fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka ręczna

Michael Biegler: Moje serce biało-czerwone

Michael Biegler, były trener reprezentacji Polski
Fotorzepa
– Podoba mi się duch, jaki panuje w polskiej drużynie. Jesteście zespołem, w przeciwieństwie do Niemców – mówi Michael Biegler, były trener reprezentacji Polski.

Wie pan już, co stało się pięć lat temu podczas meczu Polska–Chorwacja, kiedy przegraliśmy 23:37 i nie awansowaliśmy do półfinału mistrzostw Europy?

Trudno to wytłumaczyć. Myślę, że kolejnego dnia też byśmy z Chorwatami przegrali, ale nie tak wysoko. Naprawdę nie miałem do zawodników pretensji o wynik, przede wszystkim nie powinniśmy wcześniej ulec Norwegom, od tego wszystko się zaczęło. Graliśmy świetny turniej. Pokonaliśmy Serbów, Macedończyków, pierwszy raz od 22 lat Francuzów. Szum był tak duży, że zawodnikom trudno było utrzymać koncentrację.

Od razu po meczu z Chorwacją zdecydował pan o dymisji?

Nie chciałem czekać nawet minuty. Czułem się odpowiedzialny i wiedziałem, że muszę wszystkich przeprosić. To były przecież świetnie zorganizowane, fantastyczne mistrzostwa.

Kibice i dziennikarze krytykowali pana za to, że Polacy skupiają się tylko na obronie i nie mają pomysłu na atak. Słusznie?

Zaczynając pracę, wiedziałem, że defensywa to element, nad którym musimy mocno pracować. Bez niej nie da się zdobywać medali, a przecież tego chciała polska federacja. Chodziło jednak nie tylko o samą obronę, ale także powrót po ataku. Widziałem, jak gra się w polskiej lidze. Tam nikogo nie interesują powroty, nie było tego w waszej kulturze gry. Ważne było to, żeby iść do przodu, zdobywać bramki. Nie uważam, że kierunek naszej pracy z reprezentacją był zły. Bez niej nie byłoby medalu mistrzostw świata w Katarze. Trzeba też pamiętać, że mieliśmy podczas mojej kadencji sporo problemów z kontuzjami, a często dużym problemem była obsada prawego rozegrania.

Brąz w Katarze to pana najlepsze wspomnienie z pracy z Polakami?

Takich momentów jest naprawdę dużo. Już mistrzostwa Europy w 2014 roku nie były przecież złe. Odrobiliśmy w pięć minut pięć goli straty do Białorusinów, mieliśmy niesamowity mecz ze Szwedami, walkę o półfinał przegraliśmy z Chorwatami. Pamiętam, jak kilka miesięcy później przed dwumeczem z Niemcami niektórzy wątpili w moje podejście do gry. Mówili, że nie będę chciał pokonać swoich rodaków, a zwyciężyliśmy dwa razy.

Pokonanie Katarczyków w półfinale mistrzostw świata w 2015 roku było w ogóle możliwe?

Mieli dużo pomocy z zewnątrz, ale nie chcę do tego wracać, wolę powiedzieć o reakcji zespołu. W meczu o brąz z Hiszpanami spisaliśmy się fantastycznie, praktycznie każdy gol był efektem tego, że gramy razem w ataku. Pięknie, że wróciliśmy do kraju z medalem.

Pracował pan z kilkoma dzisiejszymi kadrowiczami...

Federacja dała nam dużo czasu i możliwości. Podczas zgrupowań w Pruszkowie czy Cetniewie byli z nami Adam Morawski, Mateusz Kornecki, Michał Daszek, Przemek Krajewski czy bracia Gębalowie. Macieja wziąłem później do siebie, kiedy zostałem trenerem w Lipsku. Świetnie wspominam pracę w Polsce. To był fantastyczny czas, a prezes Andrzej Kraśnicki jest jednym z liderów świata piłki ręcznej. Czuję się częścią waszej handballowej rodziny. Proszę mi wierzyć, moje serce było biało-czerwone.

Podoba się panu gra reprezentacji Patryka Rombla?

W pierwszej części turnieju widziałem tylko wasz mecz z Hiszpanami i to był świetny fragment. Cieszę się, że federacja wywalczyła waszej drużynie „dziką kartę" i Polska gra w mistrzostwach świata. To istotne dla młodych, aby zdobywali doświadczenie, które zaprocentuje w 2023 roku. Widziałem, jak w obronie każdy walczy za każdego. Bardzo podobał mi się ten duch, który widać w waszej drużynie.

Dlaczego Niemcy nie awansowali do ćwierćfinału?

Kilku zawodników zrezygnowało z udziału w mistrzostwach z obawy przed koronawirusem i wszyscy szanują ich decyzję. Trener musiał szukać nowych rozwiązań. Nie jesteśmy w obronie prawdziwą drużyną, w przeciwieństwie do was, a z Hiszpanami przegraliśmy przez złe powroty do obrony.

Czym pan się dziś zajmuje?

Prowadzę od dwóch lat agencję, pracuję na własny rachunek. Publikuję, wygłaszam wykłady, prowadzę campy i szkolę trenerów. Łączę pracę teoretyka, trenera oraz mentora. Mam już swoje lata, potrzebowałem spokojniejszej pracy.

Mecz Polska–Niemcy w mistrzostwach świata zakończył się po zamknięciu gazety. Relacja rp.pl/sport

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA