fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

KRS: test na znajomość z królikiem - komentuje Tomasz Pietryga

Krajowa Rada Sądownictwa
rp.pl

Kilka dni temu przewodniczący Krajowej Rady Sądowniczej Leszek Mazur zapytany o perspektywę zawieszenia członkostwa polskiej rady w Europejskiej Sieci Rad Sądownictwa (ENCJ), gdyż zarzuca się jej brak niezależności, odpowiedział, że cztery miesiące działania to za mało, by to ocenić. To prawda. Owszem, polityczny tryb wyboru sędziowskiej części członków KRS budził olbrzymie kontrowersje, a nawet zarzuty niekonstytucyjności, jednak od tego czasu poza medialnym szumem i prawniczą publicystyką nie wydarzyło się nic, co rzeczywiście uzasadniałoby tezę o uzależnieniu nowej rady od polityków.

Trudno bowiem wpisywać na jej konto polityczne występy prof. Krystyny Pawłowicz, która była członkiem KRS również w starej konfiguracji, a jej retoryka bynajmniej się od tego czasu nie zmieniła. Wysłuchania kandydatów do Sądu Najwyższego, które ruszyły w poniedziałek, to zatem pierwszy prawdziwy czas próby dla tej instytucji – realny test intencji.

Do Sądu Najwyższego zgłosiło się blisko 200 kandydatów. Są wśród nich prawnicy z ogromnym dorobkiem i doświadczeniem, którzy mogliby być kandydatami do SN w każdej sytuacji, mając duże szanse na nominacje bez względu na to, jakie wymagania się im stawia. Obok nich jest także wielu kandydatów nie tyle przypadkowych (ci zdarzają się zawsze), ile w różny sposób powiązanych z obecną władzą, np. prokuratorzy, a także prawnicy znani głównie z medialnych prorządowych występów, bez prawniczych sukcesów i dorobku. To, jak oceni tych kandydatów KRS, będzie czytelnym sygnałem dla opinii publicznej, z jaką instytucją mamy do czynienia.

Czytaj też: Kandydaci do SN słuchani za zamkniętymi drzwiami

 

Rada może udowodnić, że stawiane jej zarzuty są krzywdzące, a ona sama jest odporna na polityczne wpływy, nie zważa też na milczące oczekiwania. Z drugiej strony może potwierdzić zarzuty stawiane przez opozycję i organizacje sędziowskie, że jest instytucją marionetkową, elementem machiny stworzonej przez PiS, służącym li tylko do wymiany sędziowskich elit na tzw. krewnych i znajomych królika.

Bardzo źle się zatem stało, że KRS nie zdecydowała się na jawne przesłuchania kandydatów. Otwarta kurtyna nie tylko mogłaby ograniczyć zarzuty, że wybór do SN jest upolityczniony. Mogłaby też być początkiem dobrej praktyki, tak gorąco zapowiadanej na początku reformy wymiaru sprawiedliwości, że Temida ma być bliżej obywateli.

Otwarte dla dziennikarzy przesłuchanie i transmisja trochę w amerykańskim stylu urzeczywistniałaby słuszną ideę transparentności. Komuś zabrakło odwagi, by zrobić ten krok. Szkoda. Okazuje się, że znowu jest tak, jak było.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA