fbTrack

Polityka

Wojna z agentami

Ludmiła Aleksiejewa, szefowa Moskiewskiej Grupy Helsińskiej, od lat walczy o prawa człowieka w Rosji
AFP
Duma zmieniła ustawę o organizacjach pozarządowych. To koniec ich poważnej działalności, jeżeli korzystają ze wsparcia finansowego z zagranicy.

Zainicjowana przez prezydenta Władimira Putina kontrowersyjna ustawa została przegłosowana w Dumie jeszcze cztery lata temu. Od tamtej pory wszystkie organizacje pozarządowe (NGO) w Rosji, które otrzymują zagraniczne granty oraz prowadzą działalność polityczną, powinni się zarejestrować w Ministerstwie Sprawiedliwości jako „agenci zagraniczni".

Tyle że kwestia działalności politycznej nie została sprecyzowana przez ustawodawcę. Zrobiła to wczoraj rosyjska Duma.

Zgodnie z tą ustawą za działalność polityczną w Rosji uznaje się nie tylko udział w manifestacjach i protestach, ale także przeprowadzenie dyskusji publicznych oraz wszelkiego rodzaju krytykę pod adresem władz państwowych. Dotyczy to także organizacji, które obserwują procesy wyborcze w Rosji.

– W ten sposób władze legitymizują swoje działania, by dalej dusić społeczeństwo obywatelskie w Rosji – mówi „Rz" Siergiej Nikitin, szef moskiewskiego oddziału Amnesty International. – By działalność nie została uznana za polityczną, pracownikom NGO w Rosji nie pozostaje nic innego, jak tylko grać w domino w zamkniętym na klucz biurze – konkluduje.

W przeciwnym wypadku dofinansowywane z zagranicy organizacje będą się musiały zgodzić na prowadzenie swojej działalności pod szyldem „zagranicznego agenta", co w Rosji od czasów radzieckich jest synonimem szpiega. – Wtedy komunistyczne gazety ciągle donosiły o licznych zatrzymaniach funkcjonariuszy zagranicznych wywiadów, a dzisiaj władze piętnują niezależne rosyjskie organizacje pozarządowe – twierdzi Nikitin.

W ten sposób na listę „agentów" trafiło już ponad 100 rosyjskich organizacji. Wiele z nich postanowiło zakończyć swoją działalność. Swoją likwidację ogłosiła niedawno fundacja Dinastia, która przez wiele lat wspierała projekty młodych rosyjskich naukowców.

Do grona „szpiegów" dołączono m.in. stowarzyszenie dokumentujące zbrodnie sowieckie Memoriał, organizację prowadzącą ostatnie muzeum Gułagu – Perm 36, a także największą rosyjską organizację zajmującą się obroną praw człowieka – Ruch Praw Człowieka – której udało się wypisać się z tej listy.

– Nikt w Rosji na poważnie nie będzie traktował takiej organizacji. Często musimy interweniować w sprawie łamania praw człowieka w wojsku. Jak taki pułkownik potraktuje pismo od „zagranicznego agenta"? Wyrzuci je do śmietnika – dodaje.

– Musiałem zrezygnować z zagranicznego finansowania i znaleźć fundusze w Rosji, ale nie wiem, na jak długo tych funduszy wystarczy i co będziemy robili dalej– mówi „Rz" Lew Ponomariow, lider Ruchu Praw Człowieka.

Po wprowadzeniu kontrowersyjnej ustawy na Kremlu mówiono, że każda pozarządowa organizacja może się ubiegać o środki na swoją działalność z budżetu państwa. Nawet ta, która zostanie zarejestrowana jako „agent zagraniczny".

– Kremlowskie granty przeważnie dostają sympatyzujące z władzą organizacje, takie jak Nocne Wilki (rosyjski klub motocyklowy, którego członkowie brali udział w aneksji Krymu) – tłumaczy Nikitin. – Niezależna organizacja, która weźmie pieniądze od Kremla, musi się liczyć z tym, że w każdej chwili ktoś może zapukać do drzwi – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL