fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Sky News: Boris Johnson potrzebuje wojennego gabinetu

AFP
Boris Johnson potrzebuje wojennego gabinetu - pisze komentatorka Sky News, Beth Rigby, która spodziewa się, że "rządy Johnsona mogą być bardzo krótkie".

Komentatorka Sky News zwraca uwagę, że o ile Theresa May potrzebowała sformować gabinet, który będzie zmierzał do zawarcia umowy z UE, utrzymując w nim równowagę między zwolennikami i przeciwnikami brexitu, o tyle Johnson potrzebuje "wojennego gabinetu", który będzie w stanie przeprowadzić brexit bez umowy jeśli będzie taka konieczność.

"Znajdując się na kursie kolizyjnym z parlamentem - i wieloma parlamentarzystami swojej partii (...) nie może sobie pozwolić, aby mieć wrogów w swoim własnym gabinecie" - pisze Rigby.

Dlatego - jak spodziewa się Sky News - z rządu odejdą przeciwnicy twardego brexitu: Philip Hammond, David Lidington, David Gauke i Rory Stewart, którzy sprzeciwiają się twardemu brexitowi.

"To nie będzie gabinet, który ma jedynie przeprowadzić brexit, to będzie gabinet, który ma walczyć w wojnie toczącej się w partii i przeciwko parlamentowi. Kiedy tylko Johnson sięgnie po koronę, rebelia (w partii i parlamencie) się rozpocznie" - pisze komentatorka Sky News.

Jak pisze Rigby przeciwnicy Johnsona już zwierają szeregi przeciwko niemu. Adwersarze Johnsona mają być przekonani, że będą w stanie obalić jego rząd, gdyby te chciał zmierzać do twardego brexitu.

"Będzie premierem, który nie tylko musi przygotować brexit, ale również przygotować (partię) do wyborów. To, aby nastąpiły później (po brexicie) musi być dla niego absolutnym priorytetem - byłoby politycznym samobójstwem iść do wyborów nie przeprowadzając brexitu - dlatego gabinet będzie wypełniony kolegami (Johnsona) zdeterminowanymi, by przeprowadzić brexit".

"Przeprowadzając brexit - z umową czy bez (...) Johnson może stracić kraj. Jego rządy mogą okazać się bardzo krótkie" - podsumowuje Rigby.

Partia Konserwatywna zapowiedziała, że 23 lipca poznamy nazwisko nowego lidera torysów a zarazem nowego premiera Wielkiej Brytanii, którego 160 tys. członków partii wybierze spośród dwójki: Boris Johnson (były szef MSZ, były mer Londynu) i Jeremy Hunt (obecny szef MSZ).

Dwójkę kandydatów na stanowisko szefa partii i premiera wyłonili w serii głosowań posłowie Partii Konserwatywnej. Ostatecznego wyboru dokonują jednak wszyscy członkowie partii. Faworytem wyborów jest Johnson.

Boris Johnson zapowiedział, że jako premier Wielkiej Brytanii na pewno doprowadzi do brexitu do 31 października. Johnson jest przekonany, że uda mu się wynegocjować nową umowę ws. brexitu z UE, ponieważ umowa wynegocjowana przez Theresę May jest "martwa".

Johnson zadeklarował też, że jest gotów przeprowadzić tzw. twardy brexit - czyli brexit bez umowy. Przeciwko takiemu rozwiązaniu przeciwna jest jednak część parlamentarzystów Partii Konserwatywnej. Niektórzy z nich deklarują, że gdyby rząd Johnsona zmierzał do twardego brexitu, zagłosowaliby za wotum nieufności dla własnego gabinetu, co oznaczałoby przedterminowe wybory do Izby Gmin.

Do zmiany premiera doszło po tym, jak w związku z impasem ws. brexitu, spowodowanym trzykrotnym odrzuceniem przez Izbę Gmin umowy wynegocjowanej z UE przez Theresę May, Bruksela musiała opóźnić datę wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii (pierwotnie miało do tego dojść 29 marca) - najpierw na 12 kwietnia/22 maja, a potem na 31 października.

W tzw. głosowaniach orientacyjnych przeprowadzonych w Izbie Gmin żadne z rozwiązań impasu, alternatywnych wobec umowy Theresy May, nie zdobyło większości. Najbliżej większości była propozycja wejścia przez Wielką Brytanię w unię celną z UE po brexicie.

Umowa wynegocjowana przez May była za każdym razem odrzucana m.in. głosami części posłów Partii Konserwatywnej i popierającej rząd Demokratycznej Partii Unionistycznej. Powodem sprzeciwu polityków partii rządzącej wobec umowy brexitowej wynegocjowanej przez szefową rządu jest zawarty w niej mechanizm tzw. backstopu, czyli tymczasowe pozostanie przez Wielką Brytanię w unii celnej z UE, aby uniknąć odtworzenia regularnej granicy celnej między Irlandią a Irlandią Północną, co stałoby w sprzeczności z postanowieniami tzw. porozumienia wielkopiątkowego z 1998 roku, które zakończyło konflikt w Irlandii Północnej.

W związku z drugim przełożeniem daty brexitu na Wyspach musiały odbyć się wybory do PE, które wygrała Partia Brexitu Nigela Farage'a, a torysi ponieśli w nich największą porażkę w wyborach powszechnych w swojej historii.

May podała się do dymisji 7 czerwca. Premierem Wielkiej Brytanii była od 2016 roku, od czasu referendum, w którym Brytyjczycy opowiedzieli się za wyjściem z UE, po którym do dymisji podał się David Cameron.

Brytyjczycy podjęli decyzję o wyjściu z UE w referendum z 23 czerwca 2016 roku. Za wyjściem z Unii głosowało 51,89 proc. respondentów, przeciw - 48,11 proc. Zwolennicy pozostania w UE stanowili większość spośród głosujących w Szkocji (62 proc.) oraz Irlandii Północnej (56 proc.), a także na Gibraltarze (95,9 proc.).

Źródło: Sky News
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA