fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Western o dziadku i dzikiej smarkuli

materiały prasowe
W Teksasie roku pańskiego 1870 panowała anarchia, każdy czynił to, co sam uważał za słuszne" – czytamy w powieści Paulette Jiles, nominowanej w 2016 r. do prestiżowej na amerykańskim kontynencie National Book Award (przegrała z głośną „Koleją podziemną" Colsona Whiteheada, za którą autor zdobył również Pulitzera). I jak to zazwyczaj bywa w westernach – tych, którzy za słuszne uważają czynić dobro, jest mniej niż tych, dla których słuszne jest rabować i gwałcić. Dlatego też w Teksasie roku 1870 na tych pierwszych czai się wiele niebezpieczeństw.

W „Nowinach ze świata" w roli tego dobrego obsadzony został kapitan Jefferson Kyle Kidd. 71-letni weteran licznych wojen (głównie z Indianami), który wędruje przez południowe terytoria i zarabia na życie, prowadząc publiczne odczyty tytułowych nowin ze świata. Referuje wiadomości i nowinki na podstawie gazet z dalekich stron, np. z Londynu, Berlina i za sprawą krasomówczego talentu w sposób barwny relacjonuje ludziom spragnionym historii z dalekich krajów przeróżne mniej lub bardziej istotne wydarzenia.

Na drodze kapitana Kidda pojawia się niewinna istota, której przyjdzie mu bronić z narażeniem życia. To Johanna Leonberger, 10-letnia dziewczynka z rodziny niemieckich osadników, uprowadzona przez plemię Kiowów, które wychowało ją w swojej koczowniczej obyczajowości. Dziewczynkę po pewnym czasie odbito i decyzją administracyjną postanowiono przywrócić krewnym. Kidd jest właśnie powiernikiem tej misji. Za 50 dolarów w złocie ma przewieźć Johannę trasą, która według jego szacunków powinna zająć trzy tygodnie.

Choć powieść 75-letniej Paulette Jiles jest niewielka rozmiarowo – ma niespełna 200 stron – to trudno powiedzieć, by czegoś w niej brakowało. Z jednej strony dostajemy westernową fabułę z tradycyjnie rozłożonymi akcentami moralnymi. Z drugiej otrzymujemy także portret amerykańskiego Południa II połowy XIX wieku, niedługo po zakończeniu wojny domowej, gdzie podziały społeczno-polityczne wciąż są bardzo głębokie.

„A za kim pan stoisz? Czarnobrody zwrócił się do kapitana. Nagle stał się inny w obejściu. Na kogo byś pan zagłosował? Na Davisa czy Hamiltona?" – takich barwnych fragmentów u Paulette Jiles nie brakuje. Tym ciekawszych, że bohater nie zawsze wie, kogo w danym miasteczku należy popierać, a kogo nie wolno.

Na dodatek czuć w prozie Jiles miesiące pracy dokumentacyjnej. Żaden detal z opisu wnętrz, ubrań czy końskich uprzęży nie sprawia wrażenia wyssanego z palca.

W końcu dostajemy też ciekawą opowieść z pogranicza antropologii kultury, bo „Nowiny ze świata" skupiają się na postaci Johanny i jej tożsamości. Czy jest białą, czy już stała się Kiowką? Co o tym decyduje, kolor skóry i włosów, język, odruchy? Kapitan Kidd z uwagą przygląda się dziewczynce, jej wigorowi, energii i zupełnie nie-białej spontaniczności oraz żywiołowości reakcji.

Ten wątek przywodzi na myśl niedawna powieść „Syn" Philippa Meyera, przetłumaczona na język polski przez Jędrzeja Polaka w 2016 r. Była to powieść o białym chłopaku, któremu Komanczowie zamordowali rodziców, a jego uprowadzili do niewoli, by wychować na jednego ze swoich.

Wszystkie te kwestie Paulette Jiles rozpatruje drobiazgowo, a czasami wręcz zaskakująco. Pisarka potrafi niekiedy uderzyć czytelnika surową frazą godną Cormaca McCarthy'ego, bodaj najważniejszego autora zajmującego się amerykańskim Południem: „Niektórzy przychodzili na świat nieopatrzeni ludzkim sumieniem, i takich należało zabijać".

Paulette Jiles „Nowiny ze świata" przeł. Tomasz S. Gałązka, Wyd. Czarne

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA