fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Praca

Lidia D. Czarkowska. Praca może nam teraz pomóc wrócić do wewnętrznej normalności

dr Lidia D. Czarkowska, psycholog z Akademii Leona Koźmińskiego
materiały prasowe
W obecnej sytuacji kluczowe jest zadbanie o podstawowe potrzeby pracowników, w tym o potrzebę kontaktu, bycia słyszanym, widzianym i docenianym – mówi dr Lidia D. Czarkowska, psycholog z Akademii Leona Koźmińskiego.

Większość Polaków obawia się, co przyniesie przyszłość. Boją się o zdrowie swoje i bliskich, boją się utraty pracy, dochodów, dorobku życia. To ogólny stan niepewności czy już epidemia strachu?

W sytuacji kryzysowej na skalę globalną, z którą obecnie mamy do czynienia, spektrum ludzkich reakcji jest bardzo różne. Ogólnie rzecz biorąc, ludzie mają podwyższony poziom niepokoju. Część osób w takich warunkach stara się zachowywać racjonalnie, część ma zawyżony poziom lęku i niepewności, reaguje nieadekwatnie do rzeczywistości, a część lekceważy sytuację i stara się udawać, że nie ma problemu. Myślę jednak, że te reakcje rozkładają się zgodnie z krzywą Gaussa, czyli najwięcej jest osób dążących do zachowania równowagi i adekwatnych reakcji, a skrajne zachowania są znacznie rzadsze. Stąd trudno mówić o pandemii strachu i przerażenia.

Gdy się boimy, warto zwrócić się o profesjonalną pomoc?

Oczywiście. Na szczęście wiele instytucji, na różnych poziomach, organizuje punkty telefonicznej pomocy psychologicznej. W jednym z nich też wolontariacko dyżuruję. Taki punkt działa również w Akademii Leona Koźmińskiego i mogą z niego korzystać pracownicy i studenci.

A czy można sobie poradzić „domowymi" sposobami?

Jest kilka strategii, jak sobie radzić ze stresem. Pierwsza to koncentracja zadaniowa. Można sobie postawić pytanie, co ja, jako indywidualna osoba, mogę zrobić w obecnej sytuacji, na co mogę mieć realnie wpływ. Jeśli doskwiera nam zakaz wychodzenia z domu, to można zadbać choćby o świeże powietrze w domu, o aktywność fizyczną, nawet w mieszkaniu, czy przygotować zdrowy posiłek dla rodziny. Jeśli boimy się o swoje zdrowie, to mierzmy sobie temperaturę, zapytajmy o samopoczucie najbliższych, bo przecież strach często ma tylko wielkie oczy. Chodzi o to, by robić nawet małe rzeczy, ale mieć poczucie sprawstwa. Taka strategia powoduje, że nie wpadamy w rolę ofiary sytuacji czy losu. Po prostu odpowiadamy adekwatnym działaniem. Przeciwieństwem koncentracji zadaniowej jest koncentracja na emocjach. To topienie się we własnych przeżyciach, nakręcanie się w negatywnych myślach i czarnych scenariuszach.

Jak rozumiem to słaba strategia radzenia sobie ze stresem?

Sztuka zarządzenia sobą to proces odróżniania tego, co naprawdę dzieje się w rzeczywistości, od tego, co odbywa się w naszej wyobraźni. Potwierdzają to badania przeprowadzone na różnych grupach ludzi w sytuacjach codziennego stresu oraz w sytuacjach wyjątkowo trudnych, np. zagrożenia kataklizmem. Wyniki pokazały, że ok. 20 proc. poziomu naszego stresu zależy od faktów, a 80 proc. – od tego, jak je interpretujemy i jak na nie reagujemy. Jeśli je sami wyolbrzymiamy, katastrofizujemy, to trudniej poradzić sobie z lękiem.

Niektórzy radzą, by swoich lęków nie przelewać na innych, na bliskich. Czy to znaczy, że mamy trzymać strach w sobie?

Może warto zacząć od tego, że wszystkie emocje są potrzebne i spełniają funkcję przystosowawczą i sygnalizacyjną. Emocje uruchamiają się, by dawać nam energię do ochrony życia i zdrowia, są taką wewnętrzną mobilizacją, która się uruchamia, kiedy coś jest dla nas ważne. Ale emocje mogą być zdrowe lub niezdrowe. Zdrowe są wtedy, kiedy są adekwatne i pomagają nam chronić siebie. Nawet strach, jeśli jest adekwatny, to jego funkcją jest mobilizowanie nas do konkretnych, realnych działań podnoszących nasze bezpieczeństwo. Natomiast jeśli nakarmimy „demona wyobraźni" różnymi katastroficznymi wizjami, to nasz wewnętrzny lęk rośnie i staje się większy niż my. Wówczas zamiast mobilizować, zaczyna nas paraliżować, może nas wyniszczyć energetycznie, powodować nieadekwatne reakcje. I takiego strachu rzeczywiście nie można przelewać na innych, w tym swoich bliskich i dzieci.

To jak „przerobić" obecny kryzys na forum rodziny?

Jeśli emocje są zdrowe, to trzeba je nazywać i rozmawiać o nich. Jeśli emocja została przez nas zauważona, nazwana, to spełniła swoją funkcję ostrzegawczą, co będzie korzystne dla nas wszystkich. W obecnej sytuacji nie powinniśmy ani wyrzucać swoich emocji bez kontroli, eskalując je i zarażając innych czarnowidztwem, ani też udawać, że wszystko jest dobrze. Jeśli się boimy, przede wszystkim zastanówmy się, czy ten strach jest adekwatny do tego, co się dzieje dokładnie w tej chwili i w tym miejscu, w którym jesteśmy. Takie realistyczne spojrzenie bardzo pomaga.

Czy obecna sytuacja może wpływać na obniżenie efektywności naszej pracy?

Zapewne tak. Natomiast nieco paradoksalnie praca może nam teraz pomagać troszeczkę wrócić do normalności wewnętrznej. Aktywność zawodowa w określonych godzinach, realizacja konkretnych zadań, skupienie się na obowiązkach pozwala nam przetrwać ten trudny czas.

Można odnieść wrażenie, że te firmy, które nadal działają, wymagają od pracowników dwa razy więcej niż przed pandemią?

Na pewno tak, bo sytuacja wymusiła na nich nagłą reorganizację. Zarówno dla osób zarządzających, jak i wykonujących jest to duża i szybka zmiana, w zakresie procesów i procedur. Do tego wszędzie pojawiają się obawy, jak firma odnajdzie się w nowych warunkach, czy uda się jej przetrwać, ochronić się przed zwolnieniami wynikającymi z przewidywanej recesji. Jest wiele firm, które od lat mierzą się z działaniem w warunkach VUCA, czyli sytuacji niepewności, zmienności, złożoności i niejednoznaczności. Teraz dotyczy to wszystkich, co często oznacza rewolucję w firmie.

Czy możemy i powinniśmy oczekiwać teraz od swoich szefów szczególnego wsparcia?

Na liderów, menedżerów, kierowników, specjalistów HR, właścicieli firm obecna sytuacja nakłada dodatkową odpowiedzialność, konieczność jeszcze większego zwrócenia uwagi na stan psychiczny pracowników i na jakość relacji w zespole. Jeżeli szefowie potrafią budować poczucie zaufania i bezpieczeństwa, to pomoże to wszystkim w obecnej sytuacji. Jeśli jednak wcześniej atmosfera w pracy była gęsta, konfliktowa, panował nadmierny rygoryzm, to teraz może być problem ze zbudowaniem innych relacji. To może być duże wyzwania dla liderów.

Pani prowadzi nawet specjalne treningi w tym zakresie...

Podczas szkoleń online wspieram tych, którzy wspierają innych. Bo wspierający też potrzebują wsparcia. Muszą poradzić sobie z odpowiedzialnością za innych, z atmosferą i motywacją w zespole i z własnymi emocjami.

Wydaje się, że w tej trudnej sytuacji szczególnie ważne dla pracowników jest docenienie ich starań. Ale pewnie szefowie nie mają na to czasu?

Rzeczywiście, priorytetem stało się ogarnięcie chaosu, jaki powstał po głębokiej reorganizacji firm. Natomiast prawdziwym priorytetem powinno być zbudowanie relacji opartej na szacunku i zaufaniu, bo wtedy ludzie będą dawać z siebie dużo więcej. Kluczowe jest zadbanie o podstawowe potrzeby pracowników; w tym o potrzebę bliskości, kontaktu, bycia widzianym, słyszanym, uszanowanym i docenianym, potrzeba bycia ważnym dla kogoś. Jeśli pracodawca, szef wysyła pozytywne sygnały, wówczas do hormonów stresu dołączają też te pozytywne: serotonina, dopamina, oksytocyna, które powodują, że stres może stać się korzystny, mobilizujący, a nie paraliżujący albo wyczerpujący.

CV

Dr Lidia D. Czarkowska jest kierownikiem studiów podyplomowych coaching profesjonalny w Akademii Leona Koźmińskiego. Jest psychologiem, socjologiem, prowadzi coaching, mentoring, warsztaty, superwizje oraz zespołowe i indywidualne programy rozwojowe dla liderów i wyższej kadry menedżerskiej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA