fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Chojniak: przeorano kodeks pod pozorem walki z pedofilią

Fotorzepa/Piotr Guzik
Przyjmowanie nowelizacji kodeksu karnego, która go rujnuje, oburza mnie – mówi dr Łukasz Chojniak, adwokat, wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego.

Od niespełna dwóch tygodni politycy wszystkich opcji mówią o zaostrzaniu kar za przestępstwa pedofilii. To efekt filmu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu". W miniony czwartek wieczorem, po dwóch dniach prac, Sejm uchwalił obszerną nowelizację kodeksu karnego. Jest pan zaskoczony, że tak szybko to poszło?

Nie jestem zaskoczony, ale mówię to z przykrością. Widziałem wiele ustaw przepychanych w taki właśnie sposób przez obecny parlament. Dla mnie jednak kodeks karny jest ustawą wyjątkową, szczególną. I przyjmowanie nowelizacji, która go rujnuje w taki sposób, zwyczajnie mnie oburza.

Czytaj także:

Co najbardziej pana oburza? Wielu prawników już po głosowaniu ostro komentowało wydarzenia z czwartkowego wieczoru w Sejmie. Wspominali o populizmie, politycznej potrzebie szybkiej reakcji na kłopotliwy dla Kościoła film. Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości, zasłaniał się z kolei potrzebą skutecznej walki z pedofilią i adekwatnym – surowym – karaniem jej sprawców.

Oburza mnie po pierwsze zastosowana procedura. Każda ustawa wymaga pewnego przemyślenia i nie jest to tylko pusta deklaracja. Dostrzeżono to także w Sejmie. W regulaminie przyjętym przez sam Sejm wyraźnie mówi się o zasadach, które mają być stosowane do kodyfikacji. I, jak pokazuje życie, nic z tego nie wynika. W czwartek z ust marszałka Marka Kuchcińskiego dowiedzieliśmy się, że tej noweli kodeksu karnego nie uznaje za nowelizację kodeksu karnego. To stwierdzenie wystarczyło, aby odstąpić od przyjętych i zapisanych w regulaminie reguł legislacyjnych. Moim zdaniem jest powód, żeby podważać konstytucyjność tej noweli. To nie wszystko. Jestem też głęboko poruszony tak radykalnymi zmianami. Nie można zamykać oczu na sytuację, w której dewastuje się kodeks karny. I to nie dlatego, że nie zgadzam się z zaostrzeniem kar. Chodzi mi o to, że nie są one przemyślane i od czwartku drakońsko wysokie.

Nie zgadza się pan z taką surowością? Jest pan zwolennikiem kar łagodniejszych?

To jest zmiana filozofii patrzenia na prawo karne i na karę. Autorom zmian chodzi przede wszystkim o to, żeby objąć polem kryminalizacji tyle, ile się tylko da. Państwo zwalnia się z obowiązku rozwiązywania problemów w sposób bardziej przemyślany, systemowy, poprzez pracę z obywatelami, ze społeczeństwem, Prawo karne jest bardzo potrzebne. Czasami musi zadziałać, ale jest narzędziem ostatecznym. Poza tym ustawodawca jest wyjątkowo nielojalny wobec obywateli. Twierdzi, że wprowadza zmiany, aby walczyć z pedofilią, a to jest oczywista nieprawda. To przeoranie kodeksu karnego sprzedawane opinii społecznej jako walka z pedofilią. Tymczasem surowsze kary nie mają nic do tego. Problem polega na tym, że sprawcy nie są ujawniani organom ścigania, bo są pod opieką innych osób, których intencje są wątpliwe, przynajmniej nie do końca jasne. Jak widać, problem leży zupełnie gdzie indziej. Tolerujemy zachowanie polegające na kryciu sprawcy.

Myśli pan o artykule 240 kodeksu karnego. Ten przewiduje do trzech lat pozbawienia wolności dla tych, którzy wiedzą m.in. o przestępstwie pedofilii i nie zawiadamiają o tym policji czy prokuratury. I ten przepis rzeczywiście jakoś wyjątkowo nie został zmieniony, kara też pozostała taka sama...

Nie jestem w stanie powiedzieć, czy to błąd czy celowe działanie. Dla mnie to kompletnie niezrozumiałe. Drakońsko zaostrza się kary za wiele przestępstw, a krycie sprawcy m.in. pedofilii cieszy się niezwykłą pobłażliwością ustawodawcy.

Ma pan wiele uwag do procesu legislacyjnego zastosowanego przy uchwalaniu najnowszej nowelizacji kodeksu karnego. Za jego naruszenie czy złamanie grożą jakieś konsekwencje? Ktoś może podnosić naruszenie zasad legislacyjnych? I co się stanie, kiedy się okaże, że rzeczywiście do nich doszło?

Oczywiście. Konsekwencje mogą się okazać bardzo poważne. Za jakiś czas może się bowiem okazać, że Trybunał Konstytucyjny stwierdzi niezgodność z ustawą zasadniczą tych przepisów, a to będzie oznaczało, że wszyscy skazani na mocy nowych przepisów odzyskają wolność. Dodatkowo trzeba będzie im zapłacić odszkodowanie za czas pozbawienia wolności na mocy niekonstytucyjnych przepisów. A to już nie będzie sprawą jedynie rządzących, tylko wszystkich podatników.

Podczas sejmowej, niezwykle burzliwej, debaty wiele się mówiło o nieuchronności kary i jej surowości. Część zabierających głos w debacie przekonywała, że liczy się głównie nieuchronność kary. Autorzy nowelizacji stawiali na jej surowość. Pana zdaniem co jest ważniejsze?

Jedno i drugie jest bardzo ważne. Kara musi być adekwatnie surowa, dostosowana do potrzeb społecznych, popełnionego czynu. Ważne jest, czy kara działa czy nie. Jeśli nie działa, to znaczy, że nie odstrasza. Pytanie tylko, czy na pewno dlatego, że jest za niska.

Nieuchronność jest tak samo istotna jak surowość. Powinna także działać odstraszająco. Ale proszę mi powiedzieć, jak przestępca może się bać surowej kary, kiedy wie, że nikt go nie wyda, bo za milczenie też nie będzie ścigany?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA