fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Pieniądze z budżetu też dla Kukiza

Władysław Kosiniak-Kamysz i Paweł Kukiz przed tygodniem zawarli porozumienie programowe
Reporter / Stefan Maszewski
Zadeklarowany wróg subwencji partyjnych będzie miał udział w podziale środków, jakie po wyborach dostanie PSL.

– My nie chcemy waszych pieniędzy. Chcemy je dla was odzyskać – mówił podczas kampanii wyborczej w 2015 roku Paweł Kukiz. Wytykał innym ugrupowaniom miliony z budżetu i wyjaśniał, że celowo nie rejestruje swojego ruchu jako partii, by nie dostawać pogardzanej przez siebie subwencji. Najwyraźniej zmienił jednak zdanie. W ubiegłym tygodniu podpisał porozumienie z ludowcami i ma być „jedynką" na liście PSL w Opolu. A z naszych informacji wynika, że będzie mieć też wpływ na podział pieniędzy z budżetu, które po wyborach dostanie PSL.

Zaskakujący wpis

Świadczy o tym odpowiedź, jakiej udzielił na wpis jednej z internautek na Facebooku. „Jest umowa cywilno-prawna dotycząca subwencji i naszego w niej udziału" – napisał.

O istnieniu takiej umowy nie było mowy w komunikatach dotyczących porozumienia programowego. A wręcz wynikało z nich, że liderzy obu ugrupowań w ogóle nie rozmawiali o pieniądzach.

„Chwilę jestem już w polityce, a jeszcze dłużej się jej kulisom przyglądam. I muszę przyznać, że rzadko trafia się na faceta, z którym godziny spędza się na rozmowie o programie, a nie listach czy subwencji" – pisał na Twitterze prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz.

Czy rzeczywiście została podpisana „umowa cywilno-prawna"? Prawdopodobnie nie, bo byłaby bezprawna. Z ustawy o partiach politycznych wprost wynika, że proporcje podziału subwencji można zawrzeć wyłącznie w umowie koalicyjnej, a Kukiz'15 i PSL takiej nie podpisało.

Jednak nie oznacza to, że umowy nie ma. Działacze Kukiz'15, jak i PSL przyznają „Rzeczpospolitej", że zawarto ją, tyle że w formie ustnej.

– Mamy umowę dżentelmeńską, dotyczącą finansowania działań wynikających ze wspólnego programu – potwierdza nam Stanisław Tyszka, wicemarszałek Sejmu z Kukiz'15.

– Umówiliśmy się, że jeśli uzyskamy poparcie społeczne, które przełoży się otrzymanie subwencji, będziemy przekazywać pieniądze z funduszu eksperckiego na działania proobywatelskie, zawarte w porozumieniu Kukiz'15 z PSL – mówi z kolei Piotr Zgorzelski z PSL. – Umowa nie ma charakteru prawnego.

Skasować subwencje

O jakich pieniądzach mowa? Przykładowo w tej kadencji PSL dostaje 4,5 mln zł rocznie. Na fundusz ekspercki, o którym mówi Zgorzelski, trafia stosunkowo niewiele, bo około 200 tys. zł rocznie. Jednak sięgnięcie po te pieniądze i tak świadczyłoby o dużej przemianie Pawła Kukiza. Dotąd z subwencjami walczył bowiem nie tylko słowem, ale i czynem.

Przykładowo w 2018 roku posłowie jego klubu złożyli projekt ustawy, dotyczący likwidacji subwencji partyjnych. „Pękł MILIARD złotych subwencji dla partii. W ciągu ostatnich 13 lat partie polityczne wydoiły z budżetu, czyli pieniędzy podatników, 1,2 mld zł subwencji! Zastanówmy się, co z tego mieli Obywatele" – pisał rok wcześniej na Facebooku.

Czy „dżentelmeńska umowa" z PSL oznacza, że Kukiz zaprzecza swoim wcześniejszym deklaracjom? Stanisław Tyszka przekonuje, że nie.

– Zmienia się charakter funkcjonowania ruchu. Będziemy jeszcze skutecznej zabiegać o upodmiotowienie obywateli – mówi.

A z naszych rozmów z innymi działaczami Kukiz'15 wynika, że rockman stopniowo dojrzewał do przekonania, że bez pieniędzy nie da się robić polityki. Na potrzebę pozyskiwania pieniędzy z budżetu z czasem zaczęli zwracać też uwagę szeregowi działacze. Pod koniec lipca portal TVN24.pl podał, że w tajnym głosowaniu większość członków stowarzyszenia Kukiz'15 poparła pomysł, by formacja rockmana zaczęła korzystać z subwencji budżetowych po wyborach do Sejmu. Miało to miejsce podczas spotkania struktur ruchu.

Pieniądze na lewicy

Kukiz'15 nie jest jednak jedynym ugrupowaniem, które, startując w najbliższych wyborach, musi zadać sobie pytanie o to, czy trafi do niego subwencja partyjna. Podobna sytuacja jest w Komitecie Wyborczym Lewica, którą tworzą Wiosna, Razem i SLD.

Wszystkie mają startować z list Sojuszu Lewicy Demokratycznej, dzięki czemu nie będzie ich obowiązywał ośmioprocentowy próg wyborczy dla koalicji. By dało się zarejestrować Komitet Wyborczy Lewica, SLD usiłuje zmienić swój oficjalny skrót z „SLD" na „Lewica". Dotąd zmiany nazwy nie udało się przeprowadzić w sądzie.

Skoro działacze trzech partii mają startować z listy jednej z nich, co stanie się z subwencją? Kilka dni temu na Twitterze radnego z Koszalina z ramienia Nowoczesnej, Błażeja Papiernika, pojawił się dokument, zatytułowany „umowa koalicyjna Wiosny, SLD i Razem". Wynikało z niej, że wskazana przez Razem organizacja pozarządowa ma otrzymać po wyborach 20 proc. subwencji.

Rzeczniczka SLD Anna Maria-Żukowska mówi jednak „Rzeczpospolitej", że informacja na Twitterze nie jest prawdziwa.

– Nie mamy takiej umowy i jej nie będzie. Jedyną umową będzie umową programowa – podkreśla. – Jedyną formą „finansowania" Razem i Wiosny będą więc środki z Kancelarii Sejmu na biura poselskie. Subwencja przypadnie Sojuszowi Lewicy Demokratycznej, bo to my finansujemy kampanię centralną. Zgodziły się na to trzy ugrupowania – podkreśla.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA