fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Dziś wybita szyba, jutro wybite zęby - komentuje Tomasz Pietryga

Tomasz Pietryga
Waldemar Kompała/Fotorzepa
Po śmierci Pawła Adamowicza z internetu wypełzła najgorsza odmiana hejtu. O tym, że wolność słowa ma swoje granice, przekonał się pewien raper z Knurowa.

Po tym, jak wulgarnie żartował sobie z zamordowania prezydenta Gdańska, chwaląc zbrodnie i grożąc, do jego drzwi zapukała policja. Osobnika aresztowano, a sprawą zajmuje się prokuratura. Firma, w której pracował, wszczęła postępowanie dyscyplinarne. Sprawca został napiętnowany w mediach i znalazł się pod pręgierzem opinii publicznej. Tego rodzaju historii w ostatnich dniach było więcej. Podobnie przebiegło zatrzymanie hejtera, który groził premierowi Morawieckiemu czy prezydentowi Szczecina.

Czytaj także: Tragedia w Gdańsku wymusza zmiany prawa

Przypadek knurowskiego rapera wzorcowo pokazuje, jak bezkompromisowe i skuteczne może być państwo, walcząc z hejtem i mową nienawiści. Mamy szybką reakcję organów ścigania i potępienie w przestrzeni publicznej. Potencjalni naśladowcy otrzymują jasny sygnał – są granice, których przekroczyć nie wolno.

Pytanie tylko, dlaczego państwo tak zdecydowanie reaguje dopiero teraz? Dlaczego przez lata właściwie nie zauważało problemu lub udawało, że jest bezradne?

Problemem w walce z hejtem nie jest brak przepisów czy surowych kar, ale to, że obowiązujące prawo nie jest egzekwowane. Ukryci za nickami nienawistnicy czują się anonimowi i bezkarni. Zarówno policja, jak i prokuratura nigdy nie podchodziły do tego rodzaju zachowań poważnie. Dopiero po tym, jak w 2014 r. wybuchła tzw. afera swastykowa, kiedy prokuratura w Białymstoku nie podjęła się ścigania sprawcy, który wymalował nazistowski symbol. O sprawie zrobiło się głośno, gdy organ ścigania stwierdził, że swastyka to indyjski symbol szczęścia. Pod presją opinii publicznej Andrzej Seremet, ówczesny prokurator generalny, powołał w prokuraturach specjalne komórki do walki z mową nienawiści, ksenofobią i antysemityzmem. Spokój trwał krótko. Dla jego następcy Zbigniewa Ziobry sprawa nie była już priorytetem. Przesuwając m.in. wyszkolonych śledczych do innych spraw, odsunął ściganie hejtu na margines.

Tragedia w Gdańsku wznowiła dyskusję. Miejmy nadzieję, że nie skończy się ona za kilka tygodni, gdy emocje opadną. Organy ścigania muszą zacząć traktować to groźne zjawisko poważnie, jednak ważniejsze od zmiany prawa jest wytworzenie społecznego poczucia, że na pewne zachowania w internetowej przestrzeni wspólnej nie ma miejsca, że istnieje cienka czerwona linia, której nie można bezkarnie przekroczyć.

Dlatego ważny jest stały monitoring niebezpiecznych zachowań i brak tolerancji dla nich. Równie ważne jest odanonimizowanie sprawców w sieci, tak aby znaleźli się nie tylko pod pręgierzem kodeksu karnego, ale także własnego środowiska i opinii publicznej. Tak jak pijani kierowcy, których wizerunki za zgodą sądu można było publikować. Internet nie może być azylem dla przestępców, którzy chowają się za wolnością słowa.

W latach 90. szef nowojorskiej policji William Bratton postanowił rozprawić się z szalejącą w mieście przestępczością, lansując hasło „zero tolerancji", w myśl zasady „dziś wybita szyba, jutro wybite zęby". Przestępcy zaczęli przegrywać, bo państwo na poważnie wzięło się do ich ścigania, egzekwując najmniejszy przejaw łamania prawa. Warto sięgnąć do tamtego przykładu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA