fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tomasz P. Terlikowski: In vitro, bioinżynieria – po pierwsze, nie szkodzić

Fotorzepa, Rafał Guz
Odpowiedzialność za to, co się robi, pozostaje jedną z kluczowych kategorii myślenia moralnego. A dotyczy ona nie tylko wyborów jednostkowych, odnoszących się do naszego indywidualnego życia, ale także etyk szczegółowych, ze szczególnym uwzględnieniem etyk medycyny. I nie chodzi tylko o to, by ocenić bezpośrednią korzyść danego rozwiązania, danej techniki, ale także o to, by spróbować również ocenić (a odpowiedzialność za nasze czyny dotyczy nie tylko ich bezpośrednich, ale także pośrednich długofalowych skutków), jakie mogą być efekty naszego działania w dalszej perspektywie.

Doskonale ten problem widać w przypadku rozmaitych technik bioinżynierii, modyfikowania genomu ludzkiego czy powoływania osób ze zmodyfikowanymi układami genetycznymi. Ostatnio głośno było o „odkryciu", czy może lepiej powiedzieć „osiągnięciu", chińskiego uczonego He Jiankui, który próbował stworzyć u bliźniąt mutację genetyczną mającą uniemożliwić w przyszłości zakażenie wirusem HIV. Kłopot z tą mutacją polega tylko na tym, że według innych uczonych z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley mutacja taka zwiększa prawdopodobieństwo śmierci między 41. a 78. rokiem życia o 21 proc. Uczeni przeskanowali ponad 400 tys. zapisów zawartych w brytyjskiej bazie danych UK Biobank i stwierdzili, że osoby, które miały dwie zmutowane kopie genu (a ona właśnie miała chronić przed HIV), umierały znaczenie częściej we wspomnianym okresie życia niż osoby z jedną lub bez takiej kopii.

Jaka jest tego przyczyna? Jedną z odpowiedzi może być to...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA