fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Kolanko: Lewica tym razem jednak razem?

Sygnał do współpracy na lewicy dała Partia Razem.
Fotorzepa/ Grzegorz Rutkowski
Czy rosną szanse na współpracę lewicy przed wyborami do Parlamentu Europejskiego? Wszystko na to wskazuje. Pierwszy nowy sygnał dała Partia Razem.

Przedstawiciele ugrupowania Adriana Zandberga zadeklarowali we wtorek, że są gotowi na rozmowy bez żadnych warunków wstępnych, m.in. z SLD, co było do tej pory zupełnie wykluczone. „No więc tak: otwieramy się na rozmowy z Robertem i SLD. Mogę już napisać, że odbyło się pierwsze nieoficjalne spotkanie, którego byłem uczestnikiem. Nie oznacza to nic więcej ponad to, co napisałem. Otwieramy się na rozmowy. Tylko i aż tyle. Lewica dostała łomot. Cała. Przegadamy to" – napisał na Twitterze Marcin Górski, jeden z kandydatów Razem w wyborach do sejmików.

To dobrze obrazuje stan ducha w partii Adriana Zandberga. Porozumienie lewicy stało się koniecznością. Jak wynika z naszych rozmów z politykami, w partii po wyborach samorządowych zmieniło się nastawienie, jeśli chodzi o współpracę z innymi organizacjami lewicowymi. I to zarówno na poziomie przywództwa, jak i na poziomie struktur lokalnych. SLD już wcześniej zadeklarowało, że po wyborach samorządowych chce rozmawiać m.in. o współpracy w kampanii europejskiej.

Przeczytaj też: Po wyborach ostrożny optymizm w Nowoczesnej

Reakcja lidera SLD była szybka. „Wolę współpracy na lewicy deklarujemy od dawna. Przyszłoroczne wybory do Parlamentu Europejskiego są idealnym momentem, aby stworzyć wspólne listy lewicy" – powiedział Włodzimierz Czarzasty dla Radia Zet.

Po deklaracji Razem z wtorku i odpowiedzi Czarzastego po raz pierwszy tworzą się warunki do realnej konsolidacji lewicy. Wyniki wyborów były sygnałem dla wszystkich zainteresowanych, że dalszy brak współpracy skazuje lewicę na marginalizację. Jednocześnie rysuje się coraz wyraźniejsza ścieżka dla Roberta Biedronia, tworzącego nowy komponent tej lewicowej koalicji. W lutym ma się odbyć konwencja założycielska nowego projektu, Biedroń objeżdża cały czas mniejsze miasta, takie jak Dąbrowa Górnicza. Przedstawia kolejnych współpracowników i prezentuje swoją książkę „Nowy rozdział".

Gdy wiosną tego roku w mediach funkcjonował temat startu Roberta Biedronia w Warszawie, poparcie dla niego – czysto hipotetycznie – zadeklarowało zarówno Razem, jak i SLD. Do startu oczywiście nie doszło, a głosy lewicy przypadły Rafałowi Trzaskowskiemu.

To kolejna lekcja, z której wnioski wyciągają liderzy lewicy. Deklaracja Razem i potencjalne rozmowy z SLD będą służyć zapewne wzmocnieniu pozycji negocjacyjnej przed rozmowami z Robertem Biedroniem. Jego wynik sondażowy na starcie nowego projektu zdefiniuje pozycję byłego prezydenta Słupska w tych rozmowach. Jednak ścieżka dla niego, jako „integratora" ogólnokrajowego lewicy, jest coraz wyraźniejsza. Oczywiście, jeśli będzie tego chciał. Biedroń jest zapraszany do rozmów, ale stawia na swój projekt. I to, że po jego prezentacji będzie na znacznie silniejszej pozycji.

Oczywiście nie ma pewności, że rozmowy o wspólnej liście – jeśli do nich dojdzie z udziałem samego Biedronia – zakończą się sukcesem. Wiele zależy od postawy samego Biedronia i jego doradców. Teraz jednak to były prezydent Słupska ma największą osobistą popularność i rozpoznawalność spośród wszystkich polityków na lewicy. Nie ma za to struktur, które dopiero się tworzą. Ani też dużych pieniędzy.

Problemem nie tylko dla Biedronia, ale i całej lewicy może być silna polaryzacja na linii PO–PiS. Grzegorz Schetyna chętnie mówi o budowie wspólnego bloku anty-PiS, ale pod jego przywództwem. Biedroń i inni są cały czas pod duża presją, by iść na kolejne wybory jako część Koalicji Obywatelskiej.

Jednak ordynacja do PE – która pozostała niezmieniona dzięki decyzji prezydenta Andrzeja Dudy – umożliwia start i sukces mniejszym graczom.

We wtorek odbyła się też wspólna konferencja prasowa lidera PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza i Włodzimierza Czarzastego w sprawie wspólnej koalicji w sejmikach i na innych szczeblach samorządu. To może być zapowiedź powrotu do pomysłu czerwono-zielonej koalicji na wybory do Parlamentu Europejskiego. Zarówno Czarzasty, jak i Kosiniak-Kamysz chcą mieć alternatywę. Bo dla lidera ludowców inną opcją – poza samodzielnym startem – jest udanie się do Grzegorza Schetyny.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA