Polacy najlepiej go zapamiętali ze szczytu UE w lutym 2003 r., gdy mówił o Polsce, że „przegapiła dobrą okazję, by siedzieć cicho". Chodziło o wsparcie, jakiego nasz kraj, podobnie jak inne państwa Europy Środkowej stojące u progu przystąpienia do Wspólnoty, udzielił inwazji USA na Irak.

Ten opór przeciw Ameryce, do którego przekonał też kanclerza Niemiec Gerharda Schrödera, dał Chiracowi popularność, której nie miał nigdy wcześniej ani później. Po kilkunastu latach, patrząc na katastrofalny dla Bliskiego Wschodu bilans interwencji w Iraku i potęgę, jaką dzięki niej zbudował Iran, widać, że miał wiele racji.

Ale gaullistowski prezydent nie zrozumiał, że Polska, która ledwo przystąpiła wtedy do NATO, musi udowodnić Ameryce, że jest sojusznikiem, na którego można liczyć. Nigdy też nie pogodził się z poszerzeniem samej Unii, które, znów jak słusznie przeczuwał, wzmocni pozycję Niemiec, a osłabi Francji. I toczył coraz bardziej desperacką walkę o utrzymanie Wspólnoty w kształcie z czasów zimnej wojny. Na szczycie UE w Nicei w 2000 r. zablokował budowę bardziej federalnej Europy, na co były gotowe Niemcy. Odrzucenie w referendum w 2005 r. konstytucji europejskiej przez Francuzów wepchnęło Unię w kryzys, z którego do dziś się nie podniosła.

Dla Francuzów Jacques pozostanie jednak czołową postacią V Republiki. Pierwszy wybrany w bezpośrednich wyborach w 1977 r. mer Paryża, przez 18 lat przekształcił stolicę w nowoczesną metropolię. Odwieczny rywal liberała Valery'ego Giscarda d'Estaing, przez 12 lat prezydentury (1995–2007) zdołał na nowo zinterpretować gaullizm – ideę silnego, suwerennego państwa, zdystansowanego od Ameryki, aktywnego w gospodarce – w zintegrowanej Europie i globalnym świecie. Z jego dorobku dziś w wielu punktach czerpie PiS.

Niestety, Chiracowi zabrakło determinacji, aby na wzór Schrödera przeprowadzić trudne reformy, które postawiłyby na nogi gospodarkę Francji. W 2012 r. ciężko chory przyznał najbliższym, że w wyborach prezydenckich zagłosuje na socjalistę Hollande'a. Tak, jakby nagle stracił wiarę, że gaullizm ma jeszcze przyszłość.