fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Marian Banaś wymienia swoich ludzi

Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Prezes NIK pożegnał się z byłym policjantem, którego sam zatrudnił. Powody oficjalne różnią się od nieoficjalnych.

Marian Banaś rezygnuje z ludzi, których niedawno sam przyjął do pracy - Dariusza Błachnia, pełniącego obowiązku dyrektora Biura Organizacyjnego NIK, a także jego zastępcy - Dariusza Wawrzyniaka. Sprawa odbiła się głośnym echem w Izbie.

- Poszło o wizję „organizacji pracy”, a sprawę przypieczętował narastający konflikt z synem prezesa Banasia – słyszymy nieoficjalnie od osoby z bliskiego kręgu odwołanych.

Sam zainteresowany tak mówi „Rzeczpospolitej” o swoim odejściu: - Moja umowa z prezesem miała charakter czasowy i okresowy. Rozstaliśmy się za porozumieniem stron, w dobrych relacjach.

Dariusz Błachnia to były policjant, jeden z nielicznych, ściągniętych do NIK przez Banasia, który cieszył się opinią dobrego fachowca, bez rys na wizerunku i „plam" w zawodowej karierze. W czwartek złożył rezygnację z pracy (o rozwiązanie umowy za porozumieniem stron). Dlaczego panowie się rozstali?

- Bo Błachnia chciał odchudzić administrację w NIK, i nie pozwolił, żeby ktoś nieuprawniony wydawał mu polecenia - słyszymy od naszego informatora.

Jak tłumaczy, w NIK jest 60 proc. kontrolerów i 40 proc. administracji. Błachnia proponował, żeby te proporcje zmienić i doprowadzić do tego, żeby było 80 proc. kontrolerów i 20 proc. administracji. Miał też przeforsować pomysł podwyżek dla kontrolerów, i zaproponować powstanie wydziału kontroli doraźnej, do szybkich kontroli aktualnych tematów.

Według naszych rozmówców Błachnia nie mógł się dogadać z synem Mariana Banasia - Jakubem, który jest społecznym doradcą swojego ojca. Choć to ewidentny konflikt interesów, prezes nic sobie z tego nie robi.

Syn-doradca na mocy zarządzenia prezesa-ojca otrzymał wyjątkową pozycję w NIK. M.in. zobowiązuje dyrektorów w NIK, by udzielali społecznym doradcom „wszelkich informacji oraz przekazywania dokumentów”.  Wynikająca z zarządzenia koncepcja pracy społecznych doradców nie będących pracownikami NIK narusza zobowiązania do przestrzegania tajemnicy kontrolerskiej.

- Błachnia to legalista, dał się namówić na przyjście do NIK nie dla pieniędzy, ale żeby coś zrobić dla państwa. Rola figuranta go nie interesuje – twierdzi jeden z naszych rozmówców.

Zanim Dariusz Błachnia przyszedł do NIK (gdzie był zatrudniony przez pięć miesięcy) pracował w Policji. Ma długi staż w służbie, był nazywany "pierwszym kadrowym policji" - był wicedyrektorem kadr w Komendzie Głównej, a wcześniej - szefem tej komórki w komendzie wojewódzkiej w Radomiu. Z policji odszedł po konflikcie z obecnym szefem KGP. Błachnia chciał radykalnie reformować od lat niezmieniane zasady naboru do służby, i na tym tle starł się z komendantem głównym Jarosławem Szymczykiem. W efekcie został przez niego odsunięty i skierowany "do dyspozycji". Po wielu miesiącach pozostawania bez przydziału i zajęcia, odszedł ze służby, a sprawę skierował do sądu. W niektórych już zapadły korzystne dla niego wyroki.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA