fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Ireneusz Łazarski: Komu posłuży orzeczenie SN ws. frankowiczów?

Adobe Stock
Prezes Manowska i wszystkie jej Izby, mogłyby kredytobiorcom znacząco pomóc, gdyby chciały: zdopingować sądy do sprawniejszego orzekania, a banki do udostępniania danych dot. rozliczeń owych kredytów.

Wiemy, że przepisy o ochronie konsumentów obowiązują w Polsce od 2000 r. Od 2019 mamy wyrok TSUE, który sprawę wyciągnął z niebytu, a za nim odważył się Sąd Najwyższy, UOKiK i sądy powszechne. Także premier RP entuzjastycznie (kilkakrotnie na piśmie) zobowiązał się, że wyrok TSUE będzie respektowany. Ciekawe, dlaczego teraz milczy? Kolejne decyzje sądów potwierdzają, że umowy o kredyt indeksowany/denominowany zawierają klauzule abuzywne, bo tak wynika z przepisów prawa. Sądom pozostaje do rozstrzygnięcia, czy umowę da się kontynuować czy nie, oraz ustalenia faktów z tym związanych.

Wszyscy czekamy na werdykt SN 25 marca br.  kto, komu i ile powinien oddać po stwierdzeniu nieważności klauzul. W sprawie tej prezes Manowska skierowała nawet wniosek z Izby do Izby, by rozstrzygnąć:

a) O kursach walut (aż 3 pytania),

b) O kondykcjach: dwie, czy jedna,

c) O przedawnieniu roszczeń,

d) O wynagrodzeniu za kapitały.

Czytaj też: Banki gotowe na wszystkie scenariusze po uchwale SN

W świetle tego, co ostatnio dzieje się u Manowskiej, warto sprawie przyjrzeć się z punktu widzenia merytorycznego, bowiem podstawą zaplanowanych rozstrzygnięć mogą być czynniki inne, a ich uzasadnieniem interes banków, budżetu, ogółu społeczeństwa, wpływ na PKB itp.; a wszystko to wbrew prawu i kosztem kredytobiorcy, bo np. ważniejszy jest interes ogółu niż jednostki! Trzeba też pamiętać, kto w 2006 roku oponował p-ko ograniczeniom dostępu do „tanich kredytów", bo po czymś takim ruszyła ich lawina. KNF w grudniu złożyła propozycję wymagającą znacznych ustępstw od kredytobiorców, a w lutym br. zarząd NBP zagaił, że „może rozważyć ewentualne zaangażowanie w proces przewalutowania mieszkaniowych kredytów walutowych na złote, na zasadach i według kursów rynkowych, przy spełnieniu przez banki szeregu warunków brzegowych".

Przy najlepszych intencjach, odpowiedzi na skierowane do SN pytania nie mogą dotyczyć sprawy zasadniczej, bo ta jest rozstrzygnięta przepisami prawa. A Sąd Najwyższy nie zastąpi sądów powszechnych w ustalaniu faktów, subsumpcji i wydaniu orzeczenia. Tak, jak nikt nie zastąpi konsumenta w dostarczeniu faktów, by sprawa przed sądem została prawidłowo rozstrzygnięta. Pretensje, że sądy nie znają się na ekonomii są absurdalne; dane musi dostarczyć ten, kto wnosi pozew!

Mamy wszystkie niezbędne przepisy prawa i ich interpretacje. Pisała o tym prof. Ewa Łętowska w ekspertyzie przygotowanej w marcu 2020r. dla Forum Konsumenckiego, działającego przy RPO „Kwalifikacje prawne w sprawach o sanację kredytów frankowych" Podkreśliła też brak praktyki orzeczniczej, tradycji ochrony konsumentów, a nawet woli rozstrzygania przez sądy.

Dlaczego przed sformułowaniem owych pytań, ich autor/autorzy nie dostrzegli potrzeby skonsultowania i uzgodnienia ich treści z autorytetami ekonomicznymi, finansowymi i prawnymi? Odpowiedzi na te pytania znajdziemy w aktualnych przepisach prawa i jego interpretacjach. Po ich przeczytaniu ze zrozumieniem, nasuwa się jedno pytanie: O czym SN na czele z prezes Manowską ma rozstrzygać?

O kursach? Banki mają prawo do obrotu walutą i stosowania spreadów, jeśli obrót jest rzeczywisty! W przypadku kredytów indeksowanych mamy tak: od klienta bank kupuje franki; u siebie zapisuje franki, a wobec klienta dług w PLN. Wypłacając kredyt w złotówkach, rozlicza zobowiązanie złotowe z tytułu zakupu franków! To jest źródło franków! Co na to KNF? Czy mógłby potwierdzić, że banki naprawdę kupowały franki od kredytobiorców? Aby udzielić kredytu złotowego musieliśmy złotówki zakupić za franki, więc dlatego są drogie! Tak jeden z banków! Czyli nie miał złotówek, a tonął we frankach?! Czy da się to przełożyć na rzeczywistość? Tak, jeśli przyjmiemy, że za wszystko zapłaci klient!

Z owych 6 pytań, trzy dotyczą kursów walut. Czy mógłby ktoś prezesowi Glapińskiemu i prezes Manowskiej wytłumaczyć, że anulowanie abuzywnej klauzuli albo unieważnienie umowy, oznacza także całkowite wyeliminowanie problemu kursów walut? Kredytów indeksowanych/denominowanych nie da się przewalutować na złotówki, bo to już są złotówki. W kredytach walutowych nie ma klauzul abuzywnych. Czy Sąd Najwyższy mógłby podjąć się rozstrzygnięcia, że NBP także stosował nieprawidłowe kursy walut? Bo gdyby NBP udzielał kredytów indeksowanych po swoich kursach, efekt byłby podobny, Dziś indeksacja to wzrost zadłużenia o ponad 90%! wartości początkowej kredytu a różnica między kursami NBP i banków to zaledwie kilka %.

Pytania o kondykcje, SN nie rozstrzygnie, bo to zależy od zakresu żądania stron i ustaleń faktycznych w toku procesu. Przecież zawsze jest dopuszczalne złożenie oświadczenia o kompensacji w sensie materialnoprawnym. Na jakiej podstawie miałby rozstrzygnąć Sąd Najwyższy?.

Natomiast w sprawie przedawnienia, przy większych kwotach zdarza się, że sądy obawiają się jednoznacznych rozstrzygnięć, ale przepisy są, a wykładni całe mnóstwo. A koszty kapitałów? Każdy znając podstawy działalności gospodarczej i prawo bilansowe wie, że wszystkie koszty kapitałów są kosztami przedsiębiorcy, a nie kontrahenta. To koszt alternatywny. Jeśli ktoś chce zarobić, to udziela bankowi pożyczki, robi lokatę, kupuje obligacje (kapitały obce) albo kupuje akcje (kapitał własny) i czeka na dywidendy. Koszty kapitałów to utracone korzyści, czyli "lucrum cesans". Prawo do zwrotu kosztów kapitałów to tak, jak gdyby producentowi przyznać zwrot kosztów produkcji bubla, którego nikt nie chce kupić!

Prezes Manowska i wszystkie jej Izby, mogłyby kredytobiorcom znacząco pomóc, gdyby chciały: zdopingować sądy do sprawniejszego orzekania, a banki do udostępniania danych dot. rozliczeń owych kredytów. To byłaby realna pomoc, ale czy pani Prezes może postąpić wbrew interesom banków, budżetu, znacznej części postępowego społeczeństwa i otaczających ją licznych prezesów? Nie będzie to łatwe, bowiem najnowsze wydarzenia z usuwaniem sędziów, ograniczaniem dostępu do informacji publicznych itp. wskazują, że na daleko idącą samodzielność pani Prezes nie można zbytnio liczyć. Obym się mylił.

Autor jest biegłym rewidentem i prawnikiem, absolwentem ekonomii i finansów na Georgetown Univ, Washington

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA