fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Unia szuka sposobu na amerykańskie sankcje 

– Każdy zaangażowany w interesy z Kubą powinien mieć się na baczności – powiedział sekretarz stanu USA Mike Pompeo
AFP
USA i Unia Europejska spierają się o Kubę, Iran. W tle są interesy amerykańskich i europejskich firm.

Stany Zjednoczone jako czołowa gospodarka świata i ojczyzna dolara – waluty międzynarodowych rozliczeń – mogą naciskać na nielubiane rządy, zakręcając im kurek z zagranicznymi inwestycjami. Waszyngtonowi nie wystarcza już straszenie sankcjami firm amerykańskich. Kary mogą też dotknąć biznes z innych państw, w tym europejski.

Unia wyraża swój zdecydowany sprzeciw wobec eksterytorialnego zastosowania jednostronnych środków nałożonych na Kubę – napisały we wspólnym oświadczeniu Federica Mogherini, unijna wysoka przedstawiciel ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, oraz Cecilia Malmström, unijna komisarz handlu. Ale werbalny opór nie wystarczy. Dlatego Bruksela zapowiedziała, że każda amerykańska firma czy obywatel, które przez amerykański sąd doprowadzą do konfiskaty mienia firmy europejskiej, będą narażone na utratę swoich aktywów w UE.

Karanie za Kubę

Ten nowy transatlantycki spór to efekt wcześniejszej decyzji Waszyngtonu o odwieszeniu części ustawy Helmsa-Burtona, zwanej też Libertad. Uchwalona w 1996 roku zaostrzyła sankcje wobec Kuby, wprowadzając możliwość pozwania zagranicznych firm, które korzystają z majątku należącego przed rewolucją kubańską do amerykańskich obywateli. Pozwala ona także składać pozwy Kubańczykom, którzy uciekli do USA i stali się obywatelami tego kraju, a w odwecie Hawana zabrała im ich kubańskie aktywa. Prawo Libertad nigdy nie było w tej części stosowane.

Zielone światło dla jego uznawania przez administrację rządową dał Donald Trump w styczniu. Było to reakcją na aktywne wspieranie przez Hawanę wenezuelskiego dyktatora Nicolasa Maduro. Ustawa ma wielką siłę rażenia, bo pozwala na domaganie się pieniędzy od tych, którym łatwo zająć rachunki, jeśli tylko prowadzą jakiekolwiek interesy w USA. A to raczej norma w wypadku wielkich zagranicznych firm obecnych na Kubie.

– Każdy zaangażowany w interesy z Kubą powinien mieć się na baczności. Stosowanie w pełni prawa Helmsa-Burtona daje kubańskim Amerykanom szansę na sprawiedliwość – powiedział sekretarz stanu Mike Pompeo. Amerykański Departament Stanu ma listę zweryfikowanych roszczeń wobec Kuby, które opiewają na 8 mld USD. Ale to tylko te przedstawione przez osoby, które były amerykańskimi obywatelami przed rewolucją kubańską 1959 roku. Do tego mogą dojść dziesiątki miliardów USD żądane przez Kubańczyków, którzy osiedli w USA później.

Pierwsze pozwy już płyną, a najsłynniejszy złożył Javier Garcia-Bengochea i spółka Havana Docks przeciwko zarejestrowanej w Miami spółce Carnival Cruise Lines. Skarżący twierdzą, że ten operator promów świadomie korzysta z portów na Kubie, wiedząc, że w przeszłości należała ona do rodziny kubańskich emigrantów i ich firmy.

Międzynarodowe stowarzyszenie operatorów promowych uspokaja, że ustawa Helmsa-Burtona nie odnosi się do turystyki. Wyjątek został wprowadzony, bo teoretycznie sankcje mogłyby też spotkać amerykańskich przewoźników lotniczych oferujących legalne połączenia z Kubą, jak Delta, American Airlines czy Jet Blue. Ale jak to interpretować, okaże się dopiero w sądzie. Na pewno natomiast niepokoić się muszą wszystkie firmy zagraniczne, które dokonują inwestycji na Kubie, np. w górnictwie, infrastrukturze, nieruchomościach, technologiach, dobrach luksusowych, jak rum i cygara. Na wyspie wielu jest inwestorów z Kanady, UE, a ostatnio z Chin.

Blokowanie za Iran

Podobny problem jak Kuba ma Iran, który za zobowiązanie częściowej denuklearyzacji dostał od świata zachodniego decyzję o zniesieniu wieloletnich sankcji gospodarczych. Wygłodniały zagranicznych inwestycji natychmiast zaczął przyciągać do siebie wielkie firmy, w tym europejskie. Donald Trump uznał jednak Iran za swojego nowego wroga i z porozumienia się wycofał, jednocześnie nakładając sankcje. I znów są to sankcje eksterytorialne. Chodzi nie tylko o firmy amerykańskie, ale każdą spółkę, która chce inwestować w Iranie, a ma jednocześnie jakieś interesy w USA. To natychmiast wykluczyło wielkie koncerny.

W Iranie mogłyby inwestować małe i średnie firmy, niezainteresowane amerykańskim rynkiem, ale te z kolei nie mogą liczyć na finansowanie, bo bank może też zostać objęty sankcjami, a rozliczenia, jeśli odbywają się w dolarach, będą po prostu zablokowane. Stąd budowana od miesięcy brytyjsko-francusko-niemiecka spółka Intex (te kraje negocjowały porozumienie atomowe z Iranem), która ma tę blokadę omijać.

Jednak, jak twierdzi agencja Bloomberg, wysoki przedstawiciel Departamentu Skarbu już napisał list w tej sprawie, którym grozi Inteksowi, i każdemu w jakikolwiek sposób powiązanemu z tą spółką, zablokowaniem dostępu do amerykańskiego systemu finansowego. UE z pewnością zareaguje na to akcją odwetową lub skargą do Międzynarodowej Organizacji Handlu, co tylko wydłuży listę biznesowych sporów z USA.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA