fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Piast Gliwice - nowa śląska jakość

Shutterstock
Piast został mistrzem Polski pierwszy raz w swojej historii i jest pierwszym klubem ze Śląska od trzydziestu lat, który tego dokonał. Ostatnim był w roku 1989 Ruch Chorzów. Trenowany przez dwóch Ślązaków, reprezentantów Polski Jerzego Wyrobka i Henryka Wieczorka, miał w składzie m.in. bocznego obrońcę, 26-letniego Waldemara Fornalika, Krzysztofa Warzychę i Albina Wirę. Połowa grających była wychowankami Ruchu. Klub utrzymywała Huta Batory.

Nie ma już tej huty oraz kopalń węgla. To one stały u podstaw piłkarskiej potęgi Śląska. Zdarzało się, że w reprezentacji Polski grali sami Ślązacy. Kiedy skończył się PRL, a zaczęła gospodarka rynkowa, wiele tych przedsiębiorstw poupadało. A kluby którym patronowały wraz z nimi. Ruch Chorzów w trzydziestolecie ostatniego tytułu mistrzowskiego spadł właśnie do trzeciej ligi. 

Piast nie ma nic wspólnego z tradycyjnym śląskim przemysłem - węglem i stalą. Został zbudowany według nowoczesnych wzorców. Większościowym udziałowcem jest miasto Gliwice, które postanowiło zainwestować w klub widząc korzyści, jakie odnosi sąsiadujące z Gliwicami Zabrze, wiążąc się z Górnikiem. 26 procent udziałów w klubie ma gliwicka firma Kar-Tel, znana w całej Polsce w branży telekomunikacyjnej. 

Budżet Piasta wynosi 25 mln złotych i jest jednym z najniższych w lidze. Zbudowany w roku 2011 za pieniądze miasta stadion na dziesięć tysięcy miejsc zajęty jest na ogół w połowie. Frekwencja na meczach Piasta wynosi średnio zaledwie 4-5 tysięcy widzów. Kto wie czy w Gliwicach nie mieszka więcej kibiców Górnika Zabrze niż Piasta.

Jak w tych skromnych warunkach rywalizować z bogatszymi klubami z większych miast? Trzeba mieć nosa do ludzi. Kilka lat temu nad organizacyjnym ładem w Piaście czuwał Zdzisław Kręcina. Często niesprawiedliwie oceniany przez prasę jako sekretarz generalny PZPN, w Gliwicach mógł się wykazać jako dobry organizator klubu, dopiero poznającego co to jest ekstraklasa. Dyrektorem sportowym był prawnik Jacek Bednarz, człowiek o wyjątkowym doświadczeniu zdobywanym na boiskach oraz w klubach i Ekstraklasie SA, gdzie pełnił ważne funkcje.

Ale najważniejszą decyzją dla losów Piasta okazało się zatrudnienie w roli trenera Waldemara Fornalika. We wrześniu 2017 zastąpił Dariusza Wdowczyka. Pracuje więc w jednym miejscu półtora roku, dużo jak na polskie standardy, przewidujące zmianę trenera po dwóch porażkach z rzędu. Ale Fornalik nie został zwolniony nawet kiedy w poprzednim sezonie Piast bronił się przed spadkiem, a o pozostaniu w ekstraklasie zadecydowało zwycięstwo nad Termaliką w ostatniej kolejce. Teraz, mając w klubowej kadrze większość zawodników z tamtego sezonu Piast w ostatniej kolejce walczył o tytuł mistrza. Nie ma lepszej oceny pracy trenera jak zestawienie tych dwóch faktów.

Waldemar Fornalik wraz z młodszym o dziesięć lat bratem Tomaszem, w przeszłości również ligowcem, wiedzą jak się przygotować do meczu, kto ma w nim grać, na jakiej pozycji, jakim systemem. Widzą też potencjał u tych zawodników, którzy w innych klubach zostali skreśleni. Jeszcze z inicjatywy Jacka Bednarza sprowadzono z Legii Tomasza Jodłowca i Jakuba Czerwińskiego, z Norwegii Mikkela Kirkeskova, ze Słowacji bramkarza Frantiska Placha. Bednarz przedłużył też umowę z Joelem Valencią, który stał się czołowym zawodnikiem całej ekstraklasy.

Fornalik namówił do powrotu do Polski byłego piłkarza Śląska Wrocław Toma Hateleya, przeniósł Martina Konczkowskiego z obrony do pomocy, Valencię ze skrzydła na środek pomocy, sprowadził z Holandii środkowego napastnika Piotra Parzyszka, który stał się alternatywą dla Czecha Michala Papadopulosa, zrezygnował z Estończyka Konstantina Vassiljewa, bądź co bądź najlepszego cudzoziemca ekstraklasy, pokazując, że „nazwiska nie grają” jeśli są w słabej formie. I dobrze na tym wyszedł.

W przerwie zimowej Piast nie przeprowadził istotnych transferów, bo nie musiał. Niemal na każdej pozycji Fornalik ma po dwóch zawodników do wyboru. Piast nie przegrywa w Gliwicach. Jedyną porażkę poniósł tam z Legią 1:3, jeszcze w sierpniu.

Wiosną Piast, jako jedyny z czołówki nie miał słabszych meczów. Pokonał Lechię w Gdańsku 2:0 i Legię w Warszawie 1:0, mimo że w poprzednich meczach w tych miastach ponosił porażki. A poza tym grał najładniej ze wszystkich drużyn, zyskując sympatię z dnia na dzień.

Ta sympatia ma też związek z osobowością trenera. Fornalik jest spokojnym, kulturalnym człowiekiem, szanowanym w całej Polsce. Piłkarze lubią z nim pracować, kibice w Chorzowie nadali mu przydomek „Waldek King”. Jednym ze źródeł sukcesu Piasta jest panująca w nim rodzinna atmosfera, jakiej nie ma w wielkiej Warszawie czy Poznaniu, gdzie zawodnicy nie mówią tym samym językiem, śpią na pieniądzach i każdy myśli o sobie.

W Gliwicach nie ma dużych pieniędzy, a hiszpański pomocnik Gerard Badia, który strzelił zwycięską bramkę na Łazienkowskiej mówi dobrze po polsku, a kiedy sam nie gra to organizuje doping na trybunach.
W roku 2012, po zdobyciu wicemistrzostwa kraju przez Ruch, prowadzący go Fornalik został selekcjonerem reprezentacji. Ale wytrzymał na tym stanowisku niecałe półtora roku. Po przegranych eliminacjach do mistrzostw świata został zwolniony.

Pozostaje jednym z niewielu selekcjonerów, którzy po rozstaniu się z drużyną narodową zdobywali tytuły mistrza kraju z klubami. Dokonali tego Antoni Piechniczek z Górnikiem Zabrze i Kazimierz Górski, ale w Grecji. Niezłe towarzystwo.

Sukces Piasta to też sentymentalny powrót do historii sprzed 75 lat. Polacy, którzy po stracie kresów nie chcieli stać się obywatelami Związku Radzieckiego przyjeżdżali na Śląsk, Pomorze, Warmię i Mazury, żeby tu rozpocząć nowe życie. Tam, gdzie się zatrzymali zakładali kluby sportowe. Nie mogli nadać im nazwy Pogoń, na cześć najsłynniejszego klubu przedwojennych kresów, więc przynajmniej utrzymali jego barwy: czerwoną i niebieską. Tak stało się z Polonią Bytom, Odrą Opole i właśnie Piastem Gliwice. W jego sukcesie odezwał się więc duch dawnego Lwowa.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA