fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prezydent USA

Reżim z Pjongjangu chce gwarancji przetrwania

AFP
26-milionowy kraj z PKB na poziomie drugorzędnego amerykańskiego miasta negocjuje z USA jak równy z równym – mówi Bruno Hellendorff, ekspert Egmont Institute w Brukseli

Wygląda na to, ze na szczycie w Wietnamie Trump i Kim nic nie uzgodnili. To porażka?

Można powiedzieć, że nie powinno się organizować szczytu, który nie przynosi żadnych rezultatów. Ale ja, w przeciwieństwie do wielu komentatorów, nie jestem aż tak krytyczny. Być może, podkreślam być może, to znak, że przechodzimy do sedna sprawy. Bo łatwo wydać wspólne oświadczenie, jeśli jest ono pozbawione treści. Na razie obie strony zgadzają się co do konieczności denuklearyzacji, tyle że inaczej ją rozumieją. Jestem optymistą, bo alternatywą byłby konflikt nuklearny.

Dlaczego do tej pory nie doszło do porozumienia?

Już w czasie pierwszego szczytu w Singapurze zobaczyliśmy, że Korea Północna rozumie to jako proces, a nie jako warunek. Denuklearyzacja ma być celem, a prowadzić mają do niego negocjacje między równorzędnymi partnerami. Dla strony amerykańskiej od dawna denuklearyzacja była warunkiem wstępnym. Dopiero potem mogłyby następować jakieś ustalenia. Teraz USA widzą, że taka strategia nie zadziała i powoli zaczynają oswajać się z rzeczywistością. To jednak kwestia czasu. I pytanie, jak długo Korea wytrzyma sankcje i jak długo będzie w stanie polegać na tych osobistych relacjach między przywódcami. Bo przecież po stronie amerykańskiej są duże podziały, jak postępować w tej sprawie. Prezydent polega bardziej na swoim instynkcie, a większość administracji chciałaby wtłoczenia tego w pewien proces polityczny. Ale to ich podejście było do tej pory zwodnicze.

Metoda Trumpa może przynieść więcej korzyści?

Nie jest jasne, co dla Trumpa oznacza denuklearyzacja. Jeśli chce się doprowadzić do nuklearyzacji półwyspu, potrzebny jest długotrwały proces. Korea Północna powinna przedstawić listę instalacji, technologii czy rodzajów broni, które stworzyli. Żeby temu zaufać potrzebny jest mechanizm weryfikacji. A do tego potrzebny jest reżim inspekcyjny. To proces skomplikowany, który wymaga czasu i wysiłku. Nie mamy do tej pory wrażenia, że Trump to zrozumiał. Bo przecież mamy już takie międzynarodowe porozumienie, z bardzo mocnym mechanizmem weryfikacji. To umowa z Iranem, którą Trump wyrzucił niedawno do kosza, twierdząc, że była bardzo zła. Opierając się na kłamstwach dotyczących jej realizacji. To sprawia, że ani my, ani ludzie w jego administracji nie wiedzą dokładnie, w jakim kierunku on zmierza.

Dlaczego teraz Korei Północnej zależy na tym porozumieniu?

Bo osiągnęli już cel. Stali się atomową potęgą i są w posiadaniu rakiet, które mogą dosięgnąć każdego miejsca w USA. Teraz uważają, że mogą negocjować i żądać gwarancji przetrwania reżimu. Kiedy mówią o denuklearyzacji, mają na myśli cały półwysep, nie tylko swój kraj. I przedstawiają to jako długi proces. Korea Północna, 26-milionowy kraj z PKB na poziomie drugorzędnego amerykańskiego miasta, może negocjować z USA jak równy z równym.

Czyli nie zbudowali arsenału nuklearnego po to, żeby zniszczyć USA?

Kraje nie budują broni atomowej, żeby ją użyć, ale żeby odstraszać ewentualnych agresorów. Reżim koreański nie jest szalony, przecież wie, że w odpowiedzi na jedną rakietę wystrzeloną w kierunku USA zasypałby ich grad amerykańskich. On zbudował potencjał nuklearny po to, żeby się utrzymać. Chce od Amerykanów gwarancji przetrwania. Trudno sobie wyobrazić, jak dokładnie miałyby one wyglądać. Bo widzimy przypadki innych krajów, np. Ukrainy, gdzie gwarancje w zamian za pozbycie się arsenału nuklearnego wcale dobrze nie działają. Na razie jednak arsenał nuklearny to bardzo mocny instrument nacisku. I widzieliśmy na obu szczytach, że to działa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA