fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo prasowe

Sąd Najwyższy dyscyplinuje firmy podkradające teksty prasowe

Adobe Stock
Cytowanie tekstów prasowych ma mieć twórczy zamysł, element i nie może naruszać interesów twórców i szerzej właścicieli utworów.

To sedno piątkowego wyroku Sądu Najwyższego, bardzo ważnego dla prasy, dla jej kondycji a pośrednio dostępu do informacji w ogóle.

Czytaj także:

Wyrok SN stanowi przełom w trwającym już lata sporze o granice komercyjnego sporządzania przeglądów prasy bez jej zgody i zapłaty i szerzej cytowania tekstów prasowych.

Chodzi o kopiowanie, a w ocenie przedstawicieli prasy, zwłaszcza papierowej (chyba najbardziej poszkodowanej) podkradanie, fragmentów, a nawet całych tekstów gazetowych czy to papierowych czy elektronicznych pod płaszczykiem przeglądów prasy. Na polskich rynku działa kilka firm zajmujących się komercyjnie sporządzaniem odpłatnie na zlecenie form i urzędów przeglądów prasy, a jedną z dwóch największych spółek z tej branży jest Press-Service Monitoring Mediów z Poznania, którą pozwała spółka Infor Biznes, wydawca „Dziennika Gazeta Prawna". Domagała się ona ochrony majątkowych praw autorskich przez usunięcie z bazy pozwanej jej tekstów, niepowielania ich i nierozpowszechniania (sprzedaż) oraz publicznego przyznania, że korzystała z nich bezprawnie. Na dowód przedstawiła 41 tekstów 16 autorów wykorzystanych w takich przeglądach.

Sądy Okręgowy i Apelacyjny w Poznaniu oddaliły żądanie gazety, mimo że SA nie uwzględnił wielu zarzutów pozwanej spółki, która powoływała się głównie na tzw. dozwolony użytek, czyli korzystanie z fragmentów utworów bez zgody ich właściciela. SA uznał jednak, że Press Service korzysta z prawa cytatu określonego w art. 29 prawa autorskiego, i tego stanowiska bronił przed SN jego pełnomocnik mec. Piotr Walendziak.

Z kolei pełnomocnik gazety, która odwołała się do Sądu Najwyższego mec. Marcin Mioduszewski, że owo prawo zostało przez poznańskie sądy bezpodstawnie rozszerzone, a najnowszych wyrokach z 29 lipca bm. Trybunał Sprawiedliwości UE wskazał, że owszem państwa członkowskie maja pewna swobodę w regulowaniu prawa cytatu, ale odstępstwa od unijnych standardów mogą być niewielkie.

I właśnie na interpretacji art. 29 prawa autorskiego skupił się SN.

A stanowi on, że wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów w zakresie uzasadnionym celami cytatu takimi jak wyjaśnianie, polemika, analiza krytyczna lub naukowa, nauczanie lub prawami gatunku twórczości.

Z kolei art. 35 stanowi, że dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy.

Sąd Najwyższy uwzględnił zastrzeżenia wydawcy „Dziennika Gazeta Prawna", i zwrócił sprawę SA do ponownego rozpoznania.

- Aby korzystający z cytatu mógł powoływać się na prawo cytatu, cytowanie czy przegląd prasy ma mieć twórczy charakter i nie może naruszać interesów twórców i szerzej właścicieli utworów – powiedziała w uzasadnieniu sędzia SN Katarzyna Tyczka- Rote. - Z pewnością prawa te narusza publikowanie całych tekstów choćby pod szyldem przeglądów prasy. Takie praktyki uderzają też w interesy finansowe twórców (właścicieli utworów), gdyż kupujący taki „automatyczny" przegląd prasy nie kupią czy nie zaprenumerują gazet, co uderza w wydawców.

Sygnatura akt: II CSK 7/18

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

prof. Wiesław Godzic, medioznawca z Uniwersytetu Nauk Humanistycznych
i Społecznych w Warszawie

Werdykt Sądu Najwyższego jest mądry, ale odbiorcy – moim zdaniem – nie dojrzeli do niego. Sąd nie mówi, ile procent tekstu można użyć jako cytatu, na uczelniach też ciągle mamy z tym problem. Teraz piłeczka jest po naszej stronie. To my sami, czyli branża medialna, możemy wpłynąć na ograniczenie podkradania utworów poprzez ocenę, co jest słuszne, a co nie, i np. przez niepodawanie ręki.

Nie liczmy jednak na to, że po wyroku sądowym będziemy mieć interpretacje czarno na białym. Żyjemy w trudnych czasach – oceny nie tworzy się tak, że pstrykniemy palcami i rozwiązanie gotowe. Trzeba próbować jednocześnie negocjować i zawstydzać podkradaczy. Musimy stosować także własną wrażliwość, a wyrok SN może nam w tym pomóc. Zacznijmy od tego, żebyśmy my, dziennikarze, stanowili jeden front, a nie podgryzali się nawzajem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA