fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Premier League: Leicester w drodze na Everest

Jamie Vardy właśnie strzela Liverpoolowi gola z woleja z ponad 30 metrów. Po meczu przyzna, że było to najpiękniejsze trafienie w jego życiu
AFP
Leicester – rewelacyjny lider Premier League – w sobotę broni w Manchesterze trzypunktowej przewagi nad City.

Anglicy też mają swojego Piasta Gliwice. Harce niewielkiego śląskiego klubu w ekstraklasie, gdzie każdy może wygrać z każdym, a przepaść między bogatymi a biednymi da się przeskoczyć dzięki dobrej grze, są jednak mniej zaskakujące niż to, co robi Leicester City w najbogatszej lidze świata.

Tam na co dzień mały klub musi rywalizować z międzynarodowymi korporacjami o niebotycznych budżetach. Role w Anglii są rozpisane od dawna – o mistrzostwo i miejsca w Lidze Mistrzów bije się wielka czwórka (Manchester Utd. i City, Arsenal oraz Chelsea). Liverpool i Tottenham wykrwawiają się i napędzają spiralę długów, próbując wyrwać z tego tortu coś dla siebie, a niżej jest cała reszta. Ona też dzieli się na tych z większymi ambicjami (Everton czy West Ham) i mniejszymi, którzy za wielki przywilej powinni poczytywać sobie fakt, że w ogóle mogą w Premier League rywalizować.

Leicester do niedawna doskonale wpisywał się w ten scenariusz. Nigdy nie był mistrzem, trzykrotnie zdobył najmniej wartościowe trofeum w Anglii – Puchar Ligi.

W czasach Premier League – od 1992 roku – najwyżej skończył rozgrywki na ósmym miejscu, ale było to 16 lat temu. Później Leicester spadł z ligi, miał gigantyczne kłopoty finansowe, nadzór komisaryczny, a nawet występy w III lidze – i to niedawno, bo w 2009 roku.

W zeszłym sezonie o tej samej porze – po 24 kolejkach – „Lisy" wciąż zajmowały ostatnie miejsce w tabeli Premier League, na które spadły pod koniec listopada 2014. Ba, zostały na nim aż do połowy kwietnia. Dzięki świetnej końcówce – siedem zwycięstw w ostatnich ośmiu spotkaniach – menedżer Nigel Pearson uratował klub przed spadkiem.

Posady jednak nie udało mu się utrzymać, a do miasta, które trafiło na czołówki gazet z okazji powtórnego pogrzebu Ryszarda III Yorka w maju zeszłego roku, przyjechał Włoch Claudio Ranieri. Ten sam, który w listopadzie 2014 roku został zwolniony z posady selekcjonera reprezentacji Grecji po porażce z Wyspami Owczymi... Ten sam, który mimo trzech dekad w zawodzie i pracy w takich klubach, jak Juventus, Chelsea, Valencia czy Inter, nigdy nie zdobył tytułu.

Tak naprawdę Ranieri idealnie wpisywał się w politykę personalną klubu, którego właścicielem od 2010 roku jest Taj – Vichai Srivaddhanaprabha. O sile drużyny stanowią gracze, których już dawno skreślono. Rekordy bije Jamie Vardy, który wcześniej bił ludzi. Napastnik, którego w Anglii okrzyknięto następcą jedynej gwiazdy i jedynego króla strzelców w barwach Leicester, czyli Gary'ego Linekera, ma za sobą turbulentną przeszłość.

W Leicester, które wówczas występowało w Championship, czyli na zapleczu Premier League, zadebiutował dopiero jako 25-latek. Wcześniej grał w klubach amatorskich i pracował jako robotnik w fabryce protez oraz medycznych szyn. Przez pół roku gry w Stocksbridge Park Steels występował z obrożą GPS na nodze – dozór policyjny dostał za pobicie. Już występując w Leicester został nagrany jak wyzywa mężczyznę azjatyckiego pochodzenia od „żółtków". Klub ukarał go grzywną i wysłał na kurs edukacyjny.

Przydał się, gdyż w linii ataku partnerem Vardy'ego, który nie tylko zadebiutował w reprezentacji (w wieku 28 lat), ale też stał się kandydatem do podstawowego składu na Euro, jest Japończyk Shinji Okazaki.

Syn tapicera, i wówczas, gdy Jamie się urodził, uczennicy liceum, nie jest jedynym zawodnikiem Leicester, który miał problemy z prawem. Obrońca Danny Simpson został aresztowany po tym, gdy jego ówczesna partnerka zadzwoniła na numer alarmowy podczas pijackiej kłótni w minione święta. Później nie chciała, by zawodnik został oskarżony o napaść, nie zeznawała, więc Simpson nie trafił do więzienia, ale sąd kazał mu bezpłatnie przepracować 300 godzin na rzecz społeczności Leicester. Ostatnio między meczami w Premier League był krupierem bingo podczas spotkań ludzi mających problemy z uczeniem się.

W Leicester jest Marcin Wasilewski, który po koszmarnym złamaniu nogi w 2008 roku miał już nigdy nie grać w piłkę. Polski stoper nie dostaje szans w Premier League (90 minut z Evertonem), ale regularnie występował w meczach obu pucharów.

W Anglii w ostatnich 11 latach każdy klub, który zaczynał luty na pozycji lidera tabeli, kończył jako mistrz. W sobotę zawodnicy Ranieriego jadą na mecz z drugim w tabeli Manchesterem City, nad którym mają trzy punkty przewagi. Tydzień później czeka ich spotkanie na Emirates z Arsenalem. Cztery lata temu w lutym Vardy i jego Fletwood Town musieli odpierać ataki Mansfield oraz ścigać Wrexham, by zwyciężyć w National League (poziom amatorski). Udało się. Co innego jednak wspinać się na lokalne pagórki, a co innego wchodzić na Everest.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA