fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Von der Leyen szefową KE. Co stanie się z rządem Merkel?

Annegret Kramp-Karrenbauer (z lewej) nie będzie już tylko szefową CDU, lecz także szefową resortu obrony. Może jej to ułatwić drogę do urzędu kanclerskiego. Na zdjęciu: obok Ursuli von der Leyen, nowej szefowej KE, a od środy byłej minister obrony
AFP
Wybór Ursuli von der Leyen ma wpływ na polityczną przyszłość szefowej CDU oraz na losy rządu z socjaldemokratami.

W chwili gdy Annegret Kramp-Karrenbauer, szefowa CDU, przejęła resort obrony po Ursuli von der Leyen wybranej na przewodniczącą Komisji Europejskiej, kanclerz Merkel może udać się spokojnie na urlop lub do kliniki – daje się słyszeć w Berlinie.

Na razie jednak w czasie zaprzysiężenia w środę Annegret Kramp-Karrenbauer (zwanej AKK) na stanowisku ministra obrony Angela Merkel uczestniczyła w całej uroczystości, siedząc na specjalnie dla niej przygotowanym krześle. Pragnęła uniknąć powtórki sytuacji, gdy nie tak dawno temu w czasie podobnej uroczystości, w tym samym miejscu nie była w stanie opanować napadu drgawek.

Droga do urzędu kanclerskiego

Annegret Kramp-Karrenbauer znana jako AKK zdecydowała się na wejście do rządu, mimo iż do niedawna zapewniała, że zamierza się zajmować wyłącznie CDU, której przywództwo objęła zaledwie osiem miesięcy temu, zastępując na tym stanowisku Angelę Merkel.

– Jest to jej ostatnia szansa. Być może dotarło to do niej w ostatniej chwili. Nie jest to jednak prosta droga do urzędu kanclerskiego – komentował „Spiegel". Zmieniła zdanie, gdyż jej notowania poszybowały w dół, a media otwarcie podważały kompetencje AKK do objęcia schedy po kanclerz Merkel. W zasadzie za następcę von der Leyen uchodził Jens Spahn, minister zdrowia. AKK zdecydowała się w ostatniej chwili, podejmując wielkie ryzyko zarządzania resortem, który od lat trapią liczne skandale. Nie inaczej było za czasów von der Leyen.

Reorganizacja rządu Merkel nie przesłoniła sprawy wyboru dotychczasowej minister obrony na stanowisko szefowej Komisji Europejskiej, a właściwie konsekwencji tego faktu na przyszłość rządu Angeli Merkel.

Nieprzejednana SPD

Już po formalnym przedstawieniu kandydatury von der Leyen przez panią kanclerz były szef SPD Sigmar Gabriel uznał, że decyzja szefowej rządu jest wystarczającym powodem do wyjścia socjaldemokratów z koalicji rządowej. Socjaldemokraci zaprotestowali przeciwko odejściu od modelu kandydatów wiodących grup partyjnych w PE przy wyborze szefa KE.

Pozostali konsekwentni i 16 eurodeputowanych SPD głosowało we wtorek przeciwko kandydaturze von der Leyen. Wiedzieli przy tym, że wiodący kandydat socjalistów Frans Timmermans wzywał do głosowania na nią.

Co więcej, przygotowali dokument zawierający listę spraw, których nie załatwiła von der Leyen w czasie, gdy była ministrem obrony. Listę sporządzono jak na brukselskie warunki przystało w języku angielskim i rozprowadzano w Parlamencie Europejskim przed wtorkowym głosowaniem.

Prócz takich spraw jak tzw. afera doradcza w Ministerstwie Obrony, niezwykle kosztownej renowacji szkoleniowego żaglowca Bundeswehry czy złego wyposażenia Bundeswehry eurodeputowani SPD uznali za stosowne przypomnieć o zarzutach popełnienia plagiatu przez von der Leyen w swej pracy doktorskiej. Wszystko w celu dyskredytacji kandydatki na szefową KE jako osoby nieodpowiedzialnej, której wybór będzie niekorzystny dla UE.

Bliski koniec koalicji

– To był blamaż świadczący o tym, w jak wielkiej rozsypce jest SPD. Ma najgorsze notowania w historii i nie ma kierownictwa, którego proces wyłaniania trwać będzie jeszcze kilka miesięcy – mówi rozmówca „Rzeczpospolitej" z niemieckich kręgów dyplomatycznych w Berlinie. Jego zdaniem SPD ma to szczęście, że akcja w PE przeciwko von der Leyen nie była skuteczna. W przeciwnym razie mogłoby dojść do ostrego kryzysu rządowego. – Że do niego nie doszło, jest także zasługą deputowanych PiS głosujących za von der Leyen. Z pewnością nie uczynili tego za darmo, lecz w zamian za konkretne obietnice wobec Polski – mówi nasz berliński rozmówca.

Wygląda na to, że zdumiewające zachowanie partnera koalicyjnego CDU nie będzie miało politycznych konsekwencji. – SPD zaszkodziła sobie sama i w tej sytuacji CDU stać na wspaniałomyślność w postaci braku konsekwencji za brak lojalności – przekonuje „Rzeczpospolitą " prof. Thomas Poguntke z uniwersytetu Heinricha Heinego w Düsseldorfie.

Cała sprawa nie zostanie jednak zapomniana. Przede wszystkim dlatego, że działania SPD były wyraźnym sygnałem, że partia przechodzi do opozycji, starając się nadal pozostać partnerem w rządzie koalicyjnym. Takiego szpagatu nie da się utrzymać na dłuższą metę. Nawet jeżeli SPD zapewnia obecnie, że jest gotowa do współpracy z nową szefową KE. – Jest to trwałe obciążenie dla wielkiej koalicji – ogłosił Markus Blume, sekretarz generalny bawarskiej CSU. Pani AKK ograniczyła się do stwierdzenia, że nie daje wiary argumentom SPD w sprawie głosowania przeciwko von der Leyen.

Nikt nie chce otwartego konfliktu w chwili, gdy trwa kampania wyborcza do landtagów w Saksonii i Brandenburgii. Z sondaży wynika, że zarówno CDU rządzącą w pierwszym z tych landów, jak i SPD rządzącą w drugim czeka porażka. Wybory odbędą się 1 września, a po nich rozliczenia za ewentualne porażki. Zdaniem niemieckich mediów dopiero wtedy zapadną decyzje dotyczące przyszłości koalicji rządowej Angeli Merkel. SPD jest już przygotowana do jej opuszczenia, o czym świadczy ostatnie głosowanie w PE. Nie brak w partii opinii, że jedną z przyczyn historycznego upadku socjaldemokratów jest współpraca rządowa z partiami chadeckimi. Nie można więc wykluczyć w niedalekiej przyszłości przedterminowych wyborów do Bundestagu, a w ich wyniku tzw. koalicji Jamajki czyli Zielonych, liberalnej FDP i CDU/CSU. Takiej konstelacji jeszcze nie było.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA