fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Putin ograł Merkel i Macrona

Władimir Putin chce, by Ukraina grała na jego warunkach
AFP
Po powrocie do Rady Europy Rosja miała uwolnić ukraińskich marynarzy. Jednak Putin ograł Merkel i Macrona.

Wszystko wskazuje na to, że powrót rosyjskiej delegacji do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy (PACE) był częścią układu, z którego Moskwa się nie wywiązała. Kulisy tajnego porozumienia pomiędzy Rosją, Niemcami, Francją i Ukrainą odsłonił przedstawiciel Kijowa w RE Dmytro Kuleba.

Cytowany przez ukraińskie media oświadczył, że Rada Europy postawiła trzy warunki: uwolnić więzionych w Rosji ukraińskich marynarzy, wpuścić komisarza PACE ds. praw człowieka na anektowany Krym oraz opłacić zaległe składki (70 mln euro). Rosja odzyskała głos w RE, a o reszcie zapomniała. Przy okazji próbowała wrobić nowego prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego w aferę, która mogłaby pokrzyżować jego dalszą polityczną karierę.

Gra na czas

25 czerwca upływał termin, gdy Rosja miała uwolnić 24 ukraińskich marynarzy zgodnie z majową decyzją Międzynarodowego Trybunału Prawa Morza w Hamburgu. Tak się złożyło, że głosowanie w sprawie przywrócenia Rosji do PACE odbywało się w nocy z 24 na 25 czerwca. Chodzi o marynarzy, który w listopadzie ubiegłego roku zostali zaatakowani i zatrzymani w Cieśninie Kerczeńskiej przez rosyjską Federalną Służbę Bezpieczeństwa. Płynęli z Odessy do Mariupola, czyli zgodnie z prawem międzynarodowym nie naruszali obcych granic. Problem polega na tym, że od bezprawnej aneksji Krymu w 2014 roku Rosja traktuje wody terytorialne półwyspu oraz cieśninę jako swoje terytorium. W konsekwencji wszyscy marynarze stanęli przed sądem na Krymie, a następnie trafili do aresztów.

Ukraińskie media twierdzą, że prezydent Zełenski omawiał ich uwolnienie podczas ostatnich wizyt w Berlinie i Paryżu. W zamian Niemcy i Francja mieli zagłosować za przywróceniem Rosji do PACE.

Dokładnie tak zrobili. Gdy nad ranem 25 czerwca Rosja dowiedziała się, że wraca do Strasburga, rosyjski MSZ wysłał notę dyplomatyczną do Kijowa i Hamburga. Moskwa poinformowała, że może uwolnić ukraińskich marynarzy, ale pod warunkiem, że Kijów „na piśmie zagwarantuje", że po powrocie na Ukrainę staną tam przed sądem. To byłoby wielkim sukcesem prezydenta Ukrainy w obliczu zbliżających się wyborów parlamentarnych. Zresztą spotykał się niedawno z rodzinami więzionych marynarzy i obiecał, że niebawem powrócą do domu.

Niewykluczone, że tak by się stało, gdyby nie nota MSZ w Kijowie, który odrzucił tę propozycję i oświadczył, że Rosja powinna „bezwarunkowo" uwolnić marynarzy. Szef ukraińskiej dyplomacji Pawło Klimkin, którego Zełenski bezskutecznie próbował już zdymisjonować (wniosek prezydenta odrzucił parlament), w poniedziałek na własne życzenie wziął urlop. Kilka dni temu ukraiński przywódca ostro go skrytykował i zarzucił, że ten wysłał do Moskwy notę „bez konsultacji z prezydentem".

Za wszelką cenę?

Analitycy w Kijowie twierdzą, że gdyby nie Klimkin, niedoświadczony politycznie prezydent mógłby popełnić poważny i niebezpieczny dla Ukrainy błąd. – To była bezczelna prowokacja. Moskwa podpuściła Zełenskiego, który nie wyczuł prawdziwych intencji, nie oszacował ryzyka i prawie dał się nabrać. Oczywiście, że nikt tych marynarzy nie postawiłby przed sądem na Ukrainie, ale uznanie na piśmie decyzji rosyjskiego sądu oznaczałoby uznanie rosyjskiej jurysdykcji na Krymie. To mogłoby mieć bolesny skutek dla jego kariery politycznej – mówi „Rzeczpospolitej" Wołodymyr Fesenko, czołowy ukraiński politolog. – Moskwa prowadzi brutalną grę przeciwko Ukrainie. Będzie próbowała wykorzystać brak doświadczenia prezydenta Zełenskiego – dodaje.

Jeszcze podczas inauguracji prezydent Zełenski mówił, że dla osiągnięcia pokoju na Ukrainie jest gotów „ofiarować swoją polityczną karierę". Mówił też o tym, że w pierwszej kolejności będzie walczył o uwolnienie ukraińskich jeńców, którzy obecnie przebywają w Rosji oraz na terenie samozwańczych donieckiej i ługańskiej republik.

– Rosja jest gotowa uwolnić tych ludzi, nikt ich nie zamierza tu trzymać. Teraz krok musi wykonać Kijów. Przecież prezydent Ukrainy mówił, że chce do tego doprowadzić „za wszelką cenę". To niech to zrobi – mówi „Rzeczpospolitej" Aleksiej Muchin, rosyjski politolog blisko związany z Kremlem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA