fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Polska nie chce teraz Macrona

AFP
8–9 kwietnia prezydent Francji miał składać wizytę nad Wisłą. Ale rząd się przestraszył, że poprze opozycję przed eurowyborami – dowiaduje się „Rzeczpospolita”.

Dwudniowa wizyta Emmanuela Macrona była szykowana od grudnia. Termin, choć już nie szczegółowy program, został ustalony, gdy z Warszawy przyszedł sygnał, że lepiej będzie, jeśli francuski przywódca pojawi się nad Wisłą dopiero w czerwcu. Powód: obawa, że prezydent wykorzysta swój pobyt dla krytyki ekipy PiS i wsparcia Koalicji Europejskiej.

Czy rzeczywiście istniało takie ryzyko, nie jest jasne. Protokoły dyplomatyczne obu krajów ustalają programy wizyt na najwyższym szczeblu w najmniejszych szczegółach, nie pozostawiając wiele czasu na improwizację. Ale też Macron w przeszłości wielokrotnie ostro krytykował rząd PiS, mówiąc np. latem ub.r. w Sofii, że „Polska zasługuje na lepszy rząd”.

Cena odwołania przyjazdu Francuza dla ekipy u władzy w Polsce może jednak być wysoka. Źródła rządowe przyznały „Rz”, że „to będzie wizyta roku”: najbardziej spektakularny znak, że Polska pod rządami partii Jarosława Kaczyńskiego nie jest już izolowana i znów uczestniczy w grze z najważniejszymi partnerami europejskimi. To wytrąciłoby kluczowy argument wyborczy opozycji.

Teraz wcale nie wiadomo, czy rzeczywiście Macron znajdzie w czerwcu czas na przyjazd do Polski. Całkiem możliwe, że wizyta zostanie przełożona dopiero na czas po wyborach parlamentarnych w Polsce.

Rzecz zaskakująca, ostatni raz prezydent Francji (był to Francois Hollande) przyjechał nad Wisłę z pełną, dwustronną wizytą pięć i pół roku temu, w listopadzie 2013 r. Później Hollande zjawiał się w naszym kraju tylko na parę godzin, aby wziąć udział w rocznicy obalenia komunizmu (czerwiec 2014 r.)  i wyzwolenia Auschwitz (styczeń 2015 r.). Miał przyjechać do Warszawy w październiku 2016 r., ale wizyta została w ostatniej chwili odwołana z powodu zerwania przez Polskę w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach kontraktu na zakup helikopterów Caracal. Macron jako prezydent w Polsce nie był nigdy.

Sygnałem otwarcia ze strony Francji był przyjazd w styczniu minister ds. europejskich Nathalie Loiseau i ministra gospodarki Bruno Le Maire miesiąc później. Jednak do Warszawy na 20. rocznicę poszerzenia NATO nie został zaproszony minister obrony Francji Jean-Yves  Le Drian, choć przybyła jego niemiecka odpowiedniczka – Ursula von der Leyen.

Przyjazd przywódcy drugiego najbardziej wpływowego kraju w Unii stworzyłby Polsce możliwość bardzo konkretnych uzgodnień. Co prawda w exposé w Sejmie w miniony czwartek szef MSZ Jacek Czaputowicz podkreślił, że „wizje integracji obu krajów” się rozchodzą. Jednak z powodu sprzeciwu Niemiec Francja zaniechała najbardziej niebezpiecznego dla Polski projektu: budowy Europy dwóch prędkości w oparciu o bardziej zintegrowaną strefę euro.

Oba kraje mają natomiast wielki wspólny interes w obronie wspólnej polityki rolnej w nowym budżecie Unii po 2020 r. Na ich uzgodnienie będzie mało czasu, bo poważne negocjacje zaczną się dopiero późną jesienią po ukonstytuowaniu się nowej Komisji Europejskiej i europarlamentu.

Polskę łączą też z Francją przywiązanie do budowy poważnych sił zbrojnych, tym bardziej że w niedawnym manifeście w sprawie przyszłości integracji Macron podkreślił, że ta inicjatywa musi być kompatybilna z NATO.

Problemem spornym pozostają natomiast protekcjonistyczne inicjatywy forsowane przez Francję w ramach jednolitego rynku, ostatnio w sprawie pracowników delegowanych i spedytorów drogowych, a także próby wprowadzenia w całej Unii wspólnych norm socjalnych, takich jak pensja minimalna.

Ale kluczowe znaczenie ma zmiana podejścia Francji do Polski. Macron zrozumiał, że izolacja Warszawy w zjednoczonej Europie nie jest możliwa, w szczególności dlatego, że nie zgodzą się na to Niemcy. Wybuch protestów „żółtych kamizelek” w listopadzie i próba przywrócenia przez rząd spokoju społecznego za cenę subwencji socjalnych wartych 10 mld euro, na które tak naprawdę kraju nie stać, pokazały także, jak ograniczone są możliwości działania prezydenta.

W minioną sobotę Macron dał się zaskoczyć protestującym: podczas gdy na Polach Elizejskich chuligani z niezwykłą siłą niszczyli sklepy (ich ofiarą padła nawet ulubiona restauracja Francois Mitterranda, prestiżowy Fouquet’s), prezydent był na nartach w Pirenejach, a jego minister spraw wewnętrznych Christophe Castaner bawił się w jednej z dyskotek stolicy. To stworzyło wrażenie, że władza nie kontroluje sytuacji.

O przyszłości prezydentury Macrona zdecyduje przeprowadzenie w tym roku dwóch reform: systemu zabezpieczeń dla bezrobotnych oraz ograniczenia liczby urzędników. Słaba koniunktura (zdaniem Banku Francji gospodarka będzie się w tym roku rozwijała w tempie tylko o 1,3 proc.) nie ułatwia tego zadania. O pozycji prezydenta zdecyduje także wynik wyborów do europarlamentu. Na razie jego ugrupowanie En Marche! idzie w sondażach łeb w łeb ze Zjednoczeniem Narodowym Marine Le Pen.

 

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA