fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Tomasz Pietryga: W sądach spokoju nie będzie

Adobe Stock
Jarosław Kaczyński wie, że bomba atomowa w postaci zamrożenia funduszy przez Unię nie zostanie odpalona. Droga do dalszych zmian w sądach jest więc otwarta.

Zmiany w sądach znów są na szczycie listy priorytetów Zjednoczonej Prawicy. To znak, że jesień dla Temidy może być gorąca. Przez ostatnie pięć lat PiS forsował radykalne zmiany w wymiarze sprawiedliwości, wchodząc w ostry konflikt nie tylko z sędziami, ale i z Brukselą, która zarzuciła mu łamanie praworządności. Efektem było otwarte postępowanie traktatowe oraz liczne sprawy przed Trybunałem w Luksemburgu.

Jarosław Kaczyński zręcznie manewrował konfliktem albo szedł na ustępstwa, żeby forsować reformy w innym miejscu. Tak było choćby z sędziowskim wiekiem emerytalnym i odesłaniem w stan spoczynku m.in. władz SN. Pod wpływem TSUE PiS się z tego wycofał, aby uniknąć kar oraz powiązania funduszy strukturalnych z praworządnością. Unijni komisarze wielokrotnie tym Polsce grozili. Im bliżej było do dzielenia pieniędzy z nowej perspektywy budżetowej UE, tym groźba wydawała się bardziej realna.

Czytaj też:

Tymczasem nic takiego się nie stało. Mechanizmu nie wprowadzono, a Polska stała się jednym z największych beneficjentów funduszy unijnych. Ich powiązanie z praworządnością byłoby możliwe, tylko gdyby nieprawidłowości dotyczyły wykorzystania środków UE. A z tym Polska nigdy większego problemu nie miała.

W UE mamy więc dwie rzeczywistości: symboliczną, gdy podczas licznych debat w Parlamencie Europejskim rząd prawicy jest chłostany, oraz Realpolitik z twarzą Angeli Merkel, gdy priorytet ma rozwój wspólnego rynku i wzmocnienie strukturalne. Po ostatnim szczycie UE Jarosław Kaczyński już wie, że bomba atomowa w postaci zamrożenia funduszy przez Unię nie zostanie odpalona. Droga do dalszych zmian w sądach jest więc otwarta.

Co nas czeka? Do tej pory PiS skupił się nas resecie kadrowym, wymianie elit i reorganizacji instytucji KRS, Sądu Najwyższego, prezesów sądów. Niewielką energię wkładał w reformy, które oznaczałyby jakościową zmianę dla obywateli. Teraz wraca do niektórych pomysłów sprzed lat – m.in. wprowadzenia jednolitego statusu sędziego (bez podziału na sędziów rejonowych, okręgowych i apelacyjnych), a także odchudzenia kadry kierowniczej w sądach. Czy polepszy to sytuację obywateli? Wątpię. W praktyce może to doprowadzić do jeszcze potężniejszego konfliktu. Zmiany w statusie sędziów może być też okazją do rozliczenia się z tymi niepokornymi.

Najbardziej tajemnicza jest zapowiedź kolejnych zmian w Sądzie Najwyższym i przecieki o planach drastycznego ograniczenia liczby sędziów. Pomysł dość odważny, zwłaszcza że nie tak dawno to PiS poszerzył jego skład, ustanawiając dwie nowe izby: Kontroli Nadzwyczajnej i Dyscyplinarną. Może jest to więc „próbny balon" wysłany opinii publicznej.

PiS traktuje konflikt o sądownictwo instrumentalnie. Przez pięć lat forsowane zmiany nie były nastawione na usprawnienie sądów. Chodziło bardziej o utrzymywanie negatywnego nastawienia do „nadzwyczajnej kasty" nie tylko twardego elektoratu prawicy. Obrońców sądów było niewielu. Bo sądownictwo zamknięte od dekad w wieży z kości słoniowej oderwało się od obywateli. Stąd zresztą klęska ruchów obywatelskich. Po tym, jak targany aferami Komitet Obrony Demokracji stracił na znaczeniu, kolejne organizacje mają charakter bardziej kanapowy. Są za słabe, aby wykrzesać masowy ruch społecznego protestu. Politycznych profitów na obronie sądów nie zbiła też opozycja, zwłaszcza Platforma. Mimo że włożyła wiele energii w obronę statusu TK, SN i KRS, nie przełożyło się to na wzrost poparcia dla niej.

Jarosław Kaczyński świetnie sobie zdaje z tego sprawę, dlatego po blisko roku sądy znowu wrócą do politycznej gry. A kwestia, czy będą pracować szybciej, czy wyjdą z impasu po pandemii, ma drugorzędne znaczenie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA