„Po zmierzchu” Murakamiego to książka, którą dostałam na Boże Narodzenie. Wpisuje się ona w charakterystyczny dla literatury azjatyckiej sposób opowiadania. Mam poczucie, że w takich historiach fabuła nie prowadzi do jednej, wyraźnej puenty, lecz po prostu płynie, pozwalając czytelnikowi być w niej przez pewien czas. Sens nie polega tu na domknięciu wszystkich wątków, ale na samym doświadczeniu opowieści. Dla mnie było to jednocześnie interesujące i frustrujące, bo lubię wyraźne zakończenia, dlatego zostałam z poczuciem niedosytu. Nie był on pozytywny, choć rozumiem, że dla wielu osób właśnie w tym tkwi siła tej książki.