fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

System Dozoru Elektronicznego: przestępca z obrożą nie zbliży się do swej ofiary

AdobeStock
Sprawca dostanie od sądu czytelny sygnał, w jakiej odległości ma się trzymać od ofiary. Jeśli go łamie, system przywołuje go do porządku.

System dozoru elektronicznego (SDE) jest coraz częściej wykorzystywany wobec skazanych. Zamiast siedzieć w kryminale, dostają elektroniczną obrożę i mogą iść do pracy oraz zajmować się dziećmi. Z domu wychodzą w godzinach, które wyznaczy im sąd. Z takiej formy odbycia kary od 2009 r. do dziś skorzystało już 80 tys. skazanych. Obecnie karę z elektroniczną bransoletą odbywa 5 tys.

Czytaj też: Obroża obca niektórym sędziom - komentuje Marek Kobylański

Dużo gorzej jest z orzekaniem zakazów zbliżania się do konkretnych osób np. przemocy domowej przy wykorzystaniu SDE. Sądy bardzo powoli przełamują się do tych środków. A to błąd. Niechętne są też ofiary. Powód? Nie znają go, nie wiedzą, co to dla nich oznacza.

Czytaj też:

Oprawca z nadajnikiem

– W 2016 r. zastosowano trzy dozory zbliżeniowe, w 2017 r. cztery, w 2018 r. siedem, a w 2019 r. – sześć dozorów zbliżeniowych – informuje Patryk Jaki, wiceminister sprawiedliwości, powołując się na dane Biura Dozoru Elektronicznego Centralnego Zarządu Służby.

Dlaczego tak mało? – pytamy generała Pawła Nasiłowskiego, pełnomocnika MS do SDE.

– Główny powód to obawa osób chronionych przed nadmierną inwigilacją – mówi „Rz".

Są jednak wyjątki.

– Jedna z kobiet dotknięta przemocą domową wyposażona w nadajnik nazywa go wręcz swoim „aniołem stróżem". Nasz system nie jest bowiem przypisany do miejsca, czyli np. domu, w którym mieszka ofiara, tylko jej samej. Może się więc ona swobodnie poruszać.

Drugim powodem jest, że sąd nie działa z urzędu w takich sprawach. Czasem sugeruje monitoring, ale ofiary, skoro go nie znają, to i nie chcą.

– Instytucja dozoru elektronicznego stosowanego przy orzeczeniu zakazu zbliżania się, tzw. dozór zbliżeniowy, jest stosunkowo nowa – tłumaczy Jaki. Twierdzi też, że powoli obserwujemy niewielki wzrost dozorów zbliżeniowych.

– Taką tendencję na ogół obserwuje się przy każdym nowym instrumencie polityki karnej. Jest to też zachowanie zupełnie naturalne, zważywszy że podmioty stosujące prawo muszą nauczyć się stosowania nowych instytucji i wykształcić odpowiednią praktykę oraz metodykę pracy – wyjaśnia wiceminister Jaki.

Przyznaje, że doświadczenia ostatnich lat wskazują, że sądy nie są specjalnie zainteresowane stosowaniem dozoru elektronicznego jako formy wykonywania środków karnych i zabezpieczających.

Co to za opieka?

Dozór zbliżeniowy, zgodnie z z art. 43 b § 3 pkt 3 kodeksu karnego, służy do kontrolowania zachowywania przez skazanego określonej minimalnej odległości od osoby wskazanej przez sąd – najczęściej ofiary. To on ustala konkretną, bezpieczną odległość, której sprawca nie może przekroczyć.

– Kontrolowanie skazanego polega na czuwaniu nad tym, aby zachowywana była minimalna odległość od osoby wskazanej przez sąd – wyjaśnia gen. Nasiłowski.

Kiedy sprawca znajduje się zbyt blisko ofiary, system informuje ją o możliwym niebezpieczeństwie i kieruje w bezpieczne miejsce. Łączy się też ze sprawcą i informuje, w którą stronę ma się udać, by uniknąć kłopotów.

Wymaga to wyposażenia osoby chronionej w rejestrator przenośny albo stacjonarny, co może nastąpić jedynie na wniosek tej osoby. Jeżeli osoba chroniona nie wystąpi z takim wnioskiem w terminie miesiąca od otrzymania pouczenia albo oświadczy, że nie będzie korzystać z rejestratora, sąd orzeka o zmianie dozoru zbliżeniowego na dozór mobilny.

– Niewątpliwie ma to wpływ na liczbę dozorów zbliżeniowych – twierdzi Jaki.

Będą zmiany

Trwają prace legislacyjne nad zmianą przepisów kodeksu karnego i kodeksu karnego wykonawczego, która dotyczy m.in. SDE.

Jedna z nich zakłada, żeby sąd, na wniosek pokrzywdzonego przestępstwem przeciwko wolności seksualnej, obligatoryjnie orzekał zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonym, zakaz zbliżania się do pokrzywdzonego lub nakaz okresowego opuszczenia lokalu zajmowanego wspólnie z pokrzywdzonym.

Zmiany mają objąć systemem dozoru elektronicznego większej liczby osób skazanych na karę pozbawienia wolności. Dziś możliwe jest odbywanie kary pozbawienia wolności w SDE, jeśli nie przekracza roku, skazany posiada określone miejsce stałego pobytu oraz zgodę osób pełnoletnich, wspólnie z nim zamieszkujących, nie ma przeszkód technicznych ani okoliczności przemawiających za osadzeniem skazanego w zakładzie karnym.

Ministerstwo Sprawiedliwości chce podwyższyć próg kary, przy którym będzie możliwe stosowania SDE, do roku i sześciu miesięcy.

System ma być też wykorzystywany do kontrolowania bieżącego miejsca pobytu skazanego, któremu sąd penitencjarny udzielił przerwy w wykonywaniu kary pozbawienia wolności.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA