fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przestępczość

Chemnitz rok później. Wyrok za zadźganie Niemca

Na chodniku, gdzie doszło do zabójstwa, jest mała słabo widoczna tabliczka z jego imieniem, inicjałem i datą śmierci 26 sierpnia 2018 (na pierwszym planie)
Fotorzepa/ Jerzy Haszczyński
To zabójstwo wstrząsnęło Niemcami, zwłaszcza wschodnimi. Wywołało wielkie demonstracje w Chemnitz. Dziś jeden z oskarżonych, uchodźca z Syrii, usłyszał, że ma spędzić za kratami 9,5 roku.

Proces odbywał się nie w 250-tysięcznym Chemnitz, gdzie prawie dokładnie przed rokiem został zadźgany nożem Daniel H., ale w stolicy landu Saksonii - Dreźnie. Ze względów bezpieczeństwa.

Wyrok Wyższego Sądu Krajowego w Dreźnie nie jest prawomocny. Obrońcy 23-latka natychmiast odwołali się od wyroku, zapewne skończy się apelacją do Federalnego Trybunału Sprawiedliwości.

Jego adwokat Ricarda Lang posunęła się nawet do stwierdzenia, że dzień wyroku jest smutnym dniem dla państwa prawa. Jej zdaniem, gdyby proces odbywał się nie w tym wschodnim landzie, ale na przykład w Hamburgu czy Nadrenii Północnej-Westfalii, to nigdy nie doszłoby do takiego wyroku. A sam skazany Alaa S. stwierdził w ostatniej mowie przed ogłoszeniem wyroku, że ma nadzieję, iż nie stanie się "drugą ofiarą prawdziwego sprawcy".

Sąd zapewnił, że czyn nie miał motywu politycznego, a wyrok nie zapadł ani pod wpływem polityków, ani mediów.

W Saksonii 1 wrześnie są wybory do landtagu, które może wygrać radykalna Alternatywa dla Niemiec, strasząca zagrażającymi bezpieczeństwu imigrantami.

Obserwujący proces Jens Eumann, dziennikarz "Freie Presse" najważniejszej gazety w Chemnitz, powiedział "Rzeczpospolitej", że przed sądem stanął tylko jeden podejrzany. Wcześniej inny został uwolniony z powodu braku dowodów, a trzeci - iracki Kurd, Farhad Ramazan A. - uciekł. A to przeciw niemu zgromadzono najmocniejszy materiał dowodowy.

- Znaleziono nóż, który był, jak się zakłada, narzędziem zbrodni. Na nożu są ślady krwi ofiary, drugiego rannego Niemca, a także DNA, które można przyporządkować albo zbiegłemu podejrzanemu Farhadowi Ramazanowi A., albo jego bratu. Od zbiega nie można było pobrać próbki, DNA brata tak. Brata jednak w momencie popełniania przestępstwa nie było w Chemnitz - stwierdził Jens Eumann, którego redakcja znajduje się przy Brückenstrasse, dokładnie naprzeciwko miejsca, gdzie śmiertelne dźgnięcie zabójcy zadali Danielowi H. Rozgrywało się to w nocy, w czasie festynu z okazji rocznicy powstania miasta, dziennikarze nie pracowali.

Na chodniku, gdzie zginął, jest mała słabo widoczna tabliczka z jego imieniem, inicjałem i datą śmierci 26 sierpnia 2018.

Fotorzepa/ Jerzy Haszczyński

Przez Chemnitz po śmierci Daniela H. przetoczyła się fala antyrządowych i antyimigranckich demonstracji. Dochodziło do agresywnych zachowań wobec uchodźców, politycy głównego nurtu i prasa spoza Saksonii, po obejrzeniu jednego wrzuconego do internetu nagrania, używali nawet nazwy "Hetzjagd", oznaczającej bezwzględne polowanie (na cudzoziemców). Miejscowa prasa nie stosuje takiego określeń, uważa je za przesadzone.

Oburzenie wielu Niemców wywołało też to, w jaki sposób podejrzani trafili do Niemiec. Farhad Ramazan A. pochodzi co prawda z Iraku, ale zaraz po urodzeniu zamieszkał w rodziną w Stambule, gdzie prowadzili spokojne życie. Przedostał się do Niemiec korzystając z wielkiego eksodusu imigrantów w 2015 roku. Co najdziwniejsze: po otrzymaniu odmowy w sprawie azylu, złożył jeszcze jedno podanie i tym razem przedstawił się jako nieletni (a miał co najmniej 21 lat). Nie wiadomo, dlaczego urząd ds. imigrantów na to zezwolił. Rok przed zabójstwem Farhad Ramazan A. był już przyłapywany na kradzieżach i napadach z uszkodzeniem ciała.

Za zbiegłym Niemcy wydali europejski nakaz aresztowania, nie wiadomo, czy jest w Europie.

Z kolei skazany dziś Alaa S. dostał się do Niemiec w 2015 roku i nie przedstawił dokumentów. Został uznany za uchodźcę z Syrii na podstawie własnego oświadczenia.

W świat poszło też inne nagranie, na którym ktoś wznosi hitlerowskie pozdrowienie podczas demonstracji neonazistów pod pomnikiem Karola Marksa 27 sierpnia ubiegłego roku (Chemnitz w czasach NRD nosiło jego imię Karl-Marx-Stadt). W zeszłym tygodniu mężczyzna, oskarżony o ten czyn, zeznał przed sądem w Chemnitz, że nie jest ze skrajnej prawicy, lecz czuje się przedstawicielem tzw. lewicowej sceny i ma nawet tatuaże antyfaszystowskiej organizacji Antifa. Sędzia sugerowała, jak pisała "Freie Presse", że wznosił rękę w hitlerowskim stylu pod wpływem alkoholu, i jest znany z problemów z piciem.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA