Opinie

Tomasz Pietryga o rozmowach związków zawodowych z zarządem LOT: Turbulencje w państwie

W środę rozpoczynają się kolejne rozmowy związków zawodowych z zarządem LOT. Stawka jest duża – otwarte niebo nad Polską. Ciągnący się konflikt, bez względu na jego finał, pokazuje całą patologię na rynku pracy w Polsce.

Mamy rozwydrzone i pełne roszczeń związki zawodowe, które przez dekady tworzyły nietykalne imperia w spółkach Skarbu Państwa. Mamy lekceważenie wyroków sądowych, w tym Sądu Najwyższego, które uznawały ich wcześniejszy protest za nielegalny, podkreślając, że obrana forma, mogąca sparaliżować polskie niebo, nie jest adekwatna do istoty sporu. Strajk trwał całe tygodnie pomimo tamtych sądowych orzeczeń. To kpina z państwa, prawa i próba postawienia się ponad nim. To absolutnie nie powinno być tolerowane.

Czytaj także: Dylemat pilotów LOT: mniejsza pensja czy zgłoszenie usterki

Oczywiście sprawa ma też drugie, a nawet trzecie dno. Rzadko prezes dużej firmy zachowuje się jak bezkompromisowy burmistrz Nowego Jorku Rudolf Giuliani, zwalniając dyscyplinarnie za jednym zamachem ponad 60 osób uczestniczących w sporze i brutalizując go jeszcze bardziej. We współczesnym świecie, w którym stawia się na miękkie zarządzanie w obliczu konfliktów, mediacje i negocjacje, takie działanie to kardynalny błąd, który naraża strategiczną spółkę państwową na jeszcze większe kłopoty. Jej prezes niepotrzebnie zaostrza konflikt, zamiast próbować go wygasić.

Taką postawę trudno zrozumieć, zwłaszcza że ta sprawa nie jest zero-jedynkowa. Kiedy w 2010 r. uchylano regulaminy zatrudnienia w spółce i wielu pracownikom zmieniano warunki pracy na gorsze, trudno było to przekonująco kwestionować. LOT był wówczas na granicy upadłości, szukanie oszczędności było więc jedynym sposobem na przetrwanie. Potwierdził to zresztą sąd, przyznając, że sytuacja ekonomiczna uzasadniała zmiany regulaminów, a kwestionujący to związkowcy nie przedstawili alternatywnej drogi wyjścia z sytuacji.

Tyle tylko, że czasy się zmieniły. LOT dziś ma się ekonomicznie całkiem dobrze. Nie ma więc przeszkód, aby właśnie z powodów ekonomicznych pochylić się nad zmienionym regulaminem, spróbować dostosować go do realiów. Wziąć pod uwagę także interes pracowników, pamiętając, że specjaliści w czasach deficytów na rynku pracy są olbrzymią wartością w każdej firmie. LOT się na to nie zdecydował. Pewnie gdyby chodziło o prywatny biznes, byłaby to sprawa właściciela i nikomu nic do tego. W tej sytuacji chodzi jednak o strategiczną państwową spółkę, która podlega rządowi promującemu stabilność życia obywateli i pracowników.

I to w tym wszystkim zgrzyta najbardziej. Prawo i Sprawiedliwość szło do władzy, niosąc hasła wrażliwości społecznej, walki z patologiami na rynku pracy i tzw. umowami śmieciowymi, których mieliśmy najwięcej w całej UE, a które psuły stabilność życia milionów obywateli. PiS miało naprawić błędy polityki źle rozumianego liberalizmu poprzedników.

LOT to niejedyna spółka Skarbu Państwa, w której szczytne hasła i idee przegrywają w starciu z rzeczywistością. A to czyni państwo mało wiarygodnym, bo ryba zwykle psuje się od głowy. ©?

Inspekcja pracy posprząta w LOT >A17

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL