fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Michał Szułdrzyński: Niebezpieczna zabawa słowami

Fotorzepa, Maciej Zienkiewicz
Czy używanie terminu „matka spodziewająca się dziecka" może kogokolwiek obrażać? Zdaniem Brytyjskiego Towarzystwa Medycznego (BTM) owszem.

Dotknięte mogą się czuć osoby trans-płciowe. Dlatego organizacja sugeruje, by matki przy nadziei określać neutralnym sformułowaniem „osoba ciężarna". Takie sugestie zawarto w wewnętrznej instrukcji BTM, którą kilka dni temu opisał „The Telegraph". Lekarze zaznaczają, że nierówność genderowa jest głęboko zakorzeniona w języku, podobnie jak dyskryminacja osób, które zdecydowały się zmienić płeć. „Większość spośród ludzi, którzy byli w ciąży lub urodzili dziecko, uważa się za kobiety" – zauważają trzeźwo brytyjscy medycy. Ale przecież są też osoby interpłciowe lub transpłciowe, które mogą poczuć się dotknięte używaniem przez lekarza słowa „matka". Dlatego wyrażenie, które nikogo nie będzie obrażało, to właśnie „osoba w ciąży".

Ale to niejedyna dobra rada, jaką daje Towarzystwo personelowi angielskiej służby zdrowia. Zamiast mówić „winda dla niepełnosprawnych", lepiej użyć sformułowania „winda ułatwiająca dostęp". Na ludzkość trzeba mówić „humanity", nie zaś „mankind", ponieważ to drugie słowo zawiera męską cząstkę „man".

Zalecenia wywołały oburzenie ze strony członków Partii Konserwatywnej („kompletny absurd") i Kościoła w Wielkiej Brytanii („Czyż to nie Orwell?"). Ale bardzo przypadło do gustu organizacji zajmującej się wsparciem osób transgenderowych, która ogłosiła, że to wielki krok w walce z dyskryminacją.

Uznanie, że słowo „matka" dyskryminuje, jest stawianiem świata na głowie. Są słowa, które rzeczywiście innych obrażają. Powiedzenie do kogoś, pardon le mot, „palancie" jest dla każdego użytkownika języka polskiego jednoznacznie obraźliwe. Ze słowami, przed którymi przestrzega Brytyjskie Towarzystwo Medyczne, jest jednak inaczej. One mogą się wydać obraźliwe tylko wówczas, jeśli przyjmie się założenia pewnej radykalnej ideologii.

Z ideologicznego punktu widzenia każde słowo pochodzące z porządku, który jest z tą ideologią niezgodny, wydaje się podejrzane. Należy więc je uznać za obraźliwe i z języka wyrzucić. Nie chodzi jednak o żadną dyskryminację, lecz o to, by przy pomocy słów przeprowadzać rewolucję w społeczeństwie, obyczajach, relacjach międzyludzkich.

Przykładów takich praktyk nie brakuje. Niedawno w Szwajcarii sąd skazał Francuza, który nie uprzedziwszy o tym partnerki, zdjął prezerwatywę. Sąd skazał go za... gwałt. Z kolei w Irlandii właśnie zmieniono prawo w ten sposób, że za gwałt uznawane będzie współżycie z osobą znajdującą się pod wpływem alkoholu.

Nie mam wątpliwości, że przemoc wobec kobiet jest odrażająca, a przemoc seksualna jeszcze bardziej. Państwo i policja powinny robić wszystko, by ją zwalczyć. Ale najlepszym sposobem na walkę z przestępczością jest skuteczne działanie policji wobec przestępców, a nie zmiana definicji słów. Wszak rok temu świat obiegła szokująca informacja dotycząca radykalnego wzrostu liczby gwałtów w Szwecji. Okazało się, że powodem była... zmiana przepisów, które rozszerzyły to pojęcie.

Opisane wyżej przypadki łączy wiara w to, że można naprawiać świat poprzez zmianę znaczenia słów. Język nie jest przezroczysty – przekonał się o tym każdy, kto chciał poznać mowę innych narodów i dostrzegał sens obcych idiomów.

W języku zawarty jest pewien sposób myślenia, porządek świata. Ingerując weń, zmieniamy też pojęcia i sposób postrzegania rzeczywistości. Ale wbrew temu, że wydaje się to tylko zabawą słowami, jest to zabawa bardzo niebezpieczna. Nie ufajcie tym, którzy chcą zmieniać znaczenie słów!

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA