fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Rusza Instytut De Republica. Ma promować polską naukę

premier Mateusz Morawiecki
Fotorzepa, Jakub Czermiński
Instytut De Republica ma działać na rzecz promocji polskiej nauki. Nie wiadomo jednak, dlaczego premier powołał placówkę w tak błyskawicznym tempie.

W poniedziałek rozpoczyna działalność Instytut De Republica – nowa jednostka budżetowa przy premierze, którego celem ma być – jak czytamy w statucie – m.in. prowadzenie działalności wydawniczej, popularyzatorskiej, promowanie w Polsce i za granicą polskich publikacji naukowych. Ponadto – współpraca ze środowiskiem naukowym, w tym ze szkołami wyższymi i instytucjami działającymi na rzecz rozwoju polskiej książki naukowej, a także organizacja konferencji naukowych i edukacyjnych.

Powołany naprędce instytut (Monitor Polski opublikował zarządzenie premiera w tej sprawie 16 lutego – zaledwie sześć dni przed uruchomieniem instytutu) nie kojarzy się z zadaniami szefa rządu, a raczej ministra edukacji i nauki Przemysława Czarnka. Zakres jego działania wprawił w konsternację nie tylko opozycję, ale również partię rządzącą.

– Trudno mi komentować tę propozycję, bo o sprawie dowiaduję się od pani – przyznaje w rozmowie z „Rzeczpospolitą" Zbigniew Dolata, poseł PiS i wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży. Z kolei urzędnik Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, zastrzegając anonimowość, zaznacza: – To jest poza nami, nie mamy pojęcia, po co premier powołał taki instytut. Nie wygląda to na jego pomysł.

Powołanie wydawniczo-naukowego instytutu premiera zbiega się z ostatnim kontrowersyjnym pomysłem ministra Czarnka, który zmienił listę czasopism naukowych (o tysiąc nowych, w tym 73, które nie były rekomendowane przez Komisję Ewaluacji Nauki) oraz zasady punktacji za publikacje w nich. Dotychczasowa zasada była taka, że za publikację w prestiżowym periodyku pracownik naukowy otrzymywał więcej punktów, a jego uczelnia – więcej pieniędzy. Niesmak wywołał fakt, że część czasopism z nowej listy to pisma, w których publikuje prof. Czarnek, a także wydawnictwa związane z obecnym rządem.

Instytut De Republica (Instytut o Rzeczypospolitej) ma mieć radę naukową pełniącą „funkcje opiniodawcze i doradcze", których członków (od 10 do aż 30) powołuje sam premier. Kto stanie na jej czele? Tego nie udało nam się ustalić.

Nieznane są również koszty instytutu, ponieważ został utworzony zarządzeniem premiera, a nie rozporządzeniem czy ustawą, jak np. powołana w styczniu 2019 r. pararządowa Fundacja Platforma Przemysłu Przyszłości. Przy zarządzeniu nie muszą być wskazane skutki regulacji, a więc koszty.

Izabela Leszczyna, była wiceminister finansów, posłanka Koalicji Obywatelskiej, twierdzi, że tworzenie nowego instytutu to nic innego jak tylko wyrzucanie pieniędzy w błoto.

– Rząd PiS namnożył tyle agencji, funduszy i instytutów, że gdyby spytać dzisiaj ministra finansów, jaki jest koszt ich funkcjonowania, to z pewnością by nie wiedział. A są to miliardy, których brakuje na ratowanie życia Polaków. Instytut De Republica to kolejna taka wydmuszka niebędąca żadną wartością dodaną dla polskiej nauki, badań czy edukacji – zaznacza posłanka Leszczyna. Jej zdaniem „działaczom PiS chodzi o jeszcze jedną synekurę dla dyrektora, dwóch zastępców, kilku koordynatorów oraz 30 członków »Rady Naukowej«, którzy także będą pobierać wynagrodzenie". – W czasie, gdy nie ma pieniędzy na nowoczesne terapie onkologiczne, a deficyt państwa sięga 85 miliardów zł, to nieodpowiedzialne, a nawet nikczemne postępowanie rządu – kwituje Izabela Leszczyna.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA