fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Jakie kary grożą za protesty

Protest kobiet
Protest kobiet
AFP
Policja nie egzekwuje na razie wymogów sanitarnych od demonstrantów.

Od kilku dni dziesiątki tysięcy ludzi w całej Polsce protestują po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. Są tłumy, mimo że cała Polska jest w czerwonej strefie, a to oznacza bezwzględny nakaz noszenia maseczek, zachowania bezpiecznego odstępu oraz ograniczenia zgromadzeń do pięciu osób.

– Nie chcemy eskalować napięcia – tłumaczy policja.

Wkrótce beztroska może się jednak skończyć.

Do akcji wkracza Bogdan Święczkowski, prokurator krajowy. W wydanych właśnie wytycznych szczegółowo określił, jakie zarzuty mogą być stawiane protestującym.

Mundurowi nie przeszkadzają

– Osoby, które biorą udział w protestach, a np. nie mają maseczek na twarzy, są karane mandatem albo w ich sprawie kierowany jest wniosek o ukaranie do sądu – mówi „Rzeczpospolitej" Mariusz Ciarka, rzecznik Komendy Głównej Policji.

Zastrzega, że policja nie wkracza do akcji, kiedy protest przebiega w spokoju.

– Nie chcemy eskalować napięcia i wyciągać ludzi z tłumu – tłumaczy rzecznik.

Zastrzega jednak, że policja cały czas, korzystając z megafonu, informuje, że zgromadzenie jest nielegalne, bo mamy czas pandemii – zapewnia rzecznik.

Od środy policjantów w działaniach wspomaga Żandarmeria Wojskowa. Została skierowana do udzielenia pomocy policji „w zakresie ochrony bezpieczeństwa i porządku publicznego". Część osób obawia się, że może chodzić o tłumienie protestów. Zarówno MON, jak i policja przekonują, że chodzi o standardowe działania prowadzone głównie w związku z walką z pandemią – najczęściej chodzi o patrole i pilnowanie kwarantanny.

Prokurator chce więcej

Jak donoszą media, bierność funkcjonariuszy nie podoba się Bogdanowi Święczkowskiemu, prokuratorowi krajowemu. Ten wydał wytyczne, by bacznie przyglądać się uczestnikom manifestacji i stawiać zarzuty. Nie chodzi już tylko o akty wandalizmu czy ataki na funkcjonariuszy policji, ale również organizację protestów i nawoływanie do nich. Według prokuratora Święczkowskiego każda taka osoba powinna usłyszeć zarzuty.

Prokuratura przypomina, że w kraju ze względu na stan epidemii zgromadzenia powyżej pięciu osób są niedozwolone, a nawoływanie do masowych protestów jest przestępstwem przeciwko bezpieczeństwu powszechnemu, bo prowadzi do rozpowszechniania choroby zakaźnej.

Prokurator Święczkowski zwraca uwagę, że jeśli organizatorów takich zgromadzeń jest wielu i działają oni wspólnie i w porozumieniu, to mogą się spotkać z zarzutem współsprawstwa, a nawoływanie do organizowania demonstracji może być kwalifikowane jako podżeganie do występku.

Na zimne dmuchać

Część policjantów, choć nieoficjalnie, przyznaje, że nie zamierza podejmować żadnych czynności. Często po drugiej stronie stoją ich siostry, narzeczone czy żony. Niektórzy mówią otwarcie, że to bardzo niewdzięczne dla nich zadanie.

Oficjalnie jednak zapewniają: porządek być musi. Dopóki jednak tłum jest zdyscyplinowany, dopóty interwencji być nie powinno.

Zapytaliśmy psychologa Tomasza Kozłowskiego, czy dotychczasowa postawa policji pozwala uspokoić protesty. Co by się np. stało, gdyby służby przystąpiły do ataku na protestujących?

– Ostra reakcja służb mogłaby doprowadzić do eskalacji konfliktu i pogłębienia kryzysu – uważa psycholog. Opowiada się jednak za przestrzeganiem prawa.

– To, co się dzieje teraz u nas w kraju, to już nie jest tylko kwestia psychologiczna – uważa. – To także kwestia socjologiczna.

– To już nie jest tylko sprawa kobiet, to sprawa wszystkich dorosłych Polaków, którym się czegoś zakazuje. Niestety, przy okazji manifestowania swoich poglądów i sprzeciwu wobec zakazów wirus będzie się rozprzestrzeniał – przewiduje psycholog.

Radca prawny Katarzyna Kloc z Kancelarii Gawroński & Partners zwraca uwagę na bardzo istotną kwestię.

– Przepisy wprowadzone w związku z epidemią Covid-19 przewidują zakaz organizowania widowisk i zgromadzeń. Nie zakazują jednak pojedynczym osobom wyjścia na ulicę i manifestowania swoich poglądów, a przecież tak wyglądają dzisiejsze protesty – zauważa radca.

Od soboty 24 października cała Polska została objęta obostrzeniami czerwonej strefy. Wśród zmian znalazły się m.in.: zajęcia zdalne również w klasach IV–VIII szkół podstawowych, ograniczenia w funkcjonowaniu lokali gastronomicznych i środkach komunikacji.

10 tys. protestujących pojawia się od kilku dni na ulicach Warszawy. Protestują przeciw wyrokowi TK w sprawie aborcji

5 osób może liczyć zgromadzenie w strefie czerwonej

1,5 m liczy bezpieczna odległość w czasie pandemii. W miejscach zamkniętych to 7 mkw. na osobę

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA