Korespondencja z Budapesztu
Jeszcze przed przylotem do stolicy Węgier w poniedziałek wczesnym popołudniem Karol Nawrocki zrozumiał, jak wielki zrobił błąd, przyjmując zaproszenie Viktora Orbána. A przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Dzień wcześniej „Rzeczpospolita” pisała, że „prezydent Nawrocki wybrał jak Kreml. Orbána”. Już w Przemyślu, gdzie przedpołudniem spotkał się z mającym zasadniczo rolę ceremonialną prezydentem Węgier Tamásem Sulyokiem, Nawrocki znalazł się w defensywie. Na konferencji prasowej musiał przekonywać, że jest wrogiem Putina. Ale gdy reporter TVN raz jeszcze powrócił do tego tematu, Nawrockiemu puściły nerwy.