fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Tomasz Terlikowski: Szopka, choinka i inne narzędzia opresji

Tomasz P. Terlikowski
Fotorzepa, Rafał Guz
Jak co roku, w grudniu wybucha medialno-prawna wojna o Boże Narodzenie. Zwolennicy politycznej poprawności i rzekomo obrażanych przez choinki, krzyżyki, szopki i inne świąteczne symbole muzułmanów i ateistów, wytaczają ciężkie działa prawne i doprowadzają do usunięcia symboli, a ich przeciwnicy próbują zrobić wszystko, by zachować choć część świątecznych znaków i zwyczajów.

Nie inaczej jest w tym roku. Wojna toczy się na różnych frontach. I tak we włoskiej Cremonie na czoło obrońców politycznej poprawności wysforował się miejscowy proboszcz, który... zakazał zbudowania na cmentarzu szopki. – Niewielka część cmentarza zarezerwowana jest dla muzułmanów – oznajmił ks. Sante Braggie. – Żłóbek umieszczony w zasięgu ich wzroku mógłby być odczytywany jako brak szacunku dla wyznawców innych religii, ranić uczucia muzułmanów, hinduistów, a także ateistów – uzupełniał. Jego poprzednik na stanowisku proboszcza skomentował rzecz krótko, ale dosadnie. – Serio? Nie wierzę w to – mówił ks. Oreste Mori. – Nie możemy odrzucać naszej kultury i tradycji – dodawał w rozmowie z „Corriere della Serra".

Niszczenie bożonarodzeniowych tradycji dokonuje się jednak niekoniecznie pod pozorem ochrony muzułmanów. W Stanach Zjednoczonych w miejscowości Knightstville co roku 12 grudnia rozświetlano wielką choinkę. Tym razem się to nie udało, bo radykalnie ateistyczna ACLU zablokowała uroczystość, bowiem na choince znajdował się krzyż, a to przecież narusza „nie-święte" standardy laickości. Choinki więc nie ma, i to mimo, że sam Donald Trump zapewnił swoich zwolenników, iż od teraz w kwestii świąt kończy się okres politycznej poprawności. „Wesołych świąt Bożego Narodzenia dla wszystkich, szczęśliwego Bożego Narodzenia" – mówił Donald Trump do swoich zwolenników.

Od teraz na sklepach, przekonywał, w centrach handlowych mają ponownie zawisnąć napisy „Merry Christmas". – Musimy ponownie zacząć mówić o Bożym Narodzeniu – mówił Trump.

Ta wojna o symbole nie toczy się między chrześcijanami a niewierzącymi, między osobami zaangażowanymi religijnie a rzekomo napastowanymi przez nich ateistami. To spór między zwolennikami normalności (a czymś normalnym jest wspólne, kulturowo uwarunkowane, świętowanie) a radykalnymi ateizatorami, a może wręcz chrystofobami, którzy chcą wyplenić z przestrzeni publicznej wszystko, co w jakikolwiek sposób kojarzy im się ze znienawidzoną religią, z krzyżem, Jezusem Chrystusem itd.

Wśród zwolenników normalności nie brak ludzi niewierzących, niepraktykujących, a nawet wyznawców innych religii. W Polsce w wielu domach tatarskich co roku jest choinka. I nikomu to nie przeszkadza. Nie bardzo też wiadomo, w jakiż to sposób choinka (symbol ostatecznie świecki) albo szopka miałaby w jakikolwiek sposób obrażać ateistów czy muzułmanów? Ich rzekomo obrażane uczucia są ściemą, która ma ukryć antychrześcijańskie poglądy laicyzatorów.

Ta wojna nie powinna jednak przesłaniać jeszcze innego starcia, które toczy się wokół świąt. Chodzi oczywiście o to, czy świętujemy realnie chrześcijańskie Boże Narodzenie, czy też raczej obchodzimy czas rodzinnego odpoczynku, okres – jak to ujął kiedyś jeden z moich szefów – bombki i choinki? I to już zależy wyłącznie od nas. Od tego, czy wieczerzę wigilijną zaczniemy od lektury Pisma Świętego i krótkiej modlitwy; czy pośpiewamy kolędy; i czy wystarczy nam samozaparcia, by w wigilijny wieczór razem udać się na pasterkę, a potem na kolejne msze święte. Dla wielu może być to przesadna dewocja, ale jeśli Bóg naprawdę się narodził w te święta, to On jest ważniejszy niż wszystkie dekoracje i zewnętrzne walki.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA