fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Jan Tomaszewski: Donald Tusk zrobił ze mnie anty-Polaka

Jestem człowiekiem sportu i cenię ludzi, którzy działają na rzecz sportu – tak Jan Tomaszewski tłumaczy poparcie dla Jarosława Kaczyńskiego
Fotorzepa, Kuba Kamiński
Gdy oglądam posiedzenia komisji ds. Amber Gold czy komisji weryfikacyjnej, to mam wrażenie, że na koniec każdego przesłuchania powinny podjeżdżać więzienne karetki, bo ludzie zamieszani w te afery po prostu powinni siedzieć - mówi Jan Tomaszewski, były poseł PiS, były bramkarz polskiej reprezentacji.

Plus Minus: Jak pan ocenia szanse naszej reprezentacji na mundialu?

Byliśmy faworytami w naszej grupie, niestety, przegrywając z beznadziejnymi Senegalczykami, zaprzepaściliśmy szansę wyjścia z grupy po drugim meczu. Prawdziwego kibica poznaje się w biedzie i z ja z całego serca życzę moim młodszym kolegom, żeby dwa następne spotkania zagrali na swoim normalnym poziomie. Jestem przekonany, że zdobędą sześć punktów, wyjdą z grupy i kto wie, czy nie powtórzą wyniku Hiszpanii z 2010 roku, która przegrała pierwszy mecz, a później zdobyła mistrzostwo świata. Ale ponieważ nie jestem pazerny, to życzę im przynajmniej dojścia do ćwierćfinałów.

Czytaj więcej:

Tomaszewski o Jandzie: Nienawiść do Polski

Pamiętam Euro 2012 i pana wypowiedź – był pan wtedy posłem PiS – że nie będzie pan kibicował polskiej reprezentacji. Wywołał pan ogromne oburzenie wśród polityków.

Tak. Donald Tusk zrobił ze mnie anty-Polaka, mówił, że gadam głupoty. A ja nie jestem patriotą-idiotą. W 2012 roku mówiłem, że wstydzę się polskiej reprezentacji, bo, po pierwsze, to była zbieranina narodowa, w której mieliśmy kilku obcokrajowców. Po drugie, wówczas w rankingu nasza reprezentacja była bodaj na 80. miejscu. Z góry było wiadomo, że to nie jest drużyna, która może powalczyć. Trenerzy drużyn, które przyjechały na Euro 2012 mówili swoim zawodnikom: „Chcecie przegrać z frajerami z 80. miejsca?". To dawało im z punktu przewagę. No i zajęliśmy zaszczytne czwarte miejsce w najsłabszej grupie. Za to teraz, gdy Zbyszek Boniek wymyślił Adama Nawałkę, Nawałka zbudował zespół, który jest w pierwszej dziesiątce najlepszych drużyn świata, słyszałem od niektórych mądrali w kraju, że Senegal to świetna drużyna, Kolumbia też i kto wie, czy w ogóle wyjdziemy z grupy. To jest dopiero idiotyzm. Teraz nie jesteśmy chłopcem do bicia. Trenerzy naszych przeciwników mówią – to już nie jest tamta drużyna z 2012 roku, to jest zupełnie nowa drużyna, dobra zmiana. Ale okazało się, że to krakanie spowodowało dziwny paraliż naszych piłkarzy w pierwszym meczu z drużyną Senegalu, która naprawdę nie jest wielkim zespołem. Strzeliliśmy trzy bramki, a przegraliśmy dwa jeden. To jest efekt tego krakania. A teraz nasi stoją pod ścianą, muszą wygrać i wygrają.

Nie tylko Tusk pana za to krytykował. Również w PiS się nie spodobała pańska wypowiedź i zawiesili pana w prawach członka klubu.

To prawda. Zawieszono mnie na miesiąc. Później dowiedziałem się, że gdy na posiedzeniu Komitetu Politycznego padło pytanie, co zrobić z Tomaszewskim, prezes oznajmił: „Ja się do tego nie wtrącam, podejmujcie decyzję". No i mnie zawiesili. Ale gdy okazało się, że zajęliśmy zaszczytne czwarte miejsce w grupie, zostałem przywrócony do klubu.

Dlaczego taki zapalony sportowiec w ogóle zabłądził do świata polityki?

Wcale nie zabłądziłem. Uważam, że nie ma sportu bez polityki. Sportowcy dostają pieniądze od wielkich koncernów, które są kontrolowane przez polityków. Państwo daje pieniądze na szkolenie młodzieży. Niektórzy ludzie sportu mówią: „Ja się nie chcę wtrącać do polityki". To polityka się wtrąci do ciebie, trenerku czy działaczu, bo nie będziesz miał pieniędzy. Politycy wiedzą, że najtańszą reklamą państwa jest sport. Niech pani spyta kogokolwiek, z czym mu się kojarzy Hiszpania. Każdy powie, że z FC Barceloną i Realem Madryt. A kto jest premierem Katalonii? Mało kto wie. Nie bez powodu ludzie, którzy mają ogromne pieniądze, np. szejkowie, biorą się za prowadzenie klubów piłkarskich. Wiedzą, że dzięki temu świat ich pozna. Poza tym politycy zawsze promują się podczas ważnych wydarzeń sportowych. Dlatego sport i polityka żyją w symbiozie.

Mimo to nie każdy sportowiec zostaje politykiem.

To prawda, ale ja akurat starałem się interesować sprawami politycznymi i społecznymi. Gdy zakończyłem karierę trenerską, dostałem propozycję z PiS, żeby wystartować do Sejmu i ją przyjąłem.

Ale zanim do tego doszło, rok wcześniej, czyli w 2010 roku poparł pan kandydaturę Jarosława Kaczyńskiego na prezydenta Polski. Dlaczego akurat prezesa PiS pan wsparł w tamtych wyborach?

Bo jestem człowiekiem sportu i cenię ludzi, którzy działają na rzecz sportu. A gdy ubiegaliśmy się o organizację Euro 2012, to rząd premiera Jarosław Kaczyńskiego udzielił gwarancji na budowę stadionów i organizację turnieju, a prezydent Lech Kaczyński poleciał do stolicy Walii Cardiff na ogłoszenie decyzji, a więc bardzo dowartościował naszą delegację i całą imprezę. Popierałem obu Kaczyńskich, bo Euro mieliśmy dzięki nim.

Ale pewnie pan pamięta, jak źle mówiono w 2010 r. o Jarosławie Kaczyńskim, że robi kampanię na trumnie brata.

Żyjemy w demokracji. Niech sobie piszą i mówią, co chcą. Ja wiedziałem swoje. Chyba wtedy nazwałem Kaczyńskiego Kazimierzem Górskim polskiej polityki. Oczekiwałem, że parlament będzie zachowywał się jak reprezentacja Polski, prowadzona przez trenera Górskiego. W tamtej reprezentacji byli piłkarze z różnych klubów, na co dzień grali mecze przeciwko sobie. Ale w momencie, gdy dostawaliśmy powołanie do reprezentacji Polski, to dmuchaliśmy w jedną trąbę. Dlatego chciałem, żebyśmy w Sejmie na co dzień się kłócili w komisjach, ale żebyśmy w sali plenarnej się szanowali. Zasiadałem tylko w jednej komisji – kultury fizycznej i sportu. Kłóciliśmy się w niej, ale decyzje zapadały prawie jednomyślnie.

Trochę idealistyczny ten pana obraz komisji sportu...

Ale tak było. Wszyscy byliśmy za budową obiektów, za stypendiami olimpijskimi.

Nie krytykował pan Joanny Muchy, gdy została ministrem sportu?

Pewnie, że krytykowałem. Mucha była słabym ministrem, bo nie miała zielonego pojęcia o sporcie. Ale minister musi być przede wszystkim menedżerem, który spełnia postulaty komisji sejmowej. I muszę powiedzieć, że pod tym względem minister Mucha nie miała większych wpadek. No, może poza koncertem Madonny, który sfinansowała, kupując 4 tys. biletów, po czym je rozdała, co szybko zamieciono pod dywan.

Znajomego zatrudniła na stanowisku dyrektorskim w Centralnym Ośrodku Sportu.

Co on tam mógł zepsuć? Gdyby tylko takie błędy ministrowie popełniali, to nie byłoby sprawy. A w komisji sejmowej naprawdę pracowaliśmy ponad podziałami. Do dzisiaj mam kolegów i z PiS, i z PO. Gdy odszedłem z klubu PiS, po jakimś czasie wstąpiłem do klubu PO i dobrze się tam czułem. Wydaje mi się, że w tej chwili byłoby to niemożliwe. Została rozpętana wojna polsko-polska, która polega na całkowitej negacji tego, co mówi i robi druga strona. Jedynie Paweł Kukiz potrafi z jednej strony patrzeć na ręce rządowi, ale z drugiej strony, gdy widzi, że obóz rządzący proponuje coś dobrego dla Polski, potrafi to poprzeć. Dla totalnej opozycji wszystko, co powie Zjednoczona Prawica, jest złe. Ja swego czasu, będąc jeszcze w klubie PO, krytykowałem program 500 plus. Nie dlatego, że uważałem go za zły. Przeciwnie, taki program jest bardzo ludziom potrzebny, ale bałem się, że Polska skończy jak Grecja, czyli zbankrutuje. Takie miałem informacje. Powiedziałem wtedy, że tymi pieniędzmi z 500 plus ludzie będą sobie mogli tapetować mieszkania.

Pieniądze się znalazły, a Polska jak dotąd nie zbankrutowała.

I ja w tym momencie mówię – przepraszam. Brawo PiS. A gdzie te pieniądze były, to wykazują te wszystkie komisje sejmowe – Amber Gold czy do spraw VAT. Być może totalna opozycja tak krzyczy, bo nie chce dopuścić, aby te sprawy zostały wyjaśnione i rozliczone. W moich oczach PiS ma jeszcze jedną zasługę – zdecydowało, że oświadczenia majątkowe sędziów i prokuratorów mają być jawne. Jako poseł wystąpiłem z taką z interpelacją. Ministerstwo Sprawiedliwości odpowiedziało mi, że to niemożliwe, bo sędziowie i prokuratorzy będą narażeni na bandyckie napady. A ja mogę być na to narażony? Czym oni się od nas różnią? Sędziowie i prokuratorzy muszą być niczym żony Cezara – poza wszystkimi podejrzeniami.

Czyli PiS dobrze robi?

Robi fenomenalnie. A proszę zauważyć, że 100 prokuratorów od razu przeszło na wcześniejszą emeryturę. Ciekawe dlaczego? Okazuje się, że nadzwyczajna kasta istnieje i się kompromituje na każdym kroku.

Wróćmy do pana działalności politycznej. Jak pan się czuł w klubie PiS?

W jednym i drugim klubie potrafiłem sobie znaleźć miejsce w szyku. Jestem wdzięczny Antoniemu Macierewiczowi i Jarosławowi Kaczyńskiemu za to, że podali mi rękę, gdy oskarżono mnie, że byłem konsultantem SB. To była próba zdyskredytowania mojej osoby.

Dlaczego ktoś miałby próbować pana zdyskredytować?

Bo stałem się niewygodny dla PO, która chciała zachować monopol na wypowiadanie się w sprawach sportu. Tymczasem ja byłem rozpoznawalny, zapraszano mnie do wielu programów sportowych i zwyczajnie robiłem im konkurencję. Pojawiły się informacje o mojej rzekomej współpracy z SB. Wtedy pan prezes Kaczyński i Antek Macierewicz powiedzieli, że sprawdzili wszystko, że jestem czysty i żebym pozywał dziennikarzy.

Mimo to rozstał się pan z PiS w burzliwy sposób.

Było to przed wyborami samorządowymi w 2014 roku. Chciałem porozmawiać z prezesem Kaczyńskim na temat wyborów na prezydenta Łodzi. Miałem kandydata na to stanowisko i liczyłem, że uda mi się zaprezentować go Jarosławowi Kaczyńskiemu. Poprosiłem Mariusza Błaszczaka, żeby mi ułatwił spotkanie z prezesem. Ale wtedy jeden człowiek, którego nazwiska nie chcę wymieniać, do tego nie dopuścił. Czekałem na spotkanie, a ponieważ się nie doczekałem, zawiesiłem działalność w klubie PiS. Koledzy z Prawa i Sprawiedliwości mówili w Sejmie: „Po co czekasz, zejdź kilka schodów i porozmawiają z panem prezesem w sali plenarnej". Widziałem, jak to wyglądało. Na każdej przerwie podbiegał do prezesa tłum ludzi i wszyscy ciągnęli go za rękaw, mało mu marynarki nie rozerwali. Nie chciałem tego robić. No, ale spotkania się nie doczekałem. Kandydatka PiS przegrała wybory na prezydenta Łodzi w kompromitujący sposób, a ja odszedłem z klubu.

A dlaczego wstąpił pan do klubu PO?

Zrobiłem to nie od razu, tylko osiem miesięcy później. Wtedy już nie było w Polsce Donalda Tuska, a działalność Ewy Kopacz ogromnie mi się podobała. Ponieważ mieszkałem naprzeciwko niej w hotelu sejmowym, widziałem, jak pracowała – wyjeżdżała o siódmej rano, a przywozili ją o drugiej w nocy. Zrobiła porządek z bohaterami nagrań w restauracji „Sowa i przyjaciele". Po tej czystce zgłosiłem akces do PO, żeby jej pomóc. Moim zdaniem tylko dzięki niej Platforma zdobyła 23 proc. głosów w wyborach 2015 roku. Gdyby nie jej praca, byłaby katastrofa. Gdy przeszedłem do PO, Monika Olejnik spytała mnie w swoim programie, czy cofam moje słowa, że Jarosław Kaczyński jest Kazimierzem Górskim polskiej polityki? Odpowiedziałem: „Nie, jest i będzie, bo to jest najwybitniejszy polski polityk". „To kim jest Ewa Kopacz?" – spytała redaktor Olejnik. Odpowiedziałem: „Mam nadzieję, że będzie Adamem Nawałką, który pokonał Niemców".

No to jej wyszło gorzej niż Nawałce. Ale skoro jesteśmy przy sportowych porównaniach, to kim był Donald Tusk?

Megalomanem. Powiedział kiedyś, że jego rząd jest drużyną porównywalną z Barceloną. Skomentowałem te słowa następująco: „Nasz rząd do drużyny Barcelony ma się jak spłuczka klozetowa do Niagary". Barcelona była najlepszą drużyną na świecie, a nasz rząd na pewno nie był najlepszy na świecie.

W PiS nie było megalomanów?

W PiS przede wszystkim był porządek. Na każdy wyskok natychmiast była reakcja. Przemysław Wipler, Adam Hofman, gdy narozrabiali, natychmiast wylądowali poza drużyną. A w Platformie nikomu włos z głowy nie spadał. Za czasów PO była afera hazardowa. Kto winien? Nikt. Afera stoczniowa, afera podsłuchowa. Nikt nie był winien. Dopiero Ewa odsunęła „sówki" z pierwszych miejsc na listach. Ocaliła Platformę przed kompromitacją. A co po wyborach zrobiła PO? Odsunęła Ewę od wszystkiego. Nie została szefem partii ani klubu. Zepchnięto ją na margines. A przecież chciała wszystkich zjednoczyć, bo wzięła do rządu dwóch wrogów: Grzegorza Schetynę i Cezarego Grabarczyka.

Opozycja twierdzi, że w PiS wiele spraw też jest zamiatanych pod dywan.

Bo im się odwaga z odważnikiem pomyliła. W PiS nie ma takich rzeczy, choć oczywiście zdarzają się błędy. Premier Morawiecki powiedział przykładowo, że trzeba walczyć z chuliganami stadionowymi.

Nie trzeba?

Trzeba. Rzecz w tym, że to nie są chuligani, tylko bandyci, terroryści i przestępcy. Jeżeli rzucają petardy i strzelają racami na stadionie, mogą kogoś nie tylko ranić, ale i zabić. To jest bandyckie zachowanie. Jeżeli uniemożliwili wręczenie złotego medalu Legii Warszawa, gdy wygrała na stadionie Lecha Poznań, to są terrorystami. A poza tym są przestępcami, bo zasłanianie twarzy podczas imprez masowych jest zakazane i karalne. Tych ludzi trzeba wyeliminować ze stadionów.

Zero tolerancji dla takich zachowań?

Oczywiście. Policja ich wyłapywała, a nadzwyczajna kasta sędziowska mówiła, że ich czyny mają niską szkodliwość społeczną. Lech z powodu zachowania tych bandytów stracił ok. 3 mln zł, bo pięć meczów będzie grał przy pustych trybunach. To jest niska szkodliwość? Tych ludzi powinno się obciążać materialnie za zniszczenia na stadionach i straty klubu, to może czegoś się nauczą.

Może PiS nie chce walczyć z pseudokibicami, bo wspierali kiedyś tę partię, a zwalczali PO?

Niech pani w to nie wierzy. Gdy ci bandyci rzekomo wspierali PiS, to PO miała świetny wynik wyborczy.

W 2015 roku startował pan do Sejmu z listy PO i przegrał. Dlaczego?

Odpuściłem tamte wybory. Chciałem kandydować z Łodzi, a dostałem miejsce na liście w Piotrkowie Trybunalskim. Nie chciałem być posłem z Piotrkowa. Powiedziałem, że mogą mnie wpisać na listę, ale nie prowadziłem kampanii. Gdy PiS wygrało wybory, powiedziałem: „Zobaczymy, co teraz będzie, czy będą obietnice bez pokrycia jak za Tuska, czy nie". I muszę przyznać, że jestem oczarowany tym, co się dzieje. Nie dość, że PiS realizuje obietnice wyborcze, to jeszcze dokłada nowe, np. 300 zł na wyprawkę szkolną. Teraz słyszę, że za czasów rządów PO straciliśmy 200 mld zł z podatku VAT. Gdyby to było prawdą, to nie dziwię się, że są siły, które chcą obalić rząd za wszelką cenę. Ci ludzie boją się o własne tyłki. Gdy oglądam posiedzenia komisji ds. Amber Gold czy komisji weryfikacyjnej, mam wrażenie, że na koniec każdego przesłuchania powinny podjeżdżać więzienne karetki, bo ludzie zamieszani w te afery po prostu powinni siedzieć.

Mówi pan jak szczery PiS-owiec.

Nie jestem PiS-owcem, ale to, co się dzieje, popieram. Brawo, róbcie tak dalej.

Czy Jan Tomaszewski, człowiek, który – jak o panu mówiono – zatrzymał Anglię w 1973 roku, przepuścił jakąś bramkę w polityce?

Niejedną i często mi to wytykano, ale brałem to na klatę. Gdy w komisji sejmowej wyraziłem się nieładnie o minister Musze, a zostało to nagrane i wyemitowane, następnego dnia kupiłem kwiaty i poszedłem ją przeprosić. Trzeba się zachować, a nie iść w zaparte. Ale gdy powiedziałem, że mundialu w Rosji nie można odwoływać z powodu zestrzelenia malezyjskiego samolotu, to choć wielu mnie krytykowało, oskarżało o proputinowskie sympatie, nie wycofałem się z tego. Trzeba było protestować osiem lat wcześniej, gdy została zgłoszona kandydatura Rosji na gospodarza mundialu. Ale pół roku przed igrzyskami nie odwołuje się imprezy. W 1980 roku część krajów Zachodu zbojkotowała igrzyska w Moskwie, a cztery lata później kraje Europy Wschodniej zbojkotowały te w Los Angeles. Stracili na tym tylko sportowcy, którzy latami przygotowywali się do igrzysk oraz kibice na całym świecie. A Anglię to nie ja zatrzymałem, tylko Kazimierz Górski.

To pan stał w bramce i nie puszczał goli.

Ale Kazimierz Górski tak potrafił ułożyć te 11 puzzli na boisku, że stanowiliśmy jeden organizm. W tamtym meczu popełniłem wiele błędów, ale wtedy koledzy z zespołu ratowali mnie z opresji. A gdy oni popełniali błędy, ja ich ratowałem. Na tym polegał geniusz Kazimierza Górskiego.

Skoro Kaczyński jest Górskim naszej polityki, Kopacz Nawałką, to kto pana zdaniem jest Robertem Lewandowskim, naszym najlepszym napastnikiem?

Dla mnie taką osobą była Beata Szydło, która zdobyła nieprawdopodobną sympatię narodu. Nawet gdy odeszła ze stanowiska, naród ciągle był za nią. Teraz jej misję kontynuuje Mateusz Morawiecki. Dlatego uważam, że Beata Szydło była jak Lewandowski z Borussii Dortmund – świetny gracz w przeciętnej drużynie. A Morawiecki jest jak Lewandowski z Bayernu Monachium. W lepszej drużynie pokazuje, na co naprawdę go stać. Cokolwiek mówić, Europa się z nami liczy.

Na razie to mamy spore kłopoty z Europą.

Kłopoty to ma Europa, a nie my. My mamy rząd, który ma wyraziste zdanie i nie boi się go przedstawiać. To mi się podoba.

—rozmawiała Eliza Olczyk (dziennikarka tygodnika „Wprost")

Jan Tomaszewski

Legendarny bramkarz w drużynie Kazimierza Górskiego. W 1973 roku „zatrzymał Anglię" na Wembley (1:1), a Polska, po 36 latach, awansowała na mistrzostwa świata. Po mundialu w RFN Pelé nazwał go najlepszym bramkarzem świata. Jako komentator sportowy, działacz, recenzent życia publicznego, poseł PiS i PO (2011–2015) jest znany z ciętego języka

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA