szczególności ich dane osobowe".

Jak Franiewski

Dr Paweł Moczydłowski, były szef więziennictwa, jednak zaznacza: – Nie powinno się dopuszczać, aby oskarżony i świadek przebywali w tej samej jednostce. Jeśli już, to powinni być osadzeni w taki sposób, by nie mieli kontaktu nawet przez pośredników. I przyznaje, że w praktyce nie ma stuprocentowej gwarancji, że do kontaktów nie dojdzie.

Bokser nie złożył zeznań 1 lipca, bo proces odroczono, ale oskarżony i świadek spotkali się na sali sądowej. Miesiąc później Kosteckiego znaleziono martwego w celi. Dlaczego po pierwszej rozprawie nie odwieziono do Rzeszowa? Bo z sądu wpłynęła informacja o nowym terminie: 14 sierpnia.

Pytań jest więcej – jak to o sposób, w jaki bokser rozstał się z życiem. Oficjalnie przykryty kocem powiesił się na pętli z prześcieradła zaczepionej o górne łóżko. To szokuje.

– Według takiego samego scenariusza samobójstwo popełnił w 2004 r. celi niejaki Franiewski, oskarżony o kierowanie porwaniem i zabójstwem Krzysztofa Olewnika – mówi dr Moczydłowski, który zbadał ok. 100 więziennych samobójstw. – W ten sposób popełnia samobójstwo ktoś mający duże więzienne doświadczenie, a boksera trudno za takiego uznać. Zaznacza, że był młody, silny, nie miał depresji, miał za sobą rodzinę, a nadużyć dopuszczał się dla pieniędzy – w kryminale takiego się boją. Moczydłowski zauważa, że samobójcy w więzieniach, nim się targną na życie, „obserwują zwyczaje współwięźniów, tzw. mikroklimat i architekturę, bo tego potrzeba, by udanie rozstać się z życiem". – Kostecki trafił do aresztu w Warszawie na krótko i akurat tym czasie popełnił samobójstwo. Jest w tym coś dziwnego – podsumowuje.

Franiewski w chwili śmierci był pod wpływem alkoholu i we krwi miał amfetaminę. Jakiś czas po jego śmierci powiesił się strażnik, który był wtedy na zmianie. Badanie toksykologiczne Kosteckiego już zlecono.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA