fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Przymusowa podróż na wschód

materiały prasowe
Podczas wędrówki do miejsca zsyłki liczba pasażerów powiększyła się o jednego człowieka. Tak naprawdę to rodziły dwie kobiety, a nowo narodzonych było dwoje. Ale podczas drogi zmarła samotna babcia Teresa, o której nikt prawie nic nie wiedział. Staruszka, przeczuwając rychłą śmierć, błagała komisarzy swojego sioła, żeby pozwolili jej umrzeć na Ukrainie. Nie pozwolili. Znajdowała się w spisach tego właśnie transportu, a lista została wcześniej wysłana do rejonu. Babcia Teresa zmarła przed przybyciem do swojej ostatniej stacji. Kiedy komendant dowiedział się, że zmarła w transporcie staruszka nie ma żadnych krewnych, nie chciał nawet słyszeć, by wstrzymać transport i wyprawić jej pogrzeb. Zdecydował, żeby pozostawić nieboszczkę koło stepowej stacyjki na łaskę losu. Wtedy wśród zesłańców zawrzało.

Tak opisuje przymusową podróż swoich dziadków do Kazachstanu Anatol Diaczyński, którego rodzina została wepchnięta do bydlęcego wagonu i wywieziona przez Sowietów z Żytomierszczyzny feralnego lata 1936 roku. Przed tym władze radzieckie zlikwidowały Marchlewszczyznę, autonomiczną polską jednostkę administracyjną w zachodniej części Ukraińskiej SRR.




Książka „O tych zapomnianych powiedźcie choć słowo", która ukazała się jesienią w wydawnictwie Poligraf, to nie tylko historia rodziny Diaczyńskich, lecz setek tysięcy innych rodzin, które w jednym z najtragiczniejszych okresów polskiej historii los wyrzucił kilka tysięcy kilometrów na wschód. To historia ludzi, którym odebrano domy i ojczyznę. Autor, który do Polski powrócił w 1995 roku, nieustannie walczy o zapomnianych w stepach rodaków i skłania polskich polityków do głębszej refleksji na temat szwankującego od lat procesu repatriacji.

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA