fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Słony rachunek za kiełbasę wyborczą

Fotorzepa, Michał Kolanko
W niezapomnianym filmie „Rejs" inż. Mamoń mówi: „No i kto za to płaci? Pan płaci, pani płaci, my płacimy. To są nasze pieniądze, proszę pana. Społeczeństwa".

Ilekroć w przyszłym i następnych latach będziemy kląć na rosnące opłaty komunalne, niewyremontowane chodniki, zapuszczone parki miejskie itp. – wspomnijmy te słowa. Będziemy bowiem regulować rachunek za bajecznie kosztowną kampanię parlamentarną w 2019 roku.

To skutek ogłoszonych w jej trakcie i na jej użytek zmian w podatkach, m.in. reformy PIT, wprowadzonej nagle i bez uprzedzenia. Zerowa stawka tego podatku dla młodych oraz zmniejszenie pierwszej stawki z 18 do 17 proc. – to było coś, czym politycy walczący zaciekle o każdy głos mogli się z dumą pochwalić. Jest jednak druga strona medalu. Część podatku PIT trafia do budżetów samorządów. I dla nich zmiany okazują się zabójcze.

Zdemolowały one bowiem ich wieloletnie plany finansowe dopasowane do przewidywanych wpływów. I tak, Katowice mają dziurę na ponad 18 mln zł, Lublin niemal na 30 mln zł, a Łódź na 33 mln zł. Warszawski budżet wygląda jak po najeździe Hunów – minus 221 mln zł! Taką wyrwę w przychodach powoduje zazwyczaj katastrofa naturalna! Tsunami lub deszcz meteorytów niszczące lokalny przemysł i przeganiające ludzi. A tu, proszę, kartka papieru z nowelizacją PIT okazała się równie groźna.

Samorządy mogą oczywiście zaciągnąć kredyty. Ale trzeba je kiedyś spłacić. Czyli problem zostanie tylko odsunięty w czasie. Kto zresztą będzie ryzykował, jeśli rząd potrafi spowodować jednym posunięciem budżetowy kataklizm? Samorządy mogą ewentualnie zdobyć dodatkowe pieniądze, podnosząc opłaty lokalne. Ale czy mieszkańcy bombardowani ciągłymi podwyżkami nie zaczną w końcu palić urzędów gmin i ratuszy? Można też obciąć inwestycje np. w szpitale czy w dostosowanie szkół do pseudoreformy. Tyle że większość inwestycji wspierają fundusze europejskie! Jeśli nie zostaną one zrealizowane, samorządy będą musiały zwracać dofinansowania. A mogą to być ogromne kwoty! Lokalne władze są więc postawione pod ścianą.

Problemem nie jest tu obniżenie podatków. Niższy podatek z definicji jest lepszy od wyższego. Ale na litość boską, nie wolno robić tak poważnej w skutkach rewolucji z zaskoczenia! I to tuż przed nowym rokiem podatkowym! Zdrowy rozsądek podpowiada, żeby takie zmiany zapowiadać z dużym wyprzedzeniem! Wszystkie dotknięte nimi instytucje muszą mieć czas. Na modyfikację planów, spokojną przebudowę budżetów itd. To jak z jazdą samochodem. Jeśli w poprzek drogi ktoś ustawi blok betonu, kierowca, widząc go z daleka, łagodnie wyhamuje i ominie. Jeśli natomiast zobaczy go tuż przed maską, nie zdąży nawet zemleć w ustach przekleństwa. Przy kierowaniu państwem muszą obowiązywać podobne zasady. Politycy aktualnie siedzący za kółkiem „biało-czerwonego bolidu" są chyba jednak innego zdania.

Nie bez powodu na jubileuszu 30-lecia Pracodawców RP wręczyliśmy nasze Wektory właśnie samorządom. To one w ostatnich trzech dekadach polskiej transformacji wykazały się największą kreatywnością, determinacją i profesjonalizmem w rozwiązywaniu problemów. Kto wie jednak, czy teraz nie przychodzi czas najcięższej próby.

Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA