fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Prezes PiS myśli podobnie - Tomasz Pietryga komentuje odrzucenie wotum nieufności wobec Ziobry

Fotorzepa/ Robert Gardziński
Zbigniew Ziobro staje się kłopotliwym partnerem dla Jarosława Kaczyńskiego.

W środowy wieczór w Sejmie wszystko przebiegało według przewidywalnego scenariusza. Opozycja, występując z wnioskiem o wotum nieufności, wytoczyła przeciw ministrowi sprawiedliwości najcięższe zarzuty. Obarczyła go odpowiedzialnością nie tylko za aferę hejterską w kierowanym przez niego resorcie, ale także za zamach i zapaść w sądownictwie oraz zaniechania legislacyjne.

Ziobrze przyszło z odsieczą jego najbliższe otoczenie, ale i premier Mateusz Morawiecki. Odparli atak opozycji, twardo trzymając się narracji: winni zostali błyskawicznie przez Ziobrę ukarani, a cała historia to sędziowska kłótnia "w rodzinie", bo wszyscy ci ludzie wywodzą się przecież z Iustitii.

To sprytne zagranie. W braku jakichkolwiek dowodów na wiedzę Ziobry o całym procederze odcina jego odpowiedzialność polityczną, zrzucając całe odium afery na środowisko sędziowskie.

PiS dobrze wyczuwa nastroje opinii publicznej, która nie tylko nie dzieli sędziów na tych dobrych i złych, ale definiuje to środowisko jako monolit. Nie darzy przy tym tej profesji szczególną sympatią. Bo skoro byli już sędziowie pijacy i złodzieje, to są też hejterzy i ekshibicjoniści. To sytuacja oczywiście bardzo zła dla Temidy. A politycy znowu umywają ręce. I jeżeli media nie ujawnią nowych rewelacji o wiedzy Ziobry i hejcie, cała sprawa za kilka miesięcy rozejdzie się po kościach.

Oczywiście ocalenie Ziobry przed Sejmem wcale nie oznacza, że nie zapłaci ceny w relacjach wewnętrznych zjednoczonej prawicy. Minister po raz kolejny potwierdził, że jest dla Jarosława Kaczyńskiego kłopotliwym partnerem. Przed aferą hejterską skierował do Trybunału Konstytucyjnego wniosek ws. traktatu lizbońskiego, który naraził PiS na zarzuty przeprowadzenia polexitu. I to na dwa dni przed wyborami samorządowymi, co zmobilizowało elektorat opozycji. Również nieprzemyślana reforma Krajowej Rady Sądownictwa jego autorstwa była przyczyną poważnej awantury, która odbija się czkawką do dziś. O sprawie ustawy o IPN i awanturze z Izraelem nie warto nawet wspominać. To dużo, coraz więcej. I jeżeli stawiano, że Ziobro może być kontrkandydatem dla Mateusza Morawieckiego w walce o schedę po Jarosławie Kaczyńskim, minister swoimi działaniami swoją pozycję systematycznie osłabia. Unikający błędów premier rośnie tymczasem w siłę.

Wydaje się jednak, że Zbigniew Ziobro pozostanie ministrem, jeśli PiS wygra wybory. Jego postawa jest emanacją uczuć twardego elektoratu PiS w stosunku do sądownictwa. A co najważniejsze, prezes PiS myśli podobnie.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA