fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Śmierć harcerek podczas nawałnicy w Suszku. Sąd wydał wyrok ws. organizatorów obozu

Rozprawa w Sądzie Rejonowym w Łodzi ws. wydarzeń podczas obozu harcerskiego w Suszku z sierpnia 2017 r.
PAP/Roman Zawistowski
Sąd Rejonowy w Łodzi uniewinnił organizatorów obozu harcerskiego w Suszku w woj. pomorskim, na którym podczas nawałnicy w lecie 2017 r. zginęły dwie harcerki. Za winnego uznany został emerytowany już urzędnik starostwa, który wbrew obowiązkowi nie przekazał tego dnia alertu pogodowego.

Do tragedii doszło w nocy z 11 na 12 sierpnia 2017 r. w Suszku k. Chojnic. Nawałnica zniszczyła obóz dla 130 harcerzy z Łodzi. Zginęły dwie dziewczynki w wieku 13 i 14 lat, a blisko 40 uczestników obozu trafiło do szpitali z różnymi obrażeniami.

Zarzuty prokuratorskie postawiono komendantowi obozu, jego zastępcy,  szefowi wydziału bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego starostwa w Chojnicach, a także synoptykom z Krakowa i Warszawy, którzy w dniu nawałnicy pełnili dyżury meteorologiczne i mieli kompetencje do podejmowania decyzji dotyczących całej Polski.

Postępowanie w sprawie  meteorologów zostało umorzone pomimo bardzo krytycznej dla Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej opinii biegłego. W przypadku pozostałych osób do sądu trafił akt oskarżenia.

Komendanta obozu harcerskiego 29-letniego Mateusza I. oraz  jego zastępcę 52-letniego Włodzimierza D. słupska prokuratura oskarżyła o umyślne narażenie uczestników obozu na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oraz doprowadzenie do nieumyślnego spowodowania śmierci dwóch harcerek i nieumyślnego spowodowania różnego rodzaju obrażeń ciała u kolejnych kilkudziesięciu harcerzy.

Prokuratura zarzucała im niewłaściwą organizację obozu harcerskiego i źle przeprowadzoną akcję ewakuacyjną podczas nawałnicy. Chodziło m.in. o to, że nie wyznaczyli drogi ewakuacyjnej i nie przeprowadzili obowiązkowych próbnych alarmów ewakuacji obozu. Mieli  także zignorować alerty o zagrożeniu burzami z gradem i silnym wiatrem. Groziła im kara do 5 lat więzienia.

Komendanci nie przyznali się do zarzucanych im czynów. Twierdzili, że nie otrzymali od służb żadnej informacji o nadchodzącej nawałnicy i zrobili wszystko, by możliwie najlepiej zadbać o uczestników obozu. Sąd zdecydował o ich uniewinnieniu.

Trzeci z oskarżonych, urzędnik starostwa 69-letni Andrzej N. został oskarżony o niedopełnienie obowiązków służbowych, ponieważ nie przekazał na niższy szczebel zarządzania kryzysowego alertu pogodowego o nadchodzącej nawałnicy. Urzędnik  przyznał się do popełnienia przestępstwa. Postępowanie karne wobec niego zostało warunkowo umorzone na rok. Ma jednak zapłacić tysiąc złotych grzywny na cele charytatywne.

Jak informuje Polsat, w ocenie sądu, mimo niewyznaczenia dróg ewakuacyjnych, dzieci na obozie wiedziały, która droga prowadzi do miejsca zbiórki na wypadek sytuacji zagrożenia. Był to tzw. młodnik, do którego prowadziły znaki. Jednak - jak zeznawali uczestnicy obozu -  już podczas nawałnicy, gdy widoczność była zerowa, nikt nie szukał znaków, tylko pędził przed siebie, aby ratować życie.

Sąd zauważył, że sytuacja meteorologiczna tego dnia była trudna, a ostrzeżenie, które mógł zobaczyć komendant obozu, wygasło dwie godziny przed nawałnicą. Nawet wyznaczenie dróg ewakuacyjnych w tych warunkach pogodowych  nie pomogłoby - zdaniem sądu - w ewakuacji obozu.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA