fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Pedofile mają różne twarze, także bardzo atrakcyjne - wywiad z Jarosławem Polanowskim

Adobe Stock
Temat pedofilii nie schodzi z pierwszych stron gazet. Dlaczego prokuratorzy nie radzą sobie z taką przestępczością? Przyczyn jest kilka – uważa Jarosław Polanowski, prokurator okręgowy w stanie spoczynku. Diagnoza brzmi: prawo materialne mamy niezłe. Kuleje wykonawstwo. Byłoby też dużo mniej takich sytuacji, gdyby ograniczyć niekontrolowany dostęp do dziecka.

Od sobotniej emisji filmu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu" temat pedofilii zdominował publiczną dyskusję. O problemie mówią wszyscy: obywatele, politycy, prawnicy. Czy to film wywołał ten temat, czy też problem istnieje od lat i jedynie odżył przy okazji emisji filmu?

Nie mam najmniejszych wątpliwości, że problem walki z pedofilią istnieje od lat. Jeśli ktoś celowo chciał go wykorzystać w okresie przedwyborczym, żeby komuś dopiec, to strzelił sobie w stopę.

Dlaczego?

Nieudolne, z punktu widzenia następstw, próby walki z tą przestępczością trwają od wielu lat i co najmniej trzech poprzednich rządów. Wielu sobie z nim nie poradziło. Albo zabrakło czasu, albo dobrej woli. Tego tematu nie można spłaszczać i marginalizować. Mówiąc o przestępstwach przeciwko dzieciom, nie możemy ograniczać się jedynie do spraw o molestowanie czy obcowanie płciowe z małoletnim. W grę wchodzą przecież też gwałty, pornografia dziecięca, rozpijanie małoletnich itd.

Dlaczego sobie nie poradzili?

Przyczyn jest kilka. Diagnoza brzmi: prawo materialne mamy niezłe, zresztą jest ostatnio skutecznie nowelizowane, np art. 207 k.k. Kuleje wykonawstwo.

W którym miejscu?

W wielu. Weźmy np. pracę kuratorów. Sądy często za molestowanie wydają wyroki z warunkowym zawieszeniem wykonania kary pozbawienia wolności na określony okres próby. Bywa, że skazani korzystają też z dobrodziejstwa warunkowego przedterminowego zwolnienia. Kiedy tak się dzieje, skazany trafia pod dozór kuratora. Ten ma nadzorować jego poczynania na „warunkowej" wolności. W sytuacji kiedy skazany łamie zasady dobrodziejstwa warunkowego przedterminowego zwolnienia lub nie realizuje zakazów i nakazów towarzyszących warunkowemu zawieszeniu wykonania kary pozbawienia wolności i nie spotyka się to z niezwłoczną reakcją kuratora, to oznacza, że kurator pracuje źle. Weźmy przykład nauczyciela, wobec którego orzeczono zakaz pracy z dziećmi, a on (lub ona) bez problemu i konsekwencji mimo tego zakazu wyjeżdża na kolonie czy obóz jako wychowawca – to powstaje pytanie, gdzie jest kurator. Przecież zgodnie z obowiązkami powinien on składać sprawozdanie z dozoru. A w takiej sytuacji co napisze? Że nie wiedział? To znaczy, że nie powinien być kuratorem.

Sejm właśnie uchwalił nowe, surowsze kary dla przestępców pedofilów. Trzy dni i nowela gotowa. Co pan o niej myśli?

Ten projekt ma braki. Dyskusja o tym projekcie jest w toku, więc za wcześnie go jednoznacznie oceniać. Powiem tak: świat się nie zawali ani nie naprawi od tej nowelizacji. Sama zmiana prawa materialnego nie wystarczy. Wszystkie strony sporu, który dziś się toczy, powinny się jednak uderzyć w piersi i szczerze odpowiedzieć sobie na pytania: dlaczego mankamenty prawa dostrzegli dopiero teraz i dlaczego mimo dostrzeżenia tych mankamentów istnieje taki opór przeciwko zmianom?

Ostre słowa...

Inne być nie mogą. Skoro od lat zapadała ogromna ilość wyroków z warunkowym zawieszeniem kary, bo pozwalała na to dolna i górna granica kary, to należało je podnieść. Z mojego ponad 40-letniego doświadczenia wiem, że wysoka kara zapada wówczas, kiedy wysoka jest dolna granica zagrożenia. Wnioski oskarżycielskie prokuratora też od tego zależą. A my przez ostatnie 30 lat brnęliśmy w kierunku łagodzenia dolnej granicy kar, ufając, że kara będzie skuteczna, jeżeli nieuchronny wyrok wychowa sprawcę przestępstwa. Nie trzeba być prawnikiem, żeby ostrzec niekonsekwencję takiego poglądu. Wiktymologia wyróżnia także inne cele kary, w tym długotrwałe oddzielenie sprawcy od społeczeństwa, w przypadku zaistnienia wyjątkowo groźnych przestępstw. Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że czyny dokonane na osobie najsłabszej ofiary, jaką jest dziecko,w szczególności w jego sferze seksualnej, wymagają takiej właśnie reakcji państwa chroniącego dobro najważniejsze: dziecko, swoja przyszłość.

Czy można coś zrobić, żeby było lepiej? Żeby prokuratorzy mieli nie tylko narzędzia, ale i chęci walczyć skutecznie z pedofilami?

Najpierw należy podjąć walkę ze stereotypami osoby sprawcy takich czynów. Naprawdę nie jest tak, że większość z nich to ponurzy panowie czyhający na naszą Kasię w piaskownicy, oferujący jej smakowitego cukierka. Nie wmawiajmy sobie, że musimy chronić dzieci przed takimi osobnikami. Takich jest niewielu, są to tzw. pedofile pierwotni. A pedofilia może być pierwotna lub zastępcza, okazjonalna, preferencyjna lub wyłączna. Wypada więc także przypomnieć, czym jest pedofilia: jest to utrwalona lub dominująca skłonność do aktywności seksualnej z dzieckiem w wieku przed pokwitaniem. Sprawca musi mieć co najmniej 16 lat i być starszy co najmniej pięć lat od ofiary. O wiele szersze i wyjątkowo niebezpieczne jest zjawisko pedofilii zastępczej. Pedofile zastępczy wykorzystują z kolei swoje legalne kontakty z dziećmi do niecnych zachowań. Ile razy słyszymy: nie wierzę, że ten znany aktor, psycholog dziecięcy, harcerz, lekarz, nauczyciel, działacz młodzieżowy czy wychowawca kolonijny, kapłan dopuścił się gwałtu czy zmuszał dziecko do czynności seksualnych. Bo co? Bo jest znany z ekranu albo piliśmy z nim kiedyś kawę, jest osobą znaczącą w konkretnym środowisku albo po prostu „nie wygląda na pedofila". Winni są też rodzice. Często nie dają wiary dzieciakom. A nawet jeśli już, to obawiają się presji w środowisku lokalnym. Po co nam to? – uważają. Bywa też, że rodzice, którzy nawet przyjęli do wiadomości informację od dziecka, wiedzą, że zostało ono skrzywdzone, uważają, że nie należy sprawy upubliczniać, bo lepiej zapomnieć, a sprawa karna nie tylko na to nie pozwoli, ale jeszcze będzie skutkować wtórną wiktymizacją dziecka.

Problem w tym, że tak po prostu, bez pomocy terapeuty, psychologa zapomnieć się nie da...

Tak po prostu nie. Wielu dzieciom, ofiarom przestępstw seksualnych, jednak można pomóc. Według badań dokonanych przez Ingę Markiewicz i Marcina Borowskiego z Uniwersytetu Kardynała Wyszyńskiego w Warszawie, we wszystkich badaniach objawy zespołu ostrego stresu pourazowego (PTSD) i nadmiernej seksualizacji dzieci stwierdzono najwyżej u połowy dzieci wykorzystanych seksualnie. U 75 proc. dzieci wykorzystanych seksualnie objawy PTSD ustąpiły dzięki terapeutycznemu zaopiekowaniu w ciągu 12–18 miesięcy od zdarzenia. Istnieją badania, z których wynika, że 50 proc. przypadków dzieci i młodzieży (do lat 15) daje się skutecznie terapeutycznie zaopiekować. Wszystko po to, by ktoś nie wchodził w życie bez naprawionego zła. Niestety, przekonania rodziców, że najlepszym sposobem pomocy wykorzystanemu seksualnie dziecku jest jak najszybsze zapomnienie o doznanej traumie, szkodzą dziecku i powodują u niego poważne trudności w dorosłym życiu, a także narastanie ciemnej liczby tego rodzaju przestępstw.

Co jest najtrudniejsze w pracy prokuratora zajmującego się takimi sprawami?

Najtrudniejsze jest pierwsze przesłuchanie dziecka. Kwestie te są regulowane w art. 185 kodeksu postępowania karnego oraz w rozporządzeniu ministra sprawiedliwości z 18 grudnia 2013 r. W trakcie tego przesłuchania w warunkach określonych w rozporządzeniu trzeba zadać wszystkie ważne pytania. Przyjęto zasadnie, że tylko pierwsze przesłuchanie dziecka zapewnia pewny materiał dowodowy. Każde następne jest już wzbogacone o opinię rodziców, komentarze itd. Takie przesłuchanie musi przeprowadzić sędzia. Tymczasem z praktyki wiem, że kiedy trafia taka sprawa na dyżurze w sądzie, często takim sędzią jest zupełnie nieprzygotowany do jego przeprowadzenia sędzia dyżurujący np. na dyżurze aresztowym. Tylko w dużych sądach możemy liczyć na to, że przesłuchanie przeprowadzi sędzia rodzinny, też dyżurujący. Warto też, żeby pod ręką był psycholog, bez niego takie przesłuchanie nie może się odbyć.

Jak walczyć z tymi przeciwnościami?

Zmienić należy ludzką mentalność. To jedno. Z mojego doświadczenia, kiedy byłem młodym prokuratorem, wiem, że dużo mniej byłoby takich sytuacji, gdyby ograniczyć niekontrolowany dostęp do dziecka. I to zarówno księżom, jak i lekarzom czy wychowawcom na kolonii. Zapobiegłoby to także niesłusznym oskarżeniom takich osób.

Jak to zrobić?

Bardzo prosto. Na przykład wizyta u lekarza powinna się odbywać wyłącznie w obecności rodzica lub kuratora, jeżeli sprawcą czynu jest jeden z rodziców. W szpitalach należy tego domagać się od rzeczników praw pacjentów. Na obozach np. można by zatrudniać osoby godne zaufania, które pilnowałyby zdrowych kontaktów.

A jak pilnować i kontrolować księży?

Przy katechezie ksiądz nie zostawałby sam z dzieckiem. Jaki sprzeciw może wywołać wyznaczenie konkretnej osoby, obecnej przy katechezie, przez np. radę parafialną? Takich mechanizmów można wiele wdrożyć. Ogromna liczba spraw o molestowanie „powstaje" np. przy okazji przestępstw przemocy w rodzinie. Tragedia dzieje się w czterech ścianach, nie ma dowodów. Często więc matka skarży partnera, niejako w zastępstwie, o molestowanie dzieci czy dziecka.

Wszystko co pan mówi, pokazuje, że dzieci-ofiary mają bardzo trudne życie....

Wiktymologia zna pojęcie świadka słabszego. To: dziecko, ofiara przemocy w rodzinie, ofiara przemocy seksualnej, osoba starsza, ofiara wyjątkowo niebezpiecznych przestępstw, np. usiłowania zabójstwa, rozboju. Najsłabszym jednak zawsze było dziecko, a przecież jemu należy się szczególna opieka, bo jest to osoba całkowicie bezbronna, także wobec funkcjonowania rodziców i opiekunów.

Kim jest książkowy pedofil?

To, że jest to tylko mroczny mężczyzna bez wykształcenia, to stereotyp. W dużej mierze są to także kobiety, w tym opiekunki dzieci, a nawet najbliżsi krewni. Poziom wykształcenia też jest mylący.

Państwo sobie nie radzi? Nie wspiera dzieci?

Najwyższy czas, aby państwo wdrożyło jeden system zapewnienia bezpieczeństwa dzieci przez instytucje lub organy państwowe, koordynowany przez rzecznika praw dziecka. Dotychczasowe rozwiązania – co jako członek Rady ds. Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie przy Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych muszę z przykrością stwierdzić – zdecydowanie przestały nadążać za obecnymi potrzebami chronienia dziecka przed przemocą. W tym tą najbardziej niebezpieczną – seksualną. Stereotyp „jak pije, to bije" musi odejść do przeszłości. Z akt spraw pedofilskich wynika, że alkohol w zasadzie nie występował jako czynnik wiktymizujący.

Jarosław Polanowski jest prokuratorem Prokuratury Okręgowej w Warszawie w stanie spoczynku, specjalista od przeciwdziałania przemocy w rodzinie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA