fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Seria półprawd o lotach marszałka Kuchcińskiego

Marek Kuchciński za prywatny lot żony rządowym samolotem ma zapłacić 28 tys. zł
PAP
Był samotny lot żony Marka Kuchcińskiego na pokładzie rządowej maszyny.

Krótkie oświadczenie marszałka Marka Kuchcińskiego, odczytane z kartki, bez możliwości zadawania pytań przez dziennikarzy, miało uspokoić media, opozycję i opinię publiczną, która od blisko dwóch tygodni interesuje się rodzinnymi lotami marszałka. Kuchciński został zmuszony przez partię do pokajania się i wytłumaczenia z nadużywania rządowych samolotów w podróżach do domu na Podkarpacie.

Kuchciński przeprosił opinię publiczną za „rodzinne loty", przyznając, że sprawa „może budzić kontrowersje". Zapewniał jednak że „prawa nie złamał".

Dowiedz się więcej: Marszałek tłumaczy się z lotów. "Dymisja? Nie widzę podstaw"

Czy na pewno? Zaraz za tym zapewnieniem potwierdził informacje „Rzeczpospolitej", że „po dokładnej analizie wszystkich lotów" znalazł się samotny kurs żony marszałka. Kiedy w ubiegłym tygodniu zadaliśmy pytanie, czy prawdą mogą być informacje pochodzące od pracowników, którzy obsługują takie loty, że samolotami latali sami członkowie rodziny Kuchcińskiego, szef Centrum Informacyjnego Sejmu Andrzej Grzegrzółka wydał oświadczenie, że „to informacje nieprawdziwe". Żądał sprostowania. Tymczasem Kuchciński przyznał, że faktycznie był jeden taki lot – żona poleciała do Warszawy samolotem, którym on podróżował do Rzeszowa. – Było to za zgodą dowódcy załogi i jego przełożonego, nie był to lot o statusie HEAD – tłumaczył marszałek i obiecał, że pokryje koszt tego lotu (28 tys. zł na fundusz modernizacji armii).

Kuchciński tłumaczył, że spora liczba lotów wynika z „modelu pracy, jaki przyjął" – „bardzo napiętego kalendarza spotkań i wydarzeń" oraz potrzeby „dynamicznego i sprawnego przemieszczania się pomiędzy odległymi punktami w kraju i za granicą".

Analiza Michała Kolanki: Marszałek nadal w powietrzu

Głos publicznie zabrał także szef CIS Andrzej Grzegrzółka, po raz kolejny dementując prawdziwe informacje „Rz" z poniedziałkowego tekstu o tym, że w Bazie Lotnictwa Transportowego zniszczono dokumenty dotyczące lotów marszałka sprzed marca 2018 r. W tekście napisaliśmy także, że wszelkie dowody posiadać muszą Kancelaria Sejmu i szef Służby Ochrony Państwa. Jednak ich nie ujawniają.

– Operacyjny plan lotów, a więc informacje o danym locie wraz z listą pasażerów są po trzech miesiącach niszczone – potwierdza w rozmowie „Rzeczpospolitej" mjr Dariusz Kurowski, zastępca rzecznika prasowego Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych, dodając, że „wszelkie materiały posiada dysponent lotu", a więc Kancelaria Sejmu i gabinet marszałka. Dlaczego tak szybko wojsko niszczy informacje o lotach? Wynika to z instrukcji organizacji lotów MON wydanej do zarządzenia o lotach HEAD (najważniejszych osób w państwie) z października 2018 r. W ten sam sposób niszczone są także dokumenty o lotach innych VIP-ów – prezydenta, premiera i marszałka Senatu.

Grzegrzółka nie wyjaśnił, dlaczego w kwietniu jedną z redakcji zapewniał, że „marszałek nie latał z rodziną". Po raz kolejny stwierdził, że „taką wiedzę wtedy (w kwietniu tego roku – przy. aut.) mieliśmy". W poniedziałek jednak sam sobie zaprzeczył – zapewniał dziennikarzy, że Kancelaria Sejmu posiada wszystkie materiały na temat lotów marszałka od początku kadencji, czyli od 12 listopada 2015 r. I że je udostępni na stronach Sejmu. Gabinet marszałka przyznał się też do 23 lotów z rodziną po tym, jak Radio Zet ujawniło sześć zleceń na takie loty m.in. z córką i synem.

Czy w tej sytuacji, kiedy rzecznik kilkukrotnie wprowadził opinię publiczną i media w błąd, można wierzyć w wykaz wszystkich lotów marszałka, które przedstawi jego kancelaria? Czy na pewno są kompletne i oryginalne?

Po publikacji „Rzeczpospolitej" dotyczących zniszczonych już dokumentów z całej kadencji marszałka posłowie PO–KO zwrócili się do Kancelarii Sejmu o ujawnienie wszystkich dokumentów w sprawie lotów marszałka Kuchcińskiego. Posłowie PO chcą, by wydatki na loty zbadała Najwyższa Izba Kontroli.

Co ciekawe, Ministerstwo Obrony Narodowej jako jedyny resort nie korzysta z rządowego systemu elektronicznej ewidencji dokumentów (tzw. system EZD), w której zapisywany jest każdy wchodzący i wychodzący dokument. – Początkowe założenia systemu EZD zakładały bieżący dostęp do dokumentów przez trzy lata, a potem ich elektroniczną archiwizację. Z systemu można wydrukować każdy dokument i każdy załącznik – podkreśla osoba, która zna system.

Jak ustaliła „Rz", tylko MON i Kancelaria Sejmu nie wdrożyły tego systemu. Wśród instytucji, które elektronicznie archiwizują wytworzone publicznie dokumenty, są nie tylko ministerstwa, ale także sądy, NBP.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA