fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Sędzia Barbara Piwnik: Stefan W. mógł być izolowany poza więzieniem

Barbara Piwnik
Fotorzepa, Darek Golik
Rozmowa z Barbarą Piwnik, sędzią, była minister sprawiedliwości

Coraz częściej padają głosy, że to sąd zawinił w sprawie brutalnego ataku na prezydenta Pawła Adamowicza. Że gdyby Stefan W. dostał surowszy wyrok za serię napadów na banki, to do tragicznych wydarzeń w Gdańsku by nie doszło.

Barbara Piwnik: Wcale mnie to nie dziwi. Na ten temat wypowiadają się osoby, które nie mają pojęcia o prawie karnym. Przecież to był wyrok pierwszej instancji. Nie był dalej przez nikogo skarżony. A to oznacza, że zainteresowani się z nim godzili. Jeśli za taki czyn grozi kara trzech lat więzienia, to 5,5 roku nie jest karą łagodną. Jaką karę należałoby wymierzyć osobie wielokrotnie karanej?

Wyrok był za niski?

Jako sędzia nie odpowiem na to pytanie, bo nie znam sprawy.

Sąd jednak mógł się pomylić? Tak sugerują niektórzy politycy...

Każdy może się pomylić. W sprawie o rozbój nie rozstrzyga jeden sędzia, ale i ławnicy. Kiedy sprawa trafia do apelacji, zajmuje się nią kolejnych trzech sędziów. Potem jeszcze jest możliwość kasacji dla prokuratorów. I przyglądają się jej kolejni sędziowie. Każdy wyrok jest badany wielokrotnie.

Czy sąd, który wydał wyrok w tej sprawie, mógł przewidzieć losy Stefana W.?

Sąd orzekający w sprawach o napady dokonane przez Stefana W. wydał wyrok. W chwili, kiedy stał się on prawomocny, sąd miał prawo myśleć, że wyrok był adekwatny.

A czy sąd miał szansę wiedzieć, że sprawca napadów jest osobą groźną?

Wiele zależy od postępowania wykonawczego. Przecież człowiek skazany na więzienie przez sąd trafia w inny etap – etap wykonania kary. Jeśli w jego trakcie wystąpiły okoliczności, które dają dużo do myślenia, to powinni o tym wiedzieć zarówno dyrektor zakładu karnego, jak i sąd penitencjarny.

A jeśli wiedzieli?

Każdy, kto ma taką wiedzę, powinien o tym informować.

Było jakieś inne rozwiązanie, niż wypuszczenie sprawcy na wolność?

Sprawca mógł zostać poddany przepisom ustawy o ochronie zdrowia psychicznego. I być izolowany poza więzieniem.

Nawet matka sprawcy widziała, że coś jest z nim nie tak. Poinformowała o tym policję. Ta przekazała informację dalej do zakładu karnego...

Wiele zależy od postawy samego podsądnego. Jeśli pacjent sam nie chce poddać się leczeniu w zakładzie karnym, to nikt go do tego nie zmusi. Żadna terapia nie odniesie pożądanego skutku.

Z informacji, które napływają, wynika, że rodzina Stefana W. później też informowała, że z osadzonym dzieje się coś złego. Matka dalej była zaniepokojona zachowaniem syna.

To służby powinny słuchać i odbierać informacje w takich sprawach.

Czy sąd mógł być tym etapem, który pozwoliłby uniknąć zamieszania?

Być sędzią, oznacza widzieć w szerokiej perspektywie problemy każdego obywatela. Nie można jednak stracić z oczu bezpieczeństwa wszystkich obywateli.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA