fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Wojna domowa po angielsku

AFP
Sukces finansowy Premier League wreszcie zaprocentował. Cztery drużyny z Wysp zmierzą się w przyszłym tygodniu w finałach europejskich pucharów. Arsenal i Chelsea zagrają w środę o zwycięstwo w Lidze Europy, Liverpool i Tottenham powalczą trzy dni później o triumf w Lidze Mistrzów.

Liverpool, czyli serce, dusza i Juergen Klopp

„Nie sądzę, by było to możliwe, ale ponieważ to wy stoicie przed tym zadaniem, uważam, że mamy szansę”. Fragment przemowy Juergena Kloppa przed rewanżowym meczem z Barceloną brzmi jak cytat z dobrego hollywoodzkiego filmu. Przejdzie do legendy, jeśli po 14 latach drużyna z Anfield znów sięgnie po najcenniejsze trofeum.

Rok temu na przeszkodzie stanął Real i kontuzja Mohameda Salaha. Klopp wyciągnął wnioski i Liverpool od swoich gwiazd nie jest już tak bardzo zależny. Wspomniane spotkanie z Barcą Salah oglądał z trybun w koszulce z napisem „Never give up” („Nigdy się nie poddawaj”), wyjść na boisko nie mógł też drugi z napastników Roberto Firmino, a mimo to jedenastka z Anfield odrobiła trzy bramki straty i pewnych siebie Katalończyków wyrzuciła za burtę. Dwa gole strzelił niechciany do niedawna w klubie Divock Origi, dwa – Georginio Wijnaldum, który mecz zaczął na ławce. - Wierzyłem w nich, bo są mentalnymi gigantami - przekonywał trener.

Rafa Benitez, który z Liverpoolem wygrał Ligę Mistrzów w 2005 roku po pamiętnym finale w Stambule, już przed rokiem powiedział, że Klopp ma lepszy zespół od niego. Porażka z Realem uświadomiła jednak działaczom, że bez wzmocnień się nie obejdzie. Zwłaszcza na pozycji bramkarza. Antybohatera finału z Kijowa Lorisa Kariusa zastąpił Alisson. Na Brazylijczyka oraz jego rodaka Fabinho, Gwinejczyka Naby’ego Keitę i reprezentanta Szwajcarii Xherdana Shaqiriego wydano 160 mln funtów. Nie dopuszczono do rozpadu ofensywnego tercetu: Salah – Firmino – Sadio Mane. Ale ojcem sukcesu był kto inny: trener Klopp.
– Ta drużyna to on, to odbicie jego osobowości – mówił po zwycięstwie nad Barceloną Jose Mourinho, słusznie zwracając uwagę, że wejść do finału pomogły nie taktyka czy filozofia gry, a serce, dusza i emocjonalne więzi, jakie ze swoimi zawodnikami tworzy Klopp. Choć Niemiec wprowadził Liverpool już do trzech finałów, trofeum jeszcze nie zdobył. Będzie okazja to nadrobić.

Tottenham, czyli drużyna bohaterów

Żadnego pucharu w trenerskiej karierze nie wywalczył jeszcze Mauricio Pochettino. - Nasz awans do finału Ligi Mistrzów był niemal cudem - nie krył trener Tottenhamu. 35 minut przed końcem meczu w Amsterdamie jego piłkarze przegrywali z Ajaxem 0:2 i musieli strzelić trzy gole. Strzelili - ostatniego w szóstej minucie doliczonego czasu. - W tym sezonie powtarzałem, że prowadzę zespół bohaterów. W ten wieczór potwierdzili moje słowa - opowiadał dumny Argentyńczyk.

Hat tricka zdobył Lucas Moura. Brazylijczyk, który w Paryżu został odsunięty od kadry przez Unaia Emery'ego i musiał ustąpić miejsca Neymarowi oraz Kylianowi Mbappe, został sprzedany do Tottenhamu za 25 mln funtów.

To był ostatni transfer londyńczyków. Ani latem roku 2018, ani zimą 2019 nie wydali choćby funta na wzmocnienia. Wszystkie środki szły na budowę nowego stadionu, który kosztował ponad dwa razy więcej, niż szacowano, i został oddany do użytku z dużym poślizgiem - dopiero kilka tygodni temu. Piłkarze Pochettino zdążyli rozegrać na nim ledwie parę spotkań, ale konieczność podejmowania rywali na Wembley, gdzie - jak sami przyznają - nie czuli się komfortowo, nie przeszkodziła im osiągnąć największego sukcesu w historii klubu.

Sukcesu, który będzie miał wpływ na kształt drużyny w kolejnym sezonie. Przed rokiem nikogo nie kupiono, ale też żadnej z gwiazd nie pozwolono odejść. Christian Eriksen, Dele Alli i Harry Kane postawili na kontynuację kariery w stolicy Anglii. Okno transferowe na Wyspach zostało już otwarte, ale do finału Champions League Pochettino zabronił swoim zawodnikom prowadzenia jakichkolwiek rozmów i negocjacji. Mają się skupić tylko na nadchodzącym zadaniu. Sam zapowiedział, że w przypadku wygranej w Madrycie zakończy swoją pięcioletnią misję w Londynie. Zastał zespół na szóstym miejscu w Premier League, zostawi na szczycie Ligi Mistrzów?

Arsenal, czyli tęsknota za pucharami

Gdzie Arsenal zaprowadzi Unai Emery? Już w pierwszym sezonie po zastąpieniu Arsene’a Wengera ma szansę wywalczyć z drużyną pierwsze ważne trofeum od 2004 roku. To wtedy Kanonierzy sięgnęli po ostatnie mistrzostwo Anglii. Dwa lata później zagrali w finale Champions League (porażka z Barceloną), ale zdobywane w kolejnych latach krajowe puchary nie zaspokajały oczekiwań kibiców.

Wygląda na to, że zatrudnienie specjalisty od zwycięstw w Lidze Europy może się okazać strzałem w dziesiątkę. Emery z Sevillą dokonał tego trzykrotnie z rzędu (2014-2016). Z Arsenalem wygrał w tym sezonie ponad 60 proc. meczów (dokładnie 61,4 proc.). Lepsze statystyki miał tylko w Paris Saint-Germain (76,3 proc.), ale tam aspiracje były jeszcze większe niż w Londynie i mu podziękowano.

Triumf w Lidze Europy oprócz znaczenia prestiżowego i finansowego (wygrany może zarobić łącznie nawet 40-45 mln euro) będzie mieć też wymiar sportowy. Arsenal, w przeciwieństwie do Chelsea, nie zapewnił sobie udziału w Lidze Mistrzów przez rozgrywki krajowe, a zwycięstwo w Baku mu to umożliwi.

Ale do Azerbejdżanu, na swój najważniejszy mecz od lat, Kanonierzy polecą bez jednego z czołowych piłkarzy - Henricha Mchitarjana. Ormianin, po rozmowach z rodziną i władzami klubu, uznał, że wyjazd do kraju, który ma bardzo napięte stosunki z jego ojczyzną (konflikt o Górski Karabach), to zbyt duże ryzyko.
Od wyniku w Baku będzie także zależeć aktywność Arsenalu na rynku transferowym. Na razie na letnie wzmocnienia zagwarantowano w budżecie jedynie 45 mln funtów. Mało jak na plany, które snuje Emery. Hiszpan szuka skrzydłowego, środkowego i lewego obrońcy oraz następcy dla pomocnika Aarona Ramseya, który przenosi się za darmo do Juventusu, gdzie ma zarabiać aż 400 tys. funtów tygodniowo.

Chelsea, czyli czas pożegnań

Arsenal finał zawdzięcza w dużej mierze ofensywnej dwójce: Pierre-Emerick Aubameyang i Alexandre Lacazette zdobyli do spółki 13 z 29 bramek. Ale to Olivier Giroud z Chelsea otwiera dziś z 10 golami klasyfikację strzelców Ligi Europy. To o tyle ciekawe, że w Premier League uzbierał ledwie dwa trafienia. Smaku dodaje fakt, że Francuz przez sześć lat zakładał koszulkę Arsenalu. 
- Lubię grać przeciwko swoim byłym klubom. Arsenal zawsze będzie dla mnie wyjątkowy, ale teraz moja krew jest niebieska - podkreśla Giroud, który na Stamford Bridge pozostanie także w następnym sezonie. W przeciwieństwie do Edena Hazarda. Belg już dzień po finale w Baku ma zostać przedstawiony jako nowy piłkarz Realu. Zwycięstwo w Lidze Europy to jego ostatnia misja. Chelsea powinna zarobić na nim fortunę (przynajmniej 100 mln funtów). 

Część pójdzie pewnie na odprawę dla Maurizio Sarriego. Jeśli wierzyć przeciekom, Włoch nie uratuje posady nawet w przypadku wywalczenia pucharu. Pod jego wodzą drużyna miała wrócić na szczyt w Anglii i grać atrakcyjniej. Została daleko w tyle za Manchesterem City i Liverpoolem, a prezentowany przez nią styl też pozostawia wiele do życzenia. W dodatku Sarri nie potrafił ułożyć sobie relacji z zawodnikami. 

Takich problemów nie powinien mieć typowany na jego następcę Frank Lampard - trener od zaledwie roku, ale już z pierwszym sukcesem. Prowadzone przez niego Derby County rywalizuje właśnie w barażach o awans do Premier League - w poniedziałkowym finale spotka się z Aston Villą. 

Lampard to legenda Chelsea. Autorytetu w szatni mu nie zabraknie. Chciałby stawiać na wychowanków akademii. Nałożony na klub zakaz transferowy by mu to ułatwił. 

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA