- Jarosław Kaczyński po godzinach robi w nieruchomościach. To chora sytuacja. Taki splot polityki i wielkich pieniędzy to oczywisty konflikt interesów - mówi Adrian Zandberg z Partii Razem.
Wynika z nich, że prezes PiS deklaruje chęć zapłaty należnych biznesmenowi kwot, ale musi mieć podkładkę w postaci faktur za wykonane czynności. Ponieważ takich nie ma, radzi Birgfellnerowi skierowanie sprawy do sądu, a wtedy zapłata byłaby możliwa na podstawie ugody.
Czytaj także:
Mazurek: Tekst jest niewypałem. Kolejna odsłona wojny
Schetyna: Kaczyński szukał układu. Buduje go sam
- To się już działo. PiS zmieniał prawo, żeby chronić interesy deweloperów. Takie pomieszanie polityki i biznesu jest niedopuszczalne. Po to finansujemy partie z budżetu, żeby politycy nie kantowali, nie kombinowali, nie wchodzili w układy z szemranymi biznesmenami. Kaczyński najwyraźniej uważa, że te zasady są dla frajerów i jego nie dotyczą. To kompromitująca chciwość - dodał Zandberg w rozmowie z Gazeta.pl.