fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Lecą głowy za śmierć na komisariacie policji

25-letni Igor Stachowiak został zatrzymany 15 maja 2016 r. na wrocławskim rynku.
Superwizjer
By policja nie czuła się bezkarna, już zatrzymany powinien mieć prawo do adwokata.

Za opieszałe rozliczanie policjantów, którzy dręczyli 25-latka, ich szefowie zapłacili stanowiskami. Ze służbą pożegnać się też ma policjant, który użył paralizatora. Tuż po ujawnienia nagrań z zatrzymania padają ostre słowa: to były tortury; to nie byli policjanci to byli przestępcy. Czy to tylko tragiczny wypadek czy takie rzeczy się zdarzają? Niestety zdarzają się i dlatego potrzebna jest zmiana prawa.

To były tortury

Adam Bodnar, rzecznik praw obywatelskich nie ma wątpliwości, że działania policjantów w sprawie Igora Stachowiaka, to przekroczenie dopuszczalnych prawem granic.

– Policjantom w Polsce zdarza się stosować tortury wobec zatrzymanych i świadków – twierdzi Bodnar.

Z analizy Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur wynika, że w latach 2008-2015 sądy skazały 33 policjantów w 22 sprawach toczących się na podstawie art. 246 k.k tj. o wymuszenie zeznań. W 2016 r. uprawomocniło się kolejnych 9 wyroków skazujących.

Jakie kary zapadają? Z policyjnych statystyk wynika, że bardzo różne, włącznie z wydaleniem ze służby. W 2013 r na 607 kar dyscyplinarnych 30 osób wydalono ze służby. Rok później kar było 731 a wydaleń 35., a w 2015 r: 735 kar i 35 wydaleń.

– To dobry moment, aby wrócić do dyskusji o wprowadzeniu do polskiego prawa gwarancji ochrony praw osób zatrzymanych – twierdzą karniści. Jakich? Wymieniają prawo dostępu do adwokata od momentu zatrzymania czy objęcie zatrzymanych badaniami lekarskimi stwierdzającymi ich stan zdrowia w chwili zatrzymania.

O tym, że jest o co walczyć świadczy raport rpo o torturach stosowanych przez policję. Wymienia w nim: zakładanie worka foliowego na głowę i duszenie; rozbieranie; grożenie zgwałceniem czy i zolowanie od najbliższych.

Tracą stołki po roku

O konieczności zmiany przepisów najlepiej jednak świadczy sprawa Stachowiaka. Posłowie PO już rok temu, w 9 czerwca 2016 r. na posiedzeniu sejmowej Komisji Spraw Wewnętrznych i Administracji domagali się informacji na temat okoliczności tragedii. Obecny na sali wiceszef MSWiA Jarosław Zieliński przyznał wówczas, że „Drugie użycie paralizatora w stosunku do osoby mającej już założone kajdanki było niewłaściwe" i niezgodne z przepisami ustawy o środkach przymusu bezpośredniego.

– Wiceminister pominął jednak szereg różnych okoliczności, o których powinien wiedzieć. Jak to, że zatrzymano świadków zdarzenia, którzy filmowali interwencję policjantów wobec Igora, oraz to ze były wątpliwości, czy policjanci zatrzymali właściwą osobę. Te okoliczności w świetle teraz ujawnionego filmu pokazują, że minister miał niepełną wiedzę o sprawie, albo jeśli ją miał to zataił okoliczności, które są dla policji kompromitujące – mówi poseł Marek Wójcik z PO., który uczestniczył w tym posiedzeniu.

We wtorek jednak szef MSWiA odwołał ze stanowisk komendanta dolnośląskiej policji, jego zastępcę do spraw prewencji, oraz komendanta miejskiego we Wrocławiu. Zapłacili za to, że nie dopilnowali wyciągnięcia konsekwencji wobec funkcjonariuszy, którzy dopuścili się nadużyć podczas przesłuchania Stachowiaka.

25-letni mężczyzna został zatrzymany 15 maja 2016 r. na wrocławskim rynku. Sytuacja stała się nerwowa, kiedy przyjechał drugi patrol. Pięciu policjantów siłą wsadziło go do radiowozu. Przewieziony na komisariat Wrocław-Stare Miasto mężczyzna zmarł pięć godzin później. Nieznane dotąd okoliczności świadczące o tym jak Stachowiak był traktowany pokazuje nagranie ujawnione przez „Superwizjer" TVN. Policjanci „przesłuchiwali" 25-latka w łazience, razili paralizatorem nawet gdy skuty kajdankami leżał na podłodze. Stosowali wobec niego tortury także, kiedy nie był agresywny i stosował się do zaleceń policjantów, m.in. ściągnął spodnie.

Wolne śledztwo

Rok temu prokuratura wszczęła śledztwo, a policja postępowanie dyscyplinarne wobec funkcjonariuszy, którzy dopuścili się przekroczenia uprawnień. Dotąd w żadnych z tych postępowań nikt nie usłyszał zarzutów.

Postępowanie dyscyplinarne było prowadzone opieszale – nie robiono w nim praktycznie nic, czekając co w śledztwie zrobi prokuratura. To stwierdzili kontrolerzy wysłani ostatnio do Wrocławia z KGP.

– W ocenie Biura Kontroli KGP postępowanie dyscyplinarne nie powinno być zawieszone w związku z oczekiwaniem na decyzję prokuratora – mówi nam Mariusz Ciarka, rzecznik KGP.

Dlaczego Prokuratura Okręgowa w Poznaniu nie postawiła zarzutów przekroczenia uprawnień policjantowi, który raził Stachowiaka paralizatorem, i nie udzielił mu pomocy?

Jak twierdzi jej rzeczniczka Marzena Mazur-Prus powodem było oczekiwanie na ekspertyzy biegłych dotyczących śmierci ofiary. Czy wobec 25-latka stosowano jeszcze inne tortury? Sądząc po czynnościach prokuratury –jest to niewykluczone. Zleciła i czeka na wyniki ekspertyzy, która odpowie, czy na ubraniu Stachowiaka są resztki gazu. Skąd wzięło się przypuszczenie, że użyto także gazu obezwładniającego? - To efekt braku zapisu monitoringu z korytarza komisariatu – mówi prok. Prus-Mazur.

Policja zapewnia, że już kilka dni po tragedii przekazała całość materiałów do prokuratury.

– Komplet nagrań z monitoringu w komisariacie, w tym materiały dziś emitowane w mediach, oraz wszystkie urządzenia rejestrujące. Nic nie wiem, by cokolwiek zginęło. Nic nie ukrywaliśmy – mówi Mariusz Ciarka.

Z kompleksowej opinii biegłych z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej wynika z dużym prawdopodobieństwem, że Stachowiak zmarł „z powodu niewydolności krążeniowo-oddechowej w przebiegu arytmii po epizodzie excited delirium spowodowanym zażyciem środków psychoaktywnych". Badania wykazały u niego wysokie stężenie amfetaminy oraz tramadolu, silnego środka przeciwbólowego .

Nie pierwszy raz

Sprawa Stachowiaka przypomina inną głośną tragedię jaka rozegrała się na lotnisku w Vancouver. 40-letni Polak, Robert Dziekański przyleciał do Kanady do matki. Przez 10 godzin nie potrafił wyjść z lotniska, patrol policji użył wobec niego paralizatora. Dziekański zmarł. Z raportu komisji sędziego Thomasa Braidwooda, pracującej na zlecenie rządu Kolumbii Brytyjskiej wynika, że wielokrotne użycie tasera było nieuzasadnione.

W efekcie nastąpił wzrost ciśnienia krwi i przyspieszenie pracy serca oraz „odegrało olbrzymią rolę w spowodowaniu śmierci zmęczonego i zdenerwowanego Polaka".

Czterech policjantów skazano za składanie fałszywych zeznań a nie za śmierć Dziekańskiego.

42 policjantów zostało skazanych do 2015 r. za wymuszenie oświadczeń lub informacji

103 tys. funkcjonariuszy pełni dziś służbę w policji

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA