Piłka nożna

Polska-Portugalia 2:3: Miłe złego początki

AFP
Gdy w 18 minucie Krzysztof Piątek strzelił 14 gola w tym sezonie wydawało się, że to musi być kolejny piękny wieczór na Stadionie Śląskim. Niestety mistrzowie Europy szybko popsuli zabawę niemal 49 tysiącom kibiców, którzy w czwartkowy wieczór pojawiali się na trybunach. Łatwo i bez większego wysiłku przejęli kontrolę nad tym spotkaniem i prowadzili już 3:1.

Gdy Portugalczycy odrabiali straty i wychodzili na prowadzenie nie pozostawiali wiele złudzeń. Widać było jak na dłoni, która drużyna jest mistrzem Europy. Portugalczycy swoje akcje konstruowali spokojnie, dojrzale, świadomi własnych atutów, a także wiedzieli gdzie kryją się najsłabsze ogniwa naszej drużyny. Dwie z trzech bramek zdobyli po akcjach naszą lewą stroną, gdzie ustawiony był w boku defensywy Artur Jędrzejczyk, a wspomagać go miał Rafał Kurzawa.

Czytaj także:

Szczepłek: Szarość, widzę szarość

Pomocnik Amiens rozegrał jednak bardzo słabe spotkanie. Bernardo Silva będzie mu się śnił po nocach. Pomocnik Manchesteru City najpierw uciekł Kurzawie, dobiegł do linii końcowej i płaskim podaniem obsłużył Andre Silvę a Portugalia wyrównała. W drugiej połowie Bernardo znów ograł Kurzawę, zszedł do środka i huknął sprzed pola karnego mimo iż były piłkarz Górnika Zabrze desperacko próbował go zatrzymać popychając go i próbując wywrócić. W tej sytuacji lepiej mógł się zachować także Łukasz Fabiański, ale piłka prześliznęła się po jego rękawicach i wpadła do siatki.

Brzęczek zaryzykował z ustawieniem taktycznym. Nie chciał ignorować fantastycznej formy strzeleckiej Piątka – który ostatnio czego nie dotyka zamienia w złoto – i jak się okazało w tym względzie miał rację. Nie mógł jednak też zrezygnować z Piotra Zielińskiego, który ma być centralną postacią jego drużyny, a także nie chciał na ławce posadzić Mateusza Klicha, który od początku sezonu też jest na fali wznoszącej. Dodatkowo obawiał się, że Jakub Błaszczykowski i Kamil Grosicki, którzy mają problemy z regularną grą w klubach, nie wytrzymają tempa i pressingu, więc zdecydował, że jego drużyna zagra bez typowych skrzydłowych.

I chociaż przez 20 minut wyglądało to naprawdę dobrze, a zawodnicy Brzęczka faktycznie doskakiwali z dużą agresją i zaciekłością do rywali i zabierali im piłkę , to jednak niemal równo ze strzeleniem przez Piątka gola wszystko się posypało. Dopiero w końcówce drugiej połowy, gdy Portugalczycy rozluźnieni dwubramkowym prowadzeniem na chwilę przestali kontrolować spotkanie, Polacy odzyskali inicjatywę.
Stało się tak zresztą po zarzuceniu pomysłu na grę bez skrzydłowych. W 64 minucie na boisku pojawił się i wracający do kadry Grosicki i Błaszczykowski. Zawodnik Wolfsburga tym samym zagrał w kadrze po raz 103 i został rekordzistą reprezentacji. W tej chwili ma na koncie jeden mecz więcej niż Michał Żewłakow. Błaszczykowski występ i rekord uświetnił pięknym golem po podaniu… Grosickiego.  To te nieczęste chwile gdy futbol bywa sprawiedliwy. Widać było jak wiele ta bramka znaczyła dla rekordzisty, który całował godło i był wyraźnie wzruszony.

Do końca meczu zostawał kwadrans i gdy wydawało się, że zawodnicy Brzęczka złapali wiatr w żagle, szybko zostali sprowadzeni na ziemię przez mistrzów Europy, którzy natychmiast wzięli się do roboty. Sam Renato Sanches mógł strzelić dwa gole, a wspaniałą okazję zaprzepaścił w doliczonym czasie gry Bruno Fernandes.

Portugalia jest już poza zasięgiem pozostałych drużyn w naszej grupie Ligi Narodów. W niedzielę zagramy z Włochami o utrzymanie się w dywizji A.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL