fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Lao Che, czyli słowne grepsy już nie wystarczą

materiały prasowe
Ostatnie dziesięć lat to nie był najlepszy okres dla polskiego rocka. Skutki eksplozji, jaka miała miejsce w latach 90. i pod koniec 80., trwają do dziś: na listach najlepszych zespołów królują Hey, Acid Drinkers, Kult, T.Love, Armia czy Voo Voo.

A nowych, rockowych wybuchów brak. No, prawie brak. Bo debiut Lao Che, „Gusła" z 2002 r., i następujące po nim płyty „Powstanie Warszawskie" i „Gospel" to była prawdziwa supernowa. Ich najnowsza płyta, „Wiedza o społeczeństwie", choć ciekawa brzmieniowo, taką supernową raczej nie będzie.

Nic dziwnego, że muzykę Lao Che określa się jako crossover – także korzenie zespołu są plątaniną różnych stylów. Mariusz „Denat" Denst i Hubert „Spięty" Dobaczewski znają się z płockiej sceny deathmetalowej, a potem grali razem hip-hop. „Denat" grał też elektronikę z zespołem Himills Bach, a w muzyce Lao Che słychać również mnóstwo innych gatunków – jazz, big beat, psychodelię, ale i echa tego, co nazwano w latach 80. „rockiem harcerskim" (np. Sztywny Pal Azji).

Nie da się ukryć, że „Powstanie Warszawskie" było wydarzeniem pokoleniowym. Tak jak z lat 90. pamiętać się będzie ostatnie festiwale w Jarocinie, tak początek XXI wieku kojarzyć się będzie z żarliwymi koncertami, podczas których Spięty z opaską powstańca na ramieniu wykrzykiwał z rozpaczą: „Tramwajem jadę na wojnę...". W 2012 r. Dobaczewski dostał za upamiętnianie Powstania od prezydenta Srebrny Krzyż Zasługi. Dziś sam wokalista mówi, że zespół przestał już czuć ten materiał i nie gra go na żywo.

Jeszcze lepiej niż „Powstanie Warszawskie" sprzedał się znakomity „Gospel" z 2008 r., na którym Spięty wadził się z Bogiem, opowiadając – między innymi – na nowo historię Noego w przebojowym „Hydropiekłowstąpieniu". Kolejne płyty – lepsze lub gorsze – zawsze intrygowały. A jak jest z „Wiedzą o społeczeństwie"?

Poprzeczka była ustawiona bardzo wysoko. Poprzedni album, „Dzieciom", był powrotem Lao Che do najlepszej formy. Zapowiadano, że na „Wiedzy o społeczeństwie" zespół będzie miał na tapecie tematy społeczne i polityczne. To stwierdzenie, w obliczu coraz bardziej bezmyślnej i wściekłej wojny polsko-polskiej, budziło obawy: czy Spiętemu i ekipie uda się nie popaść w banał i publicystykę? „Wiedza o społeczeństwie" nie jest manifestem partyjnym, a w tekstach ciągle pojawiają się zaskakujące, świeże sformułowania i nawiązania: „oddam Ziemię w szybkie ręce", „uwielbiam zapach benzenu o poranku", „uchodźcą jestem/ zmuszony uchodzić jestem/ za kogoś, kim nie jestem" czy „nie raj macht frei" („Nie raj"). Jednak to teksty właśnie są słabszą stroną płyty. Nie tak spójne i zwarte, nie tak uderzające jak na „Gospel" czy „Dzieciom". Niektóre niejasne, inne wtórne. Spięty jako tekściarz lepiej sprawdza się, gdy mówi o człowieku i Bogu w doskonałym „Gott mit lizus", niż gdy próbuje przedstawić wizję społeczeństwa.

Pod względem muzycznym zapowiadano „WOS" jako powrót do lat 80. Faktycznie, brzmienie „Wiedzy o społeczeństwie" jest cudownie syntetyczne. Daje o sobie znać ręka producenta, Emadego. Elektroniczne dźwięki w „United Colours of Armagedon" czy w „Kapitanie Polska" przywodzą na myśl czołówki polskich programów telewizyjnych z lat 80. Oczywiście muzyka Lao Che nie mogłaby powstać w tych czasach – „eightiesowe" smaczki są tylko punktem wyjścia do stworzenia czegoś nowoczesnego.

Z pewnością Lao Che ma na koncie rzeczy lepsze niż „Wiedza o społeczeństwie". Przydałoby się tu więcej jednoznaczności, siły i emocji. Same słowne grepsy nie są w stanie uciągnąć niektórych tekstów. A jednak Lao Che słuchać warto i należy, bo eksplozje rockowe w Polsce należą do rzadkości, a akurat ten zespół nadal ma w sobie dynamit.

Lao Che, „Wiedza o społeczeństwie", Mystic Production

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA