Reklama

„Taco Hemingway”. Czym żyje rapowa scena

Pamiętam sprzed 12 lat bitwę freestyle'ową (zawody w rapowej improwizacji), o której Pivot wolałby zapewne zapomnieć. Wypełniony po brzegi klub muzyczny Graffiti w Lublinie. Za mikrofon chwyta chudy, krótko obcięty dwudziestoletni chłopak. Losuje temat, na jaki ma rapować, DJ puszcza muzykę. Po chwili próbuje coś z siebie wydusić. Szybko się zacina. Odkłada mikrofon i jak niepyszny zeskakuje ze sceny.

Publikacja: 29.12.2017 15:00

Kamil Pivot, „Tato Hemingway"

Kamil Pivot, „Tato Hemingway"

Foto: Rzeczpospolita

Nikt wśród publiczności nie gwizdał. Może okazano mu współczucie. A może źle zapamiętałem, bo po prostu to mnie zrobiło się przykro. Słyszałem, jak ten chłopak rapował w pociągu, i spodobały mi się jego błyskotliwe porównania. Ale już wtedy nie dało się nie zauważyć, że przy każdym nieśmiało wyrzucanym z siebie wersie Pivot walczy nie tyle z tematem, ile z samym sobą.

Pozostało jeszcze 87% artykułu

4 zł tygodniowo przez rok !

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.

Kliknij i poznaj szczegóły oferty

Reklama
Plus Minus
„Sny o pociągach”: Życie i cała reszta
Plus Minus
„Code Vein II”: Uważaj na zjawy
Plus Minus
„Zabójcza przyjaźń”: Nieogarnięty detektyw
Plus Minus
Gość „Plusa Minusa” poleca. Prof. Krystian Jażdżewski: Jak żyć, kiedyś i teraz
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama