Polityka

Kreml chce kupić Białoruś

Aleksandr Łukaszenko i Władimir Putin spotkali się 21 września w Soczi. Zaledwie trzy tygodnie później, w czwartek i piątek, będą rozmawiać w Mohylewie
AFP
Moskwa nalega, aby za wsparcie finansowe władze w Mińsku dokonały geopolitycznego wyboru.

Wpływowy rosyjski dziennik „Kommiersant” twierdzi, że białorusko-rosyjskie relacje przeżywają poważny kryzys. „Moskwę denerwuje polityka Łukaszenki, który siedzi okrakiem na barykadzie. Chodzi o jego gry z Zachodem oraz przyjazne relacje z Ukrainą. Białoruś domaga się kredytów i chce, by ją traktowano jako rosyjski region, a jednocześnie chce zachować niepodległość i suwerenność” – napisał we wtorek dziennik. Sugeruje on jednocześnie, że toczące się obecnie rosyjsko-białoruskie negocjacje w sprawie ceny ropy i gazu nie będą łatwe. „Według nieoficjalnych informacji cierpliwość Moskwy się kończy” – podkreślił „Kommiersant”.

Jeszcze w maju Władimir Putin zapowiedział, że do 2024 roku w Rosji zostanie przeprowadzony tzw. manewr podatkowy, w wyniku którego cena ropy dla rosyjskich rafinerii wzrośnie. To samo będzie dotyczyło tych położonych na Białorusi, co negatywnie wpłynęłoby na budżet państwa. Władze w Mińsku już zaczęły negocjacje z Gazpromem w sprawie ceny na gaz w latach 2020–2024. Oprócz tego Białoruś czeka na 1 mld rosyjskiego kredytu, który miałby zostać wypłacony na początku 2019 roku. Moskwa na razie milczy.

We wrześniu Aleksander Łukaszenko pojechał do Soczi, by z Putinem porozmawiać „o przyszłości dwustronnych relacji”. Żadnego porozumienia nie ma, następne spotkanie odbędzie się w piątek w białoruskim Mohylewie.

– Tym razem Rosja postawiła konkretny warunek. Łukaszenko jako sojusznik powinien wykonać pewne kroki. Ogólnie mówiąc, Białoruś musi się określić i dokonać geopolitycznego wyboru – mówi „Rzeczpospolitej” politolog Aleksiej Muchin, szef moskiewskiego Centrum Informacji Politycznej, pracującego m.in. na zlecenie Kremla.

Wydawałoby się, że wybór ten został dokonany jeszcze w 1995 roku, gdy Łukaszenko przeforsował referendum, które jako priorytet państwa białoruskiego wyznaczyło integrację ze wschodnim sąsiadem. Wtedy też nadał językowi rosyjskiemu status państwowego (w latach 1990–1995 językiem państwowym był białoruski) i rozpędził demokratycznie wybrany parlament. Od tamtej pory rządzi twardą ręką, eliminując wszystkich przeciwników politycznych, tłumiąc wolność słowa i likwidując instytucje demokratyczne.

Rządzi od prawie ćwierćwiecza dzięki wielomiliardowym rosyjskim dotacjom w postaci tanich surowców energetycznych oraz licznych kredytów. W zamian Kreml domagał się całkowitej lojalności władz w Mińsku.

Po raz pierwszy lojalności zabrakło w 2008 roku, gdy Rosja oderwała od Gruzji Abchazję i Osetię Południową. Łukaszenko nie uznał niepodległości samozwańczych republik i prawie natychmiast białoruscy producenci żywności zostali zablokowani przez rosyjskie służby fitosanitarne. Zaczęło się od mleka, a skończyło na długich targach o cenę gazu, który Białoruś kupuje najtaniej w Europie.

Napięcie wzrosło w 2010 roku, gdy ówczesny prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew zwrócił się do narodu białoruskiego oraz osobiście do Łukaszenki. Wezwał wtedy białoruskiego przywódcę do przeprowadzenia śledztwa w sprawie „licznych głośnych zaginięć”. Chodziło o porwanych opozycyjnych polityków i dziennikarza w latach 1999–2000 – sprawa ta do dziś rzuca cień na władze w Mińsku.

Konflikt ten zakończył się jeszcze większą integracją Białorusi z Rosją. Mińsk przystąpił do Unii Celnej kosztem współpracy gospodarczej z Unią Europejską. Łukaszenko wywalczył tani gaz, ale w zamian sprzedał rosyjskiemu monopoliście białoruskie gazociągi.

Władze w Mińsku miały kilka lat spokoju, dopóki Rosja nie anektowała Krymu i nie rozpętała wojny w Donbasie. Wtedy lojalności wobec Moskwy zabrakło po raz drugi. Z jednej strony białoruska delegacja w ONZ zagłosowała przeciwko rezolucji opowiadającej się za integralnością terytorialną Ukrainy. Do dziś jednak Mińsk nie uznał oficjalnie „rosyjskości Krymu”. Łukaszenko zachował dobre relacje z Kijowem, o czym świadczy rosnąca od kilku lat wymiana handlowa. Jednocześnie od kilku lat Mińsk próbuje ocieplać relacje z Zachodem, a białoruska dyplomacja na każdym kroku podkreśla, że kraj prowadzi „wielowektorową politykę za granicą”.

Wszystko wskazuje na to, że Łukaszenko znalazł się w pułapce prowadzonej przez siebie polityki, która przez wiele lat opierała się wyłącznie na integracji z Rosją. – Nikt inny nie udzieli mu na taką skalę wsparcia finansowego i nie da takich rabatów na ropę i gaz – mówi „Rzeczpospolitej” Waler Karbalewicz, znany białoruski politolog.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL