fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Wybory w Hesji: Mocny cios dla Angeli Merkel

AFP
Fatalne rezultaty CDU i SPD w wyborach do landtagu w Hesji stawiają pod znakiem zapytania los koalicyjnego rządu w Berlinie.

– Nie zgadzam się z próbami stylizowania każdych wyborów do któregoś z landtagów na wybory do Bundestagu – powtarzała kanclerz Merkel przed niedzielnymi wyborami w Hesji. Takie twierdzenia miały uspokoić atmosferę i położyć kres licznym spekulacjom na temat bliskiego już końca jej rządów.

Hesja to jeden z 16 niemieckich landów i w normalnych okolicznościach wynik wyborów do tamtejszego landtagu nie wzbudzałby wielkich emocji. Ale obecne czasy są wyjątkowe. Osłabły mocno dwa największe ugrupowania rządzące Niemcami w minionych dekadach: CDU oraz jej „siostrzana" partia, bawarska CSU i SPD. To zmienia zasadniczo polityczny pejzaż Niemiec.

Potwierdzają to szacunkowe dane z niedzielnych wyborów w Hesji. Straciła CDU rządząca obecnie landem w koalicji z Zielonymi, zdobywając zaledwie 28 proc., czyli o 10 punktów procentowych mniej niż w poprzednich.

Porażkę poniosła także SPD, z wynikiem 20 proc. głosów co oznacza, że również utraciła ponad 10 punktów procentowych.

Mimo porażki SPD ma szanse utworzyć koalicję rządową wspólnie z ugrupowaniem Zielonych, którzy zdobyli niemal 20 proc., podwajajc swój stan posiadania. To oni cieszą się rosnącą popularnością w Niemczech jako skrajne przeciwieństwo ksenofobicznej Alternatywy dla Niemiec (AfD). Zieloni nie mają nic przeciwko dalszej imigracji, podczas gdy sztandarowym hasłem AfD jest zamknięcie granic. Ta ostatnia partia weszła do landtagu Hesji zdobywając ok. 12 proc. głosów, co jest dobrym wynikiem, ale nie oszałamiającym.

Kryzys imigracyjny traci zresztą na ostrości i przestaje być paliwem dla AfD. Podobnie jak dwa tygodnie temu w Bawarii kwestia imigracji nie odgrywała decydującej roli w Hesji, ustępując miejsca sprawom socjalnym czy problemom szkolnictwa.

Niemieckie media od wielu tygodni zastanawiają się nad konsekwencjami obu tych głosowań dla rządu w Berlinie.

– Gdyby nastąpił rozpad koalicji, czekają nas nowe wybory – oświadczyła w ubiegły czwartek sekretarz generalna CDU Annegret Kramp-Karrenbauer. Miała oczywiście na myśli rządzącą Niemcami od siedmiu miesięcy koalicję CDU/CSU i SPD. „Odpaliła polityczną rakietę" – oceniła te słowa konserwatywna „Frankfurter Allgemeine Zeitung". Zdaniem dziennika sekretarz generalna partii kierowanej przez Angelę Merkel wyszła zdecydowanie poza swoją rolę, decydując się na dywagacje na temat przyszłości rządu pani kanclerz.

Kramp-Karrenbauer nie sprecyzowała wprawdzie, dlaczego koalicja miałaby się rozpaść, ale wszyscy doskonale wiedzą, jakich scenariuszy można się spodziewać.

W części CDU panuje atmosfera niezadowolenia z tego, że Angela Merkel przesuwa swą partię systematycznie w kierunku środka sceny politycznej. Nie przynosi to spodziewanych rezultatów, gdyż CDU słabnie w oczach. Przed rokiem w wyborach do Bundestagu zanotowała najgorszy wynik w historii. To zagraża mocno niekwestionowanej do tej pory pozycji Merkel jako szefowej partii.

Z kolei SPD wyraźnie nie służy współpraca koalicyjna z CDU/CSU. „Jeżeli chce przeżyć, potrzebuje radykalnego cięcia" – doradza SPD „Der Spiegel".

Może nim być wyjście z koalicji i budowanie partii niejako od nowa. To oznaczałoby przedterminowe wybory do Bundestagu i bez względu na wynik koniec ery Angeli Merkel.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA